Monthly Archives

Wrzesień 2016

szafka2
życie

Szafka pod gramofon

Kolejny czwartek za mną.
Czwartki są jakoś najgorsze, bo Maciek po pracy idzie na perkusję, więc muszę wyjść z psem. I z Kają jednocześnie. Co nie jest łatwe. I muszę sama wykąpać dziecko. Co nie jest łatwe również.

Od paru dni coś mi nie idzie. Humor mam gorszy. I w ogóle jakoś jest słabo.

Zerwał mi się nowy łańcuszek.
Kombinezon zimowy dla Kajki, wylądował na tarchominie. Bo przy zakupach kliknęłam w zły paczkomat, i wysłali na drugi koniec Warszawy.
Pies ściągnął sobie opatrunek z łapy, i na szybko działając, założyłam jej w zamian gumową rękawiczkę. Którą zeżarł.

Zamówiłam na olx szafkę pod gramofon z lat 50.
I ona faktycznie jest z lat 50-tych…
Tak jakby od tej pory nikt jej nie dotykał, nie odkurzał, nie mył. I na dodatek są w niej korniki.

O tym, że te korniki, a raczej kołatki, zamieszkują ten wiekowy mebel, uświadomił mnie mój mąż, lamentując po powrocie z pracy, nad śmierdzącym pudłem, że nasza podłoga drewniana niechybnie już nimi oblazła. Że ja właśnie tę szafkę, na naszej podłodze stawiając, zmarnowałam całe życie jego, w którym się ta podłoga zawiera. I że on widział jak dom z bala korniki zeżarły. I to jest najwieksza masakra ever. I że jak ja mogłam, w ogóle tego śmierdzącego grata z kornikami wewnątrz kupić, jego o zdanie nie pytając.
A no mogłam. I teraz taka sytuacja jest.

Mąż jest na fochu. Szafka jest na klatce pod naszymi drzwiami. Smród z niej jest niesamowity. Korniki moim zdaniem już dawno padły, bo nikt tego smrodu by nie dał rady przeżyć. Ale nie ma ona wstępu za próg nasz.

I co tu robić. Najpierw na śmietnik ją chciałam wynieść. Pozbyć się jej jak najszybciej. Zapomnieć i udawać, że ta sytuacja się nie zdażyła wcale.

Lecz rozpakowałam pudło by jej sie przyjrzeć bliżej, i zakochałam się.
Bo szafka jest super. Jest taka fajna, szeroka na górze. Na dole węższa. Ma półkę specjalną na płyty winylowe. I serio jest z lat 50-tych.

I gdy tak sterczałam na klatce schodowej, gapiąc sie na szafkę moją nową, mąż się wychylił. I obrażonym okiem na szafkę rzucił.
I co ja widzę. Podoba mu się. Widzę ten błysk w oku. Te rozszerzone źrenice widzę. Podchodzi bliżej. Ogląda. Fuka. Nosem na smród kręci. Ale podoba mu się ewidentnie. Tutaj by trzeba było naprawić. To odmalować. Tutaj impregnat nałożyć. Mówi. Nagle przypomniał sobie, że obrażony jest, więc prychnął raz jeszcze i do mieszkania wrócił.

A ja sie rozmarzyłam. Kto też ten mebel miał u siebie. Jakiej muzyki słuchał. Czy prywatki robił i do bajo bongo wokół szafki tańczył. Jakie tam w środku płyty stały. A potem za dziesięć lat jakie, a za dwadzieścia.

I jak ja mam teraz tę szafkę wyrzucić. No jak. Jak przy niej ktoś tańczył i bawił się kiedyś. Ile sylwestrów i imienin przy tej szafce się odbyło.
Nie mogę tej szafki wyrzucić po prostu.

Na korniki specyfik zamowiłam dzisiaj.
I plan mam taki, że następnego sylwestra szafka spędza z nami. I bajo bongo poleci specjalnie dla niej raz jeszcze.

jestessuper
życie

Super

Marzysz o tym, by było super.
By wszystko najlepiej było, jak tylko się da.

By tort orzechowy na święta był super.
By twoja figura po ciąży, i włosy, i twarz.

By nastrój codziennie rano był super.
By super był weekend, i urlopy w roku dwa.

By pies, którego ze schroniska weźmiesz, okazał się super.
I by mąż Twój, same zalety miał.

By dziecko super sobie w szkole radziło.
I w życiu. Bo w ogóle dziecko, to już najsuperowsze powinno być.

Marzysz, że zawsze super Ci idzie. Że wszystko za co się weźmiesz, po prostu super jest.

Że na weselu w sobotę, masz takie buty super, że każdy się pyta, co to za super, te buty masz.

A jak już się przyznasz w końcu, że tak super nie jest.

To powiem o rany jak super! To masz tak jak ja!

wrzesien
życie

Wrzesień

Jest wrzesień. Miesiąc jak dla mnie dziwny taki.
Niby to jeszcze lato. A jednak już trochę jesień.

W przedpokoju wciąż jeszcze sandały. Lecz obok kalosze już stoją.

Jednocześnie myślisz o lemoniadzie, i o gorącej herbacie z miodem.

Wczoraj byłam w Pepco, a tam już cała półka zniczy stoi. W sklepie obok, wyprzedaż wiaderek na plażę. I łopatek.

Na spacer nie wiesz jak się ubrać. Zakładasz koszulkę. Na to sweter. Na to kurtkę. Wychodzisz. Zdejmujesz kurtkę. Ściągasz sweter i na koszulkę zakładasz kurtkę. Zdejmujesz kurtkę znowu i jednak zakładasz sweter. Pod koniec spaceru zakładasz też kurtkę. W domu czujesz, że zmarzłaś i robisz zupę pomidorową.
Przez okno widzisz, jak na karuzeli dzieci w szortach się kręcą. A Twoje dziecko w dresie i bluzie. W mieszkaniu siedzi.

Ciasto chcesz zrobić ze śliwkami. Albo szarlotkę. A mąż wracając z pracy, lody przynosi. Malaga.

Na rowerze, do pracy pojechał, w termicznym ubraniu. I zmarzł okrutnie. A wrócił w t-shircie samym. Z lodami.

Z plecaka ostatnia muszelka wypada, gdy pakuję zakupy w Rossmannie. I kapsel po oranżadzie w pralce uprany.

Ciemno się nagle zaczyna robić wieczorem. I to tak nagle, że jeszcze wczoraj przecież, jasno było zupełnie o tej godzinie.

I chyba bym chciała już, żeby przyszedł październik. Bo takie smutne te sandały stoją.

chlopiec
macierzyństwo

Chłopiec

Stoję na tarasie i podlewam berberysy. Kaja już śpi. Maciek robi w kuchni herbatę.

Odwracam się w stronę drzwi, a on stoi w nich. Dziwną minę ma. Czerwone oczy. I mówi tak:

A wiesz tak sobie pomyślałem właśnie, że w tej samej chwili, jest już gdzieś na świecie jakiś chłopiec mały.

I widzę, że on już myśli o nim. Czy jasne włosy kręcone ma, czy ciemne. A może rude jak marchewka.

Czy będzie na instrumencie jakimś grał, na nartach jeździł i naleśniki z serem, zajadał ze smakiem.

Czy może będzie miał kolczyków na twarzy sto, i patriotyczny tatuaż na łydce.

A może on będzie bardzo wesoły. Że nawet na pogrzebie osoby bliskiej, żartować będzie. I zawsze, na wszystko, żartem odpowiadać.

Czy w restauracji on zamówi kotleta, czy makaron raczej.

I czy będzie wolał iść przodem, czy z tyłu.

Czy będzie lubił wieczorem z herbatą siedzieć, czy raczej do maratonu trenować będzie.

Czy kran sam naprawi, czy do hydraulika zadzwoni.

I czy Kajkę nasza za rękę weźmie, gdy jakiś smutek na jej drodze stanie, czy te żarty wtedy z rękawa wyciągnie.

Czy jej oczy dla niego, najpiękniejsze bedą, i uśmiech jej dla niego najmilszy.

Czy w zimę czapkę z pomponem założy, przez nią niezdarnie na drutach zrobioną.

I czy jak ciasto z zakalcem mu zrobi to o dokładkę poprosi.

Tak patrzę na Maćka i widzę.
Że od tej chwili już właśnie. On się z podzieleniem nią, powoli godzi. Z myślą o tym, że jest taki chłopiec.