Monthly Archives

Listopad 2016

kartki1
życie

Kartki świąteczne

Kiedyś pamietam, w podstawówce i na początku liceum, wszyscy wysyłaliśmy sobie kartki.
A nawet wysyłaliśmy też czasem listy.

Kartki z wakacji wysyłałam do koleżanek z klasy, i wysyłałam kartki z wakacji do poniektórych z tej samej klasy kolegów. Do tych fajniejszych oczywiście.

W ciągu roku pisałam kartki, a czasem nawet pisałam też listy, do moich koleżanek góralek z Bukowiny Tatrzańskiej.
Listy te zawierały w sobie informacje takie jak:

– co aktualnie jadłam na obiad
– jakie mieliśmy w szkole sprawdziany
– i jakie dostałam z nich oceny
– oraz czy pokłóciłam się z którąś z koleżanek
– a jeżeli tak, to z którą i z jakiego powodu
– z kim na dyskotece klasowej tańczyłam dwa razy
– i jaką aktualnie część Ani z Zielonego Wzgórza czytam

Na walentynki ja osobiście kartek nie wysyłałam, za to pare razy osobiście taką kartkę dostałam. Pocztą normalnie przez listonosza przyniesioną.
Trzęsącą się z nerwów ręką pisaną, o tych różach i bratkach na górze oraz na dole.

Na osiemnaste urodziny dostałam od rodziców moich chrzestnych telegram.
Który mam do dzisiaj w pudełku schowany.
A esemesów nie mam. W żadnym pudełku.
Bo wtedy Nokię 8210 miałam wymarzoną swoją, która z iphonem moim teraźniejszym nijak kompatybilna nie była.
A chmur jakiś, czy innych wirtualnych przestworzy, nie było w tych czasach jeszcze.
Tylko gra w węża była i 5 sekundówki darmowe.

Na urodziny swoje czwarte bodajże dostałam od Taty mojego, który wtedy w Czechosłowacji w podróży służbowej był, kartkę z czerpanego papieru z narysowanymi kotami dwoma.
I tę kartkę rownież mam do dzisiaj.
W tym samym bodajże pudełku co tamten telegram.

Na Święta, co roku od rodziny z Australii i Anglii kartki dostaję.
Z Australii zawsze są z jakimś motywem od czapy.
Bo tam jest w Święta lato, w co do dzisiaj uwierzyć nie mogę.
Więc w zeszłym na przykład roku, kartka przyszła z Australii z Mikołajem w gaciach, który na plaży stoi a pod pachą deskę surfingową trzyma.
No mówię Wam nie do wiary, co też w tej Australii na Święta się dzieje.

A ja muszę się przyznać, że te kartki dostawać uwielbiam.
Nawet te z Sephory i Marks&Spencer.
Uwielbiam to rozrywanie koperty. Tę tajemnicę przy otwieraniu, co jest w środku.
Te ręcznie pisane słowa, tylko dla mnie wymyślone.
(Tutaj już Sephora i M&S niestety się nie sprawdzą).

I tak sobie pomyślałam, żeby w te Święta zamiast stu esemesów o treści tej samej.
Napisać kartki, osobistą ręką własną.
Długopisem jakimś, bądź do pisania czymkolwiek innym.

I niekoniecznie do Australii czy na Bukowinę daleką.
Ale do koleżanki z pracy. Do naszej manikiurzystki/fryzjerki ulubionej.
Do tego fajnego wujka siostry szwagra. Do przyjaciółki najlepszej.
Do swojego męża. Córki. Do brata.
Napisać tam coś dla nich miłego.
Coś czego dawno nie było okazji powiedzieć.
Życzyć im tego, czego tylko my wiemy, że życzyliby sobie.
I podziękować im w tej kartce, własną przez nas ręką napisanej.
Za to, że są z nami, przy nas i dla nas zawsze gdy tego potrzebujemy.
A ja gwarantuję, że ta od nas kartka, przetrwa w pudełku jakimś do końca świata nawet.

Specjalnie na tę miłą okazję stworzyłam dla Was takie kartki, które mają z tyłu dużo miejsca na to wszystko co chcielibyście napisać. Kartki są do kupienia w zakładce na górze : Kartki
W komplecie sztuk jest kartek cztery. Wraz z kopertami.

szczescie
życie

Dzisiaj

„Dzisiaj nie piję” to motto każdego anonimowego alkoholika.
To motto zafascynowało mnie.
Zauroczyło mnie normalnie.
Bo jest takie proste.
A przy tym mądre takie.
Że tylko dzisiaj, tylko teraz, tylko w tym momencie, który trwa właśnie,
ja mam wpływ na to co się ze mną dzieje.
Nie zrobię tego czegoś, czego robić nie powinnam.
Albo właśnie zrobię coś, co powinnam zrobić.
Dla siebie dobrego.

Kiedyś Jan Paweł 2 powiedział:

„Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne… Tylko dziś jest twoje.”

I ja to odkryłam właśnie pare dni temu.
Moc dzisiejszego dnia.
Bo to co dzisiaj zrobię, to jest wszystko.
Bo dzisiaj jest zawsze. Zawsze jest jakieś dzisiaj nasze.
Bo jutra i wczoraj tak naprawdę nie ma.

To dzisiaj możemy uśmiechnąć się do tego typa, który krzywo spojrzał na nas w kolejce.
To dzisiaj zjem na śniadanie owsiankę, a nie jajka na bekonie smażone.
To dzisiaj po raz setny na ręce płaczące dziecko moje wezmę.
Chociaż najchętniej wyszłabym z domu trzaskając drzwiami.
Z myślą o powrocie moim braku.

A jutro to już nieważne co będzie.
Jak to Scarlett O’Hara zwykła mówić: „pomyślę o tym jutro”.
I co?
Jakoś nigdy o tym jutrze myśleć nie musiała.

Skupmy się na dzisiaj.
Na teraz.

By dobrym dla siebie być.
By nie robić tego, czego robić nie powinniśmy.
By robić to, co dobrze byłoby robić.

Nie zawsze.
Dzisiaj.
Tylko i aż.

I to wystarczy.
Serio.

Dzisiaj będę najlepszą wersją siebie. A jutro zobaczymy.

screen-shot-2016-11-26-at-19-52-04
życie

Robótka 2016

Wszystko się zaczęło od tego mojego plakatu.
Najpierw namalowałam zwierzęta.
W porządku alfabetycznym.
I tak jak to pisałam w poście zwierzęcadło trwało to długo.
Potem w photoshopie plakat złożyłam.
Do drukarni ofertę wysłałam.
Zamówiłam sztuk plakatu pięćdziesiąt.
Tuby tekturowe o średnicy 10 centymetrów.
Naklejki na te tuby z serduszkiem i logo.
Maciek założył mi adres mailowy, na który zaglądam codziennie, od kiedy plakat oficjalnym przedmiotem zakupu się stał.
Po kilka razy…
I kiedy wreszcie pierwszą wiadomość na tego maila dostałam.
To się okazało, że napisała do mnie Kaczka.
Kaczka z bloga http://la-terra-del-pudding.blogspot.co.uk/
I to wcale nie z powodu fascynacji plakatem i chęci jego zakupu.
Oj nie.
A z powodu Robótki 2016.
A to nie byle jaka Robótka jest.
To jest wręcz bardzo fajna robota dla każdego człowieka,
który tak jak ja, za dobrze w życiu ma.
Bo jest taki dom opieki w Niegowie.
Mieszkają tam Starszaki czyli niepełsnosprawni umysłowo dorośli.
A zresztą co ja będę Wam pisać.
Przeczytajcie sobie sami:

http://jestrobotka.blogspot.de/

„Celem Robótki jest coroczne odpalanie fajerwerków radości wśród mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Niegowie. To bardzo zacna koedukacyjna brygada Maleńtasów, Starszaków i Emerytów, o których w detalu przeczytacie w zakładkach: DAMY 2016 i KAWALEROWIE 2016.

Dla nich Niegów jest Domem, tu, przy drodze na Ostrołękę, spędzą całe swoje życie. Opiekunowie starają się ze wszystkich sił, by było w Niegowie domowo, rodzinnie i normalnie. Jednak w tym około świątecznym, Bożonarodzeniowym czasie zawsze budzą się smutki i tęsknoty. Echem powraca świadomość odrzucenia, serca rwą się do własnych rodzin, których często już nie ma, albo nigdy  nie było, każdy dźwięk telefonu budzi nadzieję, że ktoś jeszcze pamięta, a pojawiający się na horyzoncie listonosz z wypchaną torbą jest płonną obietnicą listu od kogoś bliskiego.

Stąd właśnie Robótka.”

A więc…długopisy, kredki i ołówki w dłoń.
I piszemy kartki.
Do Gabrysi, Maryli, Gosi do Basi, Jadzi i Urszuli.
Do Janusza, Seweryna i Arka. Do Tomka.
I do wielu innych.

Bo co nam szkodzi?
Bo czemu by nie?
Bo oni podobno się z tego bardzo cieszą.
A co jest w tym świecie ważniejszego, niż ucieszenie się przez nas kogoś?
No co?

Piszmy więc kartki dla Starszaków w Niegowie.
Bo może właśnie po to, ja tego lisa i tygrysa i zebrę w paski tak po nocach zarwanych malowałam zawzięcie, żeby oni tych kilka więcej kartek dostali.

I ja Wam powiem szczerze, że dla mnie spoko.
Niech się Starszaki z Niegowa ucieszą.

zabawki5
macierzyństwo

Córeczka

Obślinioną piłeczkę podaje mi tak, jakby to była perła najdroższa z morza głębin wyłowiona.

Najzwyklejszą bułkę je z totalnym skupieniem, przeżuwa i smakuje ją niespiesznie.
Dzieląc się ze mną kęsem każdym.

Tańczy jak tylko muzykę usłyszy. Oczy przymyka i gibie się na boki.
I zupełnie się nie krępuje tym, jak przy tym wygląda.
A wygląda przepięknie.

Śmieje się w głos i zęby swoje cztery w otwartej paszczy szczerzy.

Nie chodzi a biega.

Piszczy z radości gdy on z pracy do domu wraca.

Nie wstydzi się niczego.

Na widok obcych uśmiecha się zawsze tak, jakby oni na pewno super fajni byli.
I bardzo możliwe, że oni właśnie tacy, super fajni są.

Lalki i misie do drewnianego wózeczka wkłada wszystkie.
O żadnym nie zapomni.
I z tą piramidą z misiów, kilometry salonu przemierza.
A jak któryś wypadnie po drodze, to ona zawraca z tym majdanem całym po niego.

Gdy płacze, to tak jakby koniec świata nastąpić miał właśnie.
Tak jakby żywcem z niej skórę normalnie zdzierali.

Klocki ustawia swoim tylko znanym sposobem.
I jak coś przestawisz inaczej, to koniec.
Awantura jest mega.

I gdy czegoś przestraszy się, to wzrokiem mnie szuka.
Rączki do góry unosi bym ją na ręce wzięła.
I wtula się we mnie ciałkiem swoim całym.
Tak, że te malutkie serduszko bijące, przy swoim bijącym sercu czuję.

Ufa mi stu procentowo.
Moich wad nie dostrzega.
Widzi we mnie najlepszą osobę na świecie.
I moje żarty śmieszą ją za każdym razem tak samo.
Jest przekonana, że zawsze ze wszystkim dam radę.
I dla niej piękniejsza jestem niż ta modelka na Elle okładce grudniowej.

Odpowiedzialność to dla mnie ogromna.
Więc mocno pracuję nad sobą.
By taką właśnie w jej oczach pozostać, najdłużej jak tylko się da.

I sporo się uczę od tej córeczki mojej.
Tego jak ufnym i szczerym człowiekiem być.
Jak w ludziach dobra szukać.
A właściwie to od razu dostrzegać je, bez specjalnego szukania.
Uczę się od niej, jak śmiać się w głos.
Uczę się, jak się nie wstydzić siebie.
I tego jak kochać. Bezinteresownie.
Od tej maleńkiej istotki, codziennie uczę się.