Monthly Archives

Grudzień 2016

2017
życie

Czy uda się w 2017

Czy w tym nowym roku uda się nam już zawsze w każdy biegać wtorek i biegać też w każdy czwartek.

Czy uda się już nigdy więcej nie mieć kaca.

Nie korzystać z karty kredytowej.

Nigdy się już nie zdenerwować, gdy dziecko marudzi i obiad się przypala.

Czy uda nam się nie narzekać i zawsze cieszyć z tego co mamy.

Czy nie jeść czekolady się uda i coca coli nie pić.

Czy chodzić spać przed dwudziestą trzecią, ale tak regularnie.

I koktajl zielony codziennie pić rano.

Albo wodę z cytryną.

Czy uda się już więcej nie kupować w osiedlowym sklepie, w którym nie wiadomo kiedy na dwa kalafiory połowa pensji zostaje wydana.

Czy uda nam się już zawsze tak zakupy planować, żeby nic nie spleśniało przed skonsumowaniem.

Obiady dla siebie i dziecka zdrowe i pełnowartościowe codziennie gotować.

Krem do rąk cześciej używać.

Dla męża być milszą o wiele osobą.

Iść na terapię.

Kurs tańca.

Kurs szycia.

Czy w tym nowym roku się uda.

Zadbać o siebie bardziej.

Czas znaleźć.

Na czytanie książek.

Na ćwiczenie jogi.

Na rysowanie.

Czy uda się zmienić.

Pracę na lepszą.

Na lepszą pensję.

I na lepszego szefa.

Czy firmę własną założyć albo utrzymać się uda.

Czy uda się te pięć kilo schudnąć.

Włosy zapuścić.

Wyglądać dziesięć lat młodziej.

Paznokcie znowu na czerwono malować.

Nie pić.

Nie palić.

Nie przeklinać.

Wiecej się śmiać.

I mniej płakać.

Czy w tym roku nowym.

Uda się nam być nagle zupełnie innym człowiekiem.

kalendarz
życie

Kalendarz na rok 2017

Się zorientowałam nagle, że nie mamy kalendarza na Nowy Rok.
A dla mnie kalendarz to jak magnesy na lodówce.
Po prostu musi być i koniec.

Mój mąż korzysta z kalendarza wirtualnego w laptopie i smartfonie.
To mu się synchronizuje.
Aktualizuje i piszczy gdy jakieś ważne wydarzenie nadchodzi.
Zaprosił mnie nawet do tego swojego kalendarza.
Żebyśmy mogli nasze zajęcia różnorakie synchronizować wspólnie.
I żeby uniknąć sytuacji, że on idzie do dentysty w tym samym czasie, w którym ja idę na jogę.
Co się zdarza nagminnie.

Zaproszenie do wirtualnego kalendarza przyjęłam oczywiście.
I na tym mój kontakt z tym stechnologizowanym projektem wspólnego planowania czasu się zakończył.

Maciek jeszcze czasem próbuje mnie do tego czegoś zachęcić, kusząc kolorowymi ikonkami, które w kalendarz można wstawiać.
Bezskutecznie.

Tak więc zaczęłam szukać kalendarza normalnego.
Z papieru.
Do powieszenia na ścianie.
Takiego z miejscem na wpisywanie wizyty u dentysty i z miejscem na wpisywanie jogi.

Znalazłam nawet kilka opcji, ale żadna jakoś mnie nie powaliła swą uroda i funkcjonalnością.
Tak więc postanowiłam, w tych ostatnich dniach roku 2016 wykonać po nocach kalendarz swój własny.
I nawet dodać na każdej stronie miejsce specjalne na notatki, którego mi w kalendarzach zawsze brakuje.
A przecież fajnie móc sobie tak ogólnie napisać, że w marcu trzeba kupić prezent dla taty na urodziny, i że tak ogólnie wypadałoby w maju dnia któregoś psa zaszczepić.

Wiem, że jest już późno na kalendarze.
Ale gdyby ktoś tak jak ja obudził się nagle z ręką bez kalendarza.
To polecam ten swój.
Jest kolorowy, malowany i rysowany przeze mnie.
Wystarczająco duży by bez lupy dało się odczytać co mąż zaplanował na 14 lutego.
I wydrukowany na moim ulubionym papierze.

Kalendarz możecie kupić tu: Kalendarz

I życzę Wam z okazji nowego kalendarza, abyście wpisywali w niego same przyjemne rzeczy.
Jak najwięcej jogi.
I jak najmniej dentysty.

kalendarz_wizualka

prenumerata
macierzyństwo

Prenumerata

Halo! Czy ja z panią Iwoną rozmawiam?

Ależ nie proszę pani. Ja się Iwa nazywam.

Ach przepraszam, kończy się pani, pani Iwo właśnie prenumerata czasopisma Elle,
które to pani pani Iwono prenumeruje.
W styczniu dostanie pani ostatni już numer.
I ja tu do pani pani Iwono, to znaczy pani Iwo dzwonię ze specjalną ofertą rabatową.
A mianowicie mamy dla pani promocję taką, że razem z roczną za 97 złotych Elle magazynu prenumeratą, eksluzywną dołączamy bieliznę.
Koronkowe majtki stringi i delikatny jak mgiełka stanik.

Proszę pani ja za tę promocję bardzo dziękuję.
Ja mam małe dziecko, nie wiem czy pani sobie sprawę zdaje.
A te czasopisma u mnie nierozpakowane od czerwca leżą.
Majowy numer dopiero co czytać kończę.
Ja czasu na takie rzeczy jak prenumeraty teraz nie mam.
I na staniki jak mgiełka też nie mam czasu.
Ja na szybko sportowy, elastyczny stanik rano wkładam, z którego moja córka jak z procy strzela. A majtki to muszę mieć wygodne.
Koronkowe stringi odpadają na starcie, bo ja proszę pani się po podłodze tarzam.
Przysiadów i skłonów tysiące robię.
Także przepraszam, ale ja zainteresowana dalszą prenumeratą czasopisma Elle nie jestem.

W takim razie dziękuję.

Dziękuję.

wigilia
życie

Wigilia

Siedzimy przy stole.
W widelcu posrebrzanym co po śledzia sięga migocze blask świec.
I w szklance z kompotem.

Jest z nami ktoś nowy.
Bardzo jeszcze mały.
Co widelec ma plastikowy.
I śledzia jeść jeszcze nie może.

Jest ktoś już bardzo stary.
Co śledzi zjadł już w swoim życiu wiele.

Jest ktoś kto jest z nami przy tym stole zawsze.

I ktoś, kto dosiadł się do tego stołu jakiś czas temu.
Ale plan jest taki, że obok nas zawsze już będzie siedział.
I tego śledzia i kompot z drugiego końca stołu podawał.

Jest w tle kolęda wsród nocnej ciszy.
I Dziadek, który dopowiada, że kot łapie myszy.

Jest choinka a pod nią prezenty
Przez Mikołaja z namysłem wybrane.
I drżącą ze starości podpisane ręką.

Jest śmiech i w oczach blask.
Przy składaniu życzeń, żeby lepiej było.
A może by nie było gorzej, bo jest już najlepiej przecież.

I jest nagłe uświadomienie sobie.
Że tej ryby po grecku i sernika ulubionego.
Już nie ma.
I nigdy już na tym stole nie będzie.

I jest to puste krzesło.
I talerz pusty.
I tęsknota każdego z nas za kimś.
Kto przy tym stole nie siedzi już z nami.

Jest karp w galarecie.
Makowiec.
I kutia.

Jest barszcz i uszka przez Mamę lepione.
I miłość jest w każdym wysprzątanym kącie.
Widzę jak w blasku świec i tych tak bliskich mi oczu delikatnie i ciepło migocze.