Monthly Archives

Styczeń 2017

poziomki
życie

Odnaleźć siebie

Żeby się odnaleźć to jest oczywiste, że najpierw trzeba się zagubić.
Można się zgubić w lesie i za pomocą GPSu bądź mchu na pniach drzew odnaleźć drogę do domu.

A można się zagubić totalnie w życiu.
W sobie.
W macierzyństwie.
W małżeństwie.

W skrócie można się zagubić wszędzie.

I nawet gdy znamy drogę do domu na pamięć.
To czasem na tej własnej siedząc kanapie.
Nie możemy się odnaleźć zupełnie.

Czasami dopiero, gdy coś od nas odejdzie.
Dopiero gdy coś ważnego stracimy.
To się okazuje, że my się zagubiliśmy.
I że nijak do tego domu trafić nie możemy.

Że jakoś tak się funkcjonowało będąc zagubionym.
Jakoś się wszystkie czynności do wykonania po kolei wykonywało.
Ale to nie było to co zawsze.
Nie było to takie jakie być powinno.
Normalne. Radosne.

Że od jakiegoś czasu się działało jak automat.
Jak na taśmie produkcyjnej zakręcanie słoików.
Tak u nas:
pobudka-śniadanie-zabawa-drzemka-kaszka-spacer-obiad-zabawa-kolacja-kąpiel-spać.
A w międzyczasie zakupy, pranie, odkurzanie, karmienie zwierząt, spacer z psem, gotowanie, zmywanie.
I tak dzień w dzień, dzień w dzień i w kolejny dzień.
Do porzygu.

Sama nie wiem jak zakończyć ten tekst.
Może jakimś zdaniem o poszukiwaniu.
Które zawsze poprzedza odnalezienie.
Bo nie można się odnaleźć od tak po prostu od razu.
Trzeba trochę poszukać.
Wysiłku trochę w to odnalezienie włożyć.

Aż się odnajdzie w jakimś gęstym od codzienności lesie, zbierającą poziomki siebie.

IslBG
życie

Śmierć kota

Tego samego dnia, w którym kupiłam sobie kredki w 36 różnych kolorach.
Umarł kot.

Tego dnia, w którym mój mąż wyjął z pudełka parowar i umył dokładnie każdą jego część.
By wreszcie po trzech latach go użyć.
Umarł kot.

Tego dnia, w którym co chwilę na świecie odchodzi jakiś człowiek.
Umarł kot.

Zostały dwa kawałki kurczaka w maleńkiej kociej miseczce.

Trzy małe dziury w tapicerce kanapy.

Trochę białej sierści na kaloryferze.

Kocie przedmioty stoją jak stały.

W łazience na błękitnej kuwecie ze smutkiem zatrzymuję wzrok.

Idę do sklepu, może kupię pieprz.
Chyba skończył się nam pieprz.

Idę na spacer z psem.
Pies zwiesza smutno łeb.
Doskonale wie, że umarł kot.

Pod czapką chowam każdy smutny włos.

Muszę usiąść.
Nie mogę bo wszędzie jest śnieg.

I tylko w głowie słyszę mój sześć lat temu na hiszpańskim głos.

Tengo un gato blanco y negro.

Kaja pokazuje paluszkiem na koci dom.
KO mówi.
Nie ma już KO.

Jesteś dorosła masz męża i dziecko.
Weź się w garść.
To przecież tylko kot.

No tengo un gato blanco y negro.

Jak mam się wziąć w garść gdy nie ma już KO.

przyjdzieczas
życie

Jeszcze przyjdzie czas

Na zimne prosecco i szynkę parmeńską z melonem.
Na oglądanie seriali jeden odcinek za drugim.
Czas na malowanie paznokci każdy innym kolorem.
Na czekanie aż wyrośnie ciasto drożdżowe.

Jeszcze przyjdzie czas na ten eyeliner zielony.
I na te czarne szpilki.

Jeszcze przyjdzie czas na te rozmowy do rana.
Na pokera czas przyjdzie i na all in i na pas.

Czas na bezmyślne patrzenie w chmury.
Na drina za drinem.
Na kolacje z winem.
I na weekend w spa.

Jeszcze przyjdzie czas na spełnianie marzeń.
Na czytanie sagi.
Słony popcorn w kinie.
Na we włosach wiatr.

Jeszcze przyjdzie czas tylko dla nas.
Na czas tylko we dwoje.
Jeszcze przyjdzie czas.

Jeszcze przyjdzie czas na nagłą tęsknotę.
Za tym co dzisiaj.

Jeszcze przyjdzie czas.

akcje
życie

Znacie takie akcje

Na pewno znacie taką akcję, że przy oknie sterczycie czekając na kogoś.
A ten ktoś nie przychodzi i nie przychodzi.
I na chwilę idziecie po kawałek sera do lodówki i dwie oliwki i nagle dzwonek do drzwi.
Jest przyszedł. I znowu się nie udało przez to okno go idącego zobaczyć.

Albo taką.
Jest jakaś rzecz najzwyklejsza na świecie.
Notesik z adresami albo taśma klejąca.
I ta rzecz się wiecznie nam pod rękami pałęta.
Ciągle w mieszkaniu natrafiamy na nią.
Tak, że od tej taśmy i tego notesu opędzić się nie możemy.
Są wszędzie.
I nagle nadchodzi taki dzień kiedy potrzebujemy adresu do kuzynki.
Pilnie. I tego notesu nie ma. Albo tej taśmy.
No nie ma ich nigdzie po prostu.
Pod ziemię się normalnie zapadły.

Albo taka akcja.
Wiesz, że dzisiaj ma przyjść kurier z tą sukienka albo z tą książką,
na którą się już na maxa nie możesz doczekać.
I siedzisz w domu dzień cały, żeby kuriera nie przegapić.
Tylko na dwie minuty do śmietnika ze śmieciami lecisz.
Bo już musisz na serio, gdyż resztki po wczorajszej rybie tak cuchną okropnie, że się do kuchni wejść nie da. I on ten kurier przychodzi.
Właśnie pomiędzy tą jedną a drugą minutą kiedy ty sprintem do tego śmietnika lecisz.
I nagle SMS o nieudanym doręczeniu paczki w twoim smartfonie różowym.
Albo czarnym. Jak wolisz.

Albo taka akcja.
Planujesz od jakiegoś czasu, że mąż sobie w pracy wolne weźmie.
Że wreszcie czas razem spędzicie, na wspólnych spacerach.
Na piciu kawy piernikowej z pianką.
Na oglądaniu wieczorem seriali kostiumowych bądź sensacyjnych i krwawych seriali oglądaniu.
Że on wreszcie te żeberka w sosie barbekju na spokojnie zrobi.
A Ty pójdziesz do fryzjera i na paznokcie a co.
I taka jest akcja, że jak przychodzi co do czego to cię przeziębienie rozkłada kompletnie.
I dziecko od ciebie się tym przeziębieniem zaraża.
Gorączkę ma normalnie sobotniej nocy. Aż 39 i pół.
I do tego ten wasz kot. Ledwo na kaloryferze zipie.
Leków nie chce przyjmować normalnie więc przez pół dnia wątróbki dla niego kroisz,
żeby w nich leki przemycać.
A drugie pół te gorączkujące dziecko tulisz bo inaczej się nie da.
Dla siebie na chorowanie już czasu nie masz.
A mąż zamiast żeberek o 20 godzinie zamawia pizzę.

Na pewno znacie takie akcje.
Nie wiem skąd one się biorą.
Ale jest ich więcej.
Czekają codziennie na mnie w torebce, żeby o zgubionych przypomnieć kluczach gdy na maxa się spieszę.
Podczas prezentacji ważnej wyłączają prąd.
Rozładowują baterię w telefonie gdy nam samochód w środku lasu stanie.
Dosadnie nam pokazują jak niewiele mamy na cokolwiek wpływu.
Śmieją się z nas i na nosie grają.
Na pewno znacie takie akcje.