Monthly Archives

Luty 2017

wood-nature-sunny-forest
wierszyki, życie

Przez większość czasu nic się nie dzieje

Przez większość czasu nic się nie dzieje.
Woda kapie z kranu.
Ogórek w lodówce pleśnieje.

Leżę na plecach i patrzę w sufit.
O czwartej nad ranem godzinie.
Myślę o wiośnie.
Myślę o zimie.
Kiedy wreszcie ta zima minie.

Drapię się w nogę.
Swędzi mnie ciało.
Swędzi mnie dusza.
Bo czasu za mało.

Na po prysznicu balsam.
Na rozwój osobisty.
Na normalny obiad.
Wiec jem ogórek skisły.

Przez większość czasu.
Leżę na dywanie.
Pcham przed sobą wózek.
Albo wieszam pranie.

Przez większość czasu.
Chcę uciec do lasu.
Przez większość czasu.
Nic się nie dzieje.

paczki2
życie

Pączki i wiosna

Czekam na wiosnę jak na zbawienie.
Bo jak już przyjdzie to wszystko będzie inaczej.
No lepiej będzie.
I ja będę lepsza.
Ładniejsza.
Lepiej się będę odżywiać.
Lepiej czuć.
I lepszy mieć nastrój będę.

Będę jeść zielone szparagi z parmezanem i oliwą.
Twarożek z rzodkiewkami i chrupiącym szczypiorkiem.
Chłodnik jeść będę i młode ziemniaczki z kefirem.
Miski sałaty z pomidorami i ogórkiem zielonym.

Będę na spacery bez kurtki chodzić.
W sweterku ewentualnie.
Z rozwianym włosem.
Bez skarpet w sandałach.
Będę spódnice długie do ziemi w kwiaty nosić.
Twarz bladą i siną do słońca wystawiać by się te kilka piegów na nosie pokazało znowu.

Na spacery będę z Kajką chodzić do parku.
Oglądać migdałki, wiśnie i obok pałacu ogromną magnolię.
Jak się zmieniają z dnia na dzień na coraz piękniejsze.

Pomaluję sobie paznokcie u stóp na czerwono.
Bransoletki na rękę założę.
Czasem zamknę oczy by nic nie widzieć, tylko ptasiego śpiewu posłuchać.
By pooddychać trawą i ziemią, wiosennym zwilżoną deszczem.

Tulipanów kupię dwadzieścia.
Białych. Żółtych. Oraz różowych.
I taki kolorowy bukiet na środku stołu postawię.

Na te truskawki pierwsze się skuszę.
Co to jak woda smakują i jak plastik wyglądają.
Ale są truskawkami.
Więc się nigdy im oprzeć nie mogę ku politowaniu mojego męża, który ich za truskawki nie uznaje.
Ale też zjada.
Na bób będę czekać.
Na czereśnie.
Arbuzy.
Na słoneczniki.

W weekendy ucieknę z miasta.
Ogniska palić.
Kiełbaski piec i ziemniaki pieczone jeść z masłem i solą.
Na długie po lesie spacery chodzić.
Nad jeziorem siedzieć.
I muchy odganiać.

Na tarasie posadzę pelargonie.
I może rukolę w jednej donicy.
Będę z mężem na gwiazdy patrzeć, pić wino i plany snuć różne wesołe.

Kurtki puchowe, szaliki i czapki na najwyższą półkę w szafie schowam.
Kołdrę zamienię na tę lżejszą.
Okna na oścież otworzę.
Zrobię tę tartę z malinami i mascarpone, którą Maciek tak wielbi, że jak ją je to oczy mruży.
Cytryn do lemoniady kupię.
Okna umyję.
Dywan odkurzę.
Powieszę nowe zasłony.

Już za dni parę, już lada moment prysznic wezmę chłodniejszy.
Olejki tłuste pochowam głęboko.
Za to ten balsam cytrusowy od Mikołaja po raz pierwszy użyje.

Już za momencik, już za chwileczkę.
Wiosnę przywitam z otwartym sercem.

Tymczasem zjem pączka.
A nawet zjem dwa.
Bo jest tłusty czwartek.
I zimno jest jak cholera.

mata3
macierzyństwo

Brak czasu to pieniądz

Na macierzyńskim oszczędzanie praktycznie dzieje się samo.
Tak jakoś wychodzi, że na wydawanie pieniędzy czasu nagle nie ma.
Ja na ten przykład:

– Nie kupuję już gazet. Na początku kupowałam. Miałam zamówioną prenumeratę Elle. Raz na jakiś czas kupiłam sobie grubaśny Twój Styl. Czasem Wysokie Obcasy. Nie przeczytałam nic. Nic!!! Może ze dwa numery Elle przejrzałam na szybko. I w końcu się poddałam. Przestałam kupować. A zresztą i tak te gazetowe treści już nie trafiały do mnie tak jak kiedyś. Ale na wakacje czy na działkowy weekend to sobie kupię gazetę jak nic!

– Nie chodzę do spa i na paznokcie. No nie chodzę. Do fryzjera czasem pójdę i na tym koniec. Nie mam czasu. Byłam na paznokciach raz to potem nie miałam czasu tego lakieru zmyć i wyglądało to gorzej niż jakbym nie poszła. Więc od jakiegoś czasu nie chodzę. Może na wiosnę pójdę. Zobaczę jeszcze czy czas będę miała.

– Nie chodzę do centrów handlowych. Najpierw nie chodziłam bo Kaja ciągle płakała. Więc jedynie do parku przez dwie godziny chodziłam. Najlepiej w kółko po żwirowej ścieżce bo tylko tak moje dziecko spało. A teraz też nie chodzę bo jak raz w końcu poszłam to się bardzo tam źle poczułam. Przytłoczyła mnie ilość świateł, ilość ludzi i ilość tych sklepów i ich zawartość. Poza tym nie mam czasu.

– Przez pierwsze pół roku mojej córki życia, praktycznie nie jadłam. Bo na prawie wszystko co zjadłam Kajka reagowała źle. Tzn płaczem nieopanowanym do późnych godzin nocnych. Więc starałam się nie jeść niczego co nie było krupnikiem, za który nie płaciłam nic bo dostawałam go od mamy. Do dziś na krupnik patrzeć nie mogę. A jak już mogłam jeść, to nie jadłam, bo tak dokładnie tak nie miałam na to czasu.

– Kosmetyki ograniczyłam do minimum. Bo nagle posiadanie eyelinera w kolorze mystic blue czy cieni do powiek z perłową poświatą przestało mieć sens. A na te wszystkie pilingi, balsamy i maseczki czasu naturalnie nie miałam.

– Sprzedałam kilka eleganckich torebek i butów na obcasie. Po tym jak zauważyłam, że z dzieckiem uwieszonym na biodrze najwygodniej chodzi się w tenisówkach. A rzeczy, których przy dziecku robi się nagle do zabrania tona najlepiej się nosi w plecaku. Tak aby ręce i biodro do targania dziecka pozostawały wolne.

Z tym oszczędzaniem jednak nie jest tak pięknie jak mogłoby się wydawać.
Bo nagle doszły wydatki nowe.
Musiałam się zaopatrzyć w dwie nowe pary dresów.
W wyżej wspomniany plecak gdyż ostatnio coś takiego nosiłam w liceum.
Specjalistyczne kremy do rąk, które myte i dezynfekowane co dziesięć minut zaczęły pękać i zrzucać skórę.
Kupiłam sobię matę do jogi.
Żeby ćwicząc na niej jakoś odreagować ten brak czasu na wszystko inne na co do tej pory czas miałam.
No i czekolada.
Jak już Kajka zaczęła jeść normalnie, to musiałam sobie to jakoś wynagrodzić kupując a następnie zjadając kilogramy czekolad Lindta, Marabu oraz Milki.

Tak więc swój bilans oceniam na zero.
Może z małą przewagą na plus.
Bo jednak przy dziecku ilość potrzeb własnych drastycznie spada.
Pojawiają się za to wydatki z kategorii wydatków na dziecko.
Lecz to już zupełnie inna historia.
Nie taka zabawna a lekko depresyjna.
Zostawmy więc ten temat z myślą pozytywną taką, że na macierzyńskim ten na wszystko brak czasu, to pieniądz w naszej od dresu kieszeni.

deszcz
coś pysznego

Deszcz i racuchy

Od rana pada deszcz.
Kajka wkleja nos w szybę.
Próbuje zlizywać spływające krople.

Śnieg się rozpuścił już kompletnie.
Niebo jest popielate.
Herbata juz dawno ostygła.
Zapomniałam o niej jak zwykle.
Trudno, wypiję zimną.

Do tego herbatniki orkiszowe w kształcie zwierzątek jemy z Kajką na spółkę.
Ty masz misia. Ja biorę słonia.

Oglądamy na kanapie książeczki.
Kajka targa koc żebyśmy się pod nim schowały.
Najlepiej całe z głowami.
Pod kocem pisk radości.
I jeszcze po ciasteczku.

Lampy od rana zapalone.
Jakoś tak jest smętnie na dworze.
Ze spaceru nici.
Na naszej wierzbie wiszą srebrzyste kropelki.
Jak kolczyki.
Czasem jakiś ptak przeleci za oknem stapiając się z niebem w szarościach.

A może zrobimy szarlotkę.
Wczoraj jabłka kupiłam.
A może racuchy z jabłkami.

Coś zrobić z tym deszczem trzeba.
Coś trzeba z tym deszczem zrobić.

Racuchy z jabłkami*:

4 – 5 jabłek, mogą być kwaśne
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
CIASTO
140 g mąki pszennej
4 łyżki stołowe mąki ziemniaczanej
2 łyżki cukru
mała szczypta soli
2 duże jajka (oddzielnie żółtka i białka)
300 ml płynnej maślanki, kefiru lub jogurtu naturalnego, śmietany
1 łyżka cukru wanilinowego

Jabłka obrać, pokroić na ćwiartki, wyciąć gniazda nasienne, każdą ćwiartkę pokroić na 2 lub 3 podłużne części (w zależności od tego jak duże są jabłka i jaką wielkość mają mieć placki). Włożyć do miski, posypać cynamonem i wymieszać, odstawić.
Mąkę pszenną i ziemniaczaną przesiać do drugiej miski, dodać cukier, sól i wymieszać.
Dodać żółtka, maślankę i cukier wanilinowy, zmiksować na gładkie ciasto (nie może być zbyt gęste, dlatego możemy dodać mleko – ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany).
Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wmieszać ją w ciasto za pomocą łyżki.
Rozgrzać większą patelnię z nieprzywierającą powłoką, dodać tłuszcz.
Maczać jabłka w cieście i kłaść na patelni.
Smażyć po około 1 minucie z każdej strony na złoty kolor.
Posypać cukrem pudrem.

*przepis na racuchy z kwestiasmaku.pl