Monthly Archives

Listopad 2017

dwojedzieci
macierzyństwo

Dwoje dzieci

Z dwójką dzieci to jest jak z tą kozą.
Na pewno znacie ten stary, żydowski dowcip:

„Mosze skarżył się rabinowi na warunki panujące w jego domu:
– Rebe, jaki u mnie hałas, ciasnota, żona krzyczy, dzieci płaczą, co mam robić?
Rabin poradził mu:
– Mosze, ty kup sobie kozę.
Mosze posłuchał rady i zrobił to, co radził mu rabin.
Po kilku dniach jednak Mosze znów przyszedł do rabina na skargę:
– Rebe, coś ty mi doradził? Teraz jest jeszcze gorzej, niż było, jest jeszcze większa ciasnota i hałas, żona krzyczy, dzieci płaczą, koza beczy.
Na to rabin odparł:
– Mosze, ty teraz sprzedaj tę kozę.
Żyd znów posłuchał rady i po kilku dniach powrócił do rabina, mówiąc:
– Dzięki ci, rebe, za radę, sprzedałem kozę. Jaki ja mam teraz spokój! ”

Bo gdy masz dwoje dzieci to nagle opieka nad jednym z nich wydaje się banalna.
Myślisz sobie no nie no przecież było tak pięknie.
Do toalety można było pójść.
Obiad zjeść.
Myć zęby dłużej niż 10 sekund.
Nogi ogolić.

A teraz jak jedno śpi to drugie nie śpi.
Jak jedno płacze to drugie też płacze.
Jedno jest głodne a drugie w tym czasie chce skakać ze stołu.
Jedno chce kupę a drugie właśnie zwymiotowało na Ciebie pół litra mleka.

No takie są różne sytuacje, że sobie człowiek myśli, że o co to chodziło z tym brakiem czasu przy jednym dziecku.

Ja naprawdę szczerze podziwiam rodziców wielodzietnych.
Znam takich co to mają dzieci czwórkę, a nawet piątkę.
No to już jest wyzwanie rangi tresera dzikich zwierząt w stylu kobra lub w stylu hiena w ich środowisku naturalnym w stylu tajga lub w stylu tundra.

Dodatkowo pierwsze dziecko nagle po urodzeniu tego drugiego rośnie i tyje w niesamowitym tempie jednego dnia.
I zmienia się z naszego słodkiego bobasa w gigantyczną jakąś osobę.

Zmiana pieluchy temu starszemu, wydaje się być teraz przeżyciem, porównywalnym z pracą przy renowacji kolumny Zygmunta.
A to wszystko dlatego, że nowy członek rodziny jest mikro mini mały.

Przy dwójce dzieci jest stanowczo o wiele trudniej.

Nagle wielkim problemem okazuje się brak możliwości rozerwania swojej osoby na pół.
Tak żeby jedna nasza połowa była stale przy jednym dziecku.
A druga przy drugim.
Wiążą się z tym nieustające wyrzuty sumienia.
Latanie jak kot z chorym pęcherzem od jednego do drugiego.
I przypominanie sobie o godzinie 20:30, że się od rana nie było w toalecie.

Przy dwójce dzieci jest też stanowczo o wiele łatwiej.

Tego szoku, który się pojawia przy pierwszym dziecku po prostu już nie ma.
No bo i tak już nie chodzimy na imprezy.
W kinie byliśmy ostatnio jak siostry Wachowskie były jeszcze braćmi.
Już dawno nauczyliśmy się jeść posiłki na zmianę.
A gazety i książki piętrzą się nieprzeczytane i pokryte smogiem z zeszłej zimy.
Więc co to za różnica, że w domu jest jeszcze jedna osoba do nakarmienia i wykąpania.

No więc różnica jest taka, że jest jeszcze fajniej.
Bo przybyła nam kolejna osoba do kochania.