Monthly Archives

Grudzień 2017

naprzyklad
macierzyństwo

Na przykład

Na przykład taka historia.
Spacerujemy sobie wieczorem po naszym osiedlu.
Mijamy stanowiska ze sprzedażą choinek.
Przed nami kobieta.
Lat około sześćdziesiąt.
Ciągnie choinkę po ziemi.
Za czubek ją trzyma.
I wlecze ledwo za sobą.
Co chwilę przystaje żeby odpocząć.
W końcu podchodzimy do niej i Maciek pyta.

Może pani pomóc z tą choinką?

Ojejku dziękuję.
Wydawała mi się mniejsza.
No i wie pan w zeszłym roku dałam jakoś radę donieść ją sama do domu.

Maciek bez słowa zarzuca choinkę na ramię.
Kaja patrzy na nas.
Oczy ma jak pięć złotych.
Jasio śpi.
Idziemy.
Ja z wózkiem.
Maciek z choinką.
Uśmiechnięta pani obok.
Odprowadzamy ją pod drzwi domu.

Ona dziękuje.
Życzy wesołych świąt.

Wesołych odpowiadam.

Potem przy zasypianiu Kaja mówi.

Mama.
Ta pani.
Ona nie dała rady z choinką.
I tata pomógł.

Tak kochanie.
Odpowiadam.
Tata pomógł tej pani.

I myślę.
Że o tym, że trzeba pomagać.
Już dodawać nie muszę.

Bo była kiedyś taka reklama Orange.
Że jestem Wojtek.
Albo Krzysiek.
Już nie pamietam.
I ten Wojtek mówił.
W tej reklamie Orange.
Że jest swoim nauczycielem od angielskiego.
Że jest swoim kumplem Jackiem.
Że jest swoją babcią.
Swoją mamą i tatą.
Swoją dziewczyną Krysią.
Że jest tymi wszystkimi, których spotkał na swojej drodze.

I myślę, że to bardzo ważne.
By być takimi.
Jakbyśmy chcieli żeby nasze dzieci były.

I nic nie mówić.
Tylko na przykład.
Dawać im dobry przykład.

pexels-photo-533604
macierzyństwo

Najlepsze prezenty dla dziecka

Najlepsze prezenty to nie te w pudełku.
Zawinięte w kolorowy papier.
Przewiązane wstążką.
Kupione w sklepie.
Zamówione online.
Sprowadzone z zagranicy.

Najlepsze prezenty to takie.
Którymi na co dzień możemy obdarowywać nasze dzieci zupełnie za darmo.

Na przykład możemy:

– Zawrócić dwadzieścia metrów przed domem do papiernika po różowy brokat, który właśnie wczoraj się skończył.
– Na omlecie namalować dżemem usta i oczy.
– Zatemperować wszystkie kredki.
– Zmoczyć się przy kąpieli lepiąc z piany śnieżki.
– Zjeść śniadanie na dywanie w pokoju.
– Zrobić z łóżka trampolinę.
– Nie uprasować koszuli, za to ułożyć w tym czasie najwyższą wieżę z klocków na świecie.
– Głaskać przed snem po policzku.
– Być kotkiem, który pije mleko z miseczki.
– Czytać książeczkę od tyłu.
– Oddać ostatnią malinę.
– Tańczyć trzymając za rękę misia.
– Układać puzzle.
– Przytulać.
– Całować kolanko gdy boli.
– Myć razem zęby.
– Do niczego nie zmuszać.
– Udawać, że się nie widzi.
– Nie pytać za dużo.
– Za to słuchać uważnie.
– Dotrzymywać obietnic.
– Przenigdy się nie śmiać.
– Mówić tylko prawdę.
– Być.
– Kochać.
– Szanować.
– Zawsze szanować.

ksiazeczki
książki, przepisy

Dwie książki i ciasteczka

Miałam pisać o czymś innym.
I nawet napisałam.
Ale mi się wszystko skasowało.
Szlag mnie trafił.
No i teraz już drugi raz tego samego nie napiszę.
Dlatego będzie coś innego.
To coś innego to będzie o książkach dla dzieci.
I przepis na ciastka, który bezczelnie ściągnęłam z bloga Agnieszki Maciąg.

– Pierwsza książka to „Uśmiech dla Żabki” Przemysława Wechterowicza

Poza uroczymi ilustracjami Emilii Dziubak, w tej książce jest też urocza treść.
Bohaterem książki jest uśmiech, który wędruje po lesie niesiony przez jego mieszkańców.
Od mamy żabki.
Do jej córeczki.
Moja Kaja tę książkę uwielbia.
Czytałyśmy ją już chyba ze sto razy.
Słownictwo jest może dla trochę starszych dzieci.
Ale jakoś dajemy radę i dzięki tej książce moje dziecko odkryło ból krzyża oraz korzonków.
I dowiedziało się, że niedźwiedź to miś.
A sosna to drzewo.
Oraz, że warto jest pomagać innym.
I że zwykły uśmiech ma ogromną moc.

– Druga książka to „Mysi domek” Kariny Schaapman

To jest książka niezwykła.
Pani Karina zbudowała domek z kartonowych pudełek.
Jego wnętrza ozdobiła tkaninami z lat pięćdziesiątych.
Umeblowanie i każdy detal dopracowała w najmniejszym szczególe.
Jej domek można oglądać z przodu z tyłu i z boku.
I liczy on podobno około stu odrębnych pokoików.

Ten właśnie cudny domek to tło dla książeczki o dwóch małych myszkach – Julii i Samie.
Te oraz inne myszki występujące w książeczce, są również projektem Kariny.
Ja to podziwiam.
Ja to bardzo szanuję.
To jest naprawdę pięknie wykonane.
Kaja lubi oglądać tę książkę.
Ale ja chyba lubię ją oglądać jeszcze bardziej.

– Ciasteczka z bloga Agnieszki Maciąg

To są takie ciasteczka jakie kiedyś robiła moja babcia.
Mają mocno maślany smak.
Zapewne ze względu na dużą zawartość masła w składzie.
Udało mi się je zrobić z dwulatką.
Więc naprawdę są proste do zrobienia.
Potem razem z dwulatką zostały zjedzone ze smakiem.
Bo są po prostu pyszne.
Zróbcie je koniecznie!
Najlepiej z dziećmi, albo z kimś z kim takie ciasteczka smakują najlepiej.

Składniki:

300g mąki
100g cukru
200g masła
szczypta soli
2 łyżki kwaśnej śmietany

Wykonanie:

Z podanych składników zagnieć ciasto.
Włóż je na 30 minut do lodówki.
Piekarnik nagrzej do 180C.
Ciasto rozwałkuj równomiernie i wycinaj kształty ciastek.
Piecz na złoty kolor (około 10-15 minut).

In-a-world-where-you-can-be-anything-be-kind.
życie

Ludzie

Bądźmy takimi ludźmi, jakich chcielibyśmy spotkać na swojej drodze.

Przed porodem umówiłam się z jedną położną.
Że będzie mnie wspierać przed i po porodzie.
I że w trakcie to już w ogóle będzie mnie wspierać totalnie.
Podpisałyśmy umowę.
Kwota była z góry ustalona.
No i jak się zaczęło.
To ja do niej napisałam smsa.
Że chyba się zaczęło.
To była jakaś trzecia nad ranem.
Więc nie chciałam jej budzić.

Po jakimś czasie gdy już wydało mi się to konieczne,
a od umówionej położnej odpowiedzi był brak.
Zadzwoniłam.
Dzwonię a ona odbiera i mówi.

Pani Iwo.
Jeszcze raz napisze mi pani smsa i kończymy naszą współpracę.

Rozumiem. Mówię.
Chociaż nie rozumiem.

Mam skurcze tak co piętnaście minut. Mówię.

I rzeczywiście mam skurcze tak co piętnaście minut.

Z takimi skurczami proszę mi nie zawracać głowy.
Proszę wracać do domu, wejść do wanny i czekać.

Rozumiem. Mówię.
Chociaż nie rozumiem.

Ale wracam do domu.
Wchodzę do wanny i czekam.
Czekam tak długo aż dalsze czekanie wydaje mi się już ryzykowne.
Dzwonię do niej.

Jadę do szpitala. Mówię.

Oj nie. Nie nie.
Nie może pani, pani Iwo jechać do szpitala.
Nie ma u nas miejsca dla pani.
No chyba że chce pani rodzić w izbie przyjęć.
To jaka jest pani decyzja?

Moja decyzja jest taka, że ja w izbie przyjęć rodzić nie chcę.
Więc jadę do innego szpitala.
Dziękuję.
Do widzenia.

I naprawdę jadę do innego szpitala.

Skurcze mam już takie jakby mnie ktoś wyżymał jak mokrą skarpetkę nad umywalką.
No w skrócie po prostu bardzo bolesne mam już te skurcze.

W innym szpitalu.
Inna położna.
Nie opłacona.
Zupełnie za darmo.
Mówi do mnie pobierając mi krew.
Ja panią bardzo przepraszam ale teraz trochę panią zaboli bo muszę wbić igłę.

Haha.
Mówię.
Dyszę pomiędzy skurczami.
Przecież to nic.
Te igły wbicie.
To dla mnie teraz nic.

A ona mnie potem za rękę trzyma gdy mąż podczas znieczulenia wymięka.
I zielony wychodzi z sali.
I ona mi mówi.

Spokojnie.
Oddychamy.
Powoli.
Oddychamy.

Gdy widzi, że już jest naprawdę ciężko.
I mówi to tak spokojnie.
Że ja oddycham.
Powoli.
Oddycham.

I ona tak za darmo.
Zupełnie za darmo.
Jest dla mnie miła.

Potem już później.
Leżę wieczorem w tym innym szpitalu.
I centralnie nad moja głową jest taka lampka.
Świeci mi ta lampka prosto w twarz.
I prosto na mojego maleńkiego synka świeci.

Przepraszam gdzie to się wyłącza?
Pytam pielęgniarki gdy do mnie zagląda.

Tego się nie wyłącza.
Oszalała pani?
Musi pani w nocy dziecko widzieć.
Czy żyje musi pani widzieć.
I jak pieluchę pani po ciemku chce dziecku zmienić?
No jak?

Nie wiem jak zmienić po ciemku pieluchę.
I rzeczywiście wolę widzieć czy dziecko żyje.
Więc nic nie mowię.
I nie śpię.
Bo się z tą lampką nad twarzą włączoną spać nie da.
I nie śpię bo się nagle zaczynam stresować czy dziecko żyje.

Następnej nocy ta sama lampka.
W twarz moją i na mojego synka świeci.

Inna pielęgniarka wchodzi.
Gasi lampkę.
Zapala światło w łazience.
Drzwi uchyla tak żebym widziała czy dziecko żyje.
I żebym dziecku pieluchy po ciemku nie musiała zmieniać.
I mówi.

Matko kochana co pani tak z tą lampką nad głową włączoną śpi!
Przecież to się tak spać nie da!
Teraz na pewno będzie lepiej.

I uśmiecha się do mnie.
Ta inna pielęgniarka.
Uśmiecha się do mnie.

Leżę potem długo.
I na tę smugę światła padającą z łazienki się patrzę.
Jak to niewiele trzeba.
A jednak dla niektórych za wiele.

Otwieram notes i piszę.

Bądźmy takimi ludźmi, jakich chcielibyśmy spotkać na swojej drodze.

*Obrazek ze strony http://emilysquotes.com/in-a-world-where-you-can-be-anything-be-kind/