Monthly Archives

Marzec 2018

wieczorem
życie

Wieczorem możemy wszystko

Gdy nadchodzi wieczór i wszystkie dzieci śpią możemy wszystko.

Wszystko teraz możemy mówię do Maćka.

Możemy zaprosić na przykład znajomych na pokera jak kiedyś.
Pamiętasz jak wtedy ja weszłam all in i on to skolował i ja wygrałam wtedy milony żetonów!
A w ogóle to piliśmy sobie piwo i jedliśmy świnki w kocykach.
I ja byłam ubrana w coś innego niż w dres.
W jeansy byłam ubrana normalnie w jeansy.
I teraz też mogę założyć jeansy wiesz.

Możemy też pójść do kina wreszcie.
Po trzech latach pierwszy raz na jakiś film i na popcorn za trzy dychy z kolą.
Usiąść w ostatnim albo w przedostatnim rzędzie.
Czy oni muszą tak szeleścić do jasnej cholery.
Czy te reklamy już naprawdę trwają pół godziny.
Tak.

Ja bym mogła na przykład wieczorem uszyć sobie sukienkę taką.
Co to ma na plecach ten fajny print a z przodu jest cała szara.

Mogę teraz wszystko wieczorem normalnie zrobić.
Na przykład narysować memo z pieskami albo wiersze zilustrować Brzechwy.

Mogłabym przeczytać te dwadzieścia książek o sadze rodów, o potędze teraźniejszości, o modzie dwudziestego pierwszego wieku i widnokrąg Myśliwskiego.

Mogłaby wieczorem odpisać na nieodpisane maile.

Zrobić fotoksiążkę.

Na jutro obiad.

Upiec żytni chleb.

Mogłabym wieczorem zaplanować przyszłość.

Poprawić CV.

Zrobić trzy pozycje jogi.
Albo chociaż dwie.

Mogłabym wieczorem ubrać się w sukienkę.
I przy świeczkach i fondi gawędzić z Tobą o świecie.

Mogłabym wszystko wiesz.
Która godzina?

Dwudziesta trzydzieści.

Rety jak późno, idę się myć.

kiedys
życie

Gdzieś indziej i kiedyś

O czym pisać gdy nie ma o czym pisać.
Może lepiej wyjmę naczynia ze zmywarki.
Jak to się dzieje, że ta zmywarka jest ciągle pełna.
Jak to się dzieje, że w koszu wciąż śmieci po brzeg.

Kaja wylewa picie na podłogę.
Przechyla kubek z sokiem jabłkowym i patrzy jak się zamienia w jabłkowe jezioro.
Maciek się zrywa od stołu.
Ręczniki papierowe się skończyły krzyczy.
Weź ścierkę krzyczę ja.

Tłumaczymy po raz milionowy, że sok się pije a nie wylewa.
Na podłodze zostaje mokra plama.
Kaja przebiega po niej ze śmiechem.

Nie biegaj po tym proszę.
Dopóki jest mokra plama chodź naokoło.

Sprzątam ze stołu po obiedzie.
Talerze z pustą od pstrągów skórą.
Resztki pieczonych ziemniaków.
Miska sałaty już bez sałaty.
Wycieram blat.
A ona chodzi.
Dokoła tej mokrej plamy chodzi.
Bo przecież jeszcze nie wyschła.

Włosy mi wypadają po ciąży.
Mówię.
Tak zauważyłem, kup jutro kreta bo się zatkał prysznic.
Mówi on.

Zastanawiam się czy ściąć włosy.
Zaczynam oglądać stare zdjęcia, żeby znaleźć takie, na których mam fajną fryzurę.
O zobacz tu mam fajną fryzurę.
Ładna ale to taka sama jak ta, którą masz teraz.
No tak.

Patrzę na chodzącą Kaję.
Co Ty tak chodzisz w kółko?
Chodzę naokoło bo plama jeszcze nie wyschła.

A potem leżymy na kanapie.
Oglądamy Tupcia Chrupcia jak był u lekarza.
Już wszystkie misie u nas mają plasterki.
Jeden na brzuchu.
Drugi na uchu.
Maciek ma plasterek na nodze.

Tu i teraz jest plama po soku.
Zatkany prysznic.
I pełen zlew.

I może gdzieś indziej byłoby inaczej.
I może kiedyś pisałabym o czymś innym.

pexels-photo-110867
życie

Marzy mi się ognisko

Marzy mi się proste życie.
Bez wygórowanych ambicji.
Bez żalu, że ktoś ma inaczej.
Więcej.
Piękniej.

Marzy mi się proste życie.
Bez pragnienia nowej torebki.
Bez potrzeby by wyglądać lepiej.
Bez lajków i folołersów.

Marzy mi się ognisko na działce w lesie.
Kalosze na nogach mokre od rosy.
Trawa po kolana.
Nieskoszona taka.

W ręku szorstki patyk naostrzony scyzorykiem męża.
Skwierczące kiełbaski.
Szare niebo nade mną.

Marzy mi się pajda chleba.
Którą nabijam na patyk.
I ta dziura w chlebie węglem usmolona.

Marzy mi się rozładowany telefon.
I brak z tego powodu jakiejkolwiek paniki.

Takie po prostu siedzenie na pieńku.
W za dużym polarze.
Żywicą poplamionym.

Czerwone od zimna nosy.
I potargane włosy.
Śmiech lecący prosto do nieba.

Marzy mi się brak okien.
Brak drzwi.
Brak naprzeciwko bloku.

Oddech mi się marzy.
Taki, że para z ust z ogniskowym dymem się miesza.
I metr nade mną ulatuje w przestworza.

Czas mi się marzy nieskalany wyrzutami sumienia.
Że może coś jeszcze.
A może, że coś innego.

Spojrzenia nie spod, nie znad a wprost.
Sympatia zwyczajna bez palca w górę.
Tylko taka po prostu.
Po cichu.

Wiara w siebie.
W dzieci.
W męża.

W to, że damy radę.
Że zawsze damy radę.

Marzy mi się proste życie.
W ręku szorstki patyk naostrzony scyzorykiem męża.
Skwierczące kiełbaski.
Szare niebo nade mną.

Przede mną ognisko.
Hipnotyzujące.
Jak kiedyś.