All Posts By

Iwa

fejsbuk
życie

Żeby nie zapeszyć

Zaczyna się tak.
Wchodzisz na fejsbuka i widzisz.
Daj mu szanse.
On może żyć.
Trzynastolatek waży dziesięć kilo.
Dziewczynka ma raka.
Chłopiec ma białaczkę.
Ten nie może chodzić.
A bardzo by chciał zagrać z kolegami w piłkę.
Jeszcze jeden raz.
Ta dziewczynka traci wzrok.
Tamta straciła rodziców.
Niemowle nie ma rączki.
Ten umiera.
A tamtemu się spalił dom.
Ten nie ma matki.
Ten nie ma nogi.
Tamten nie ma nadziei.

Wyłączasz fejsbuka.
Zamykasz laptopa.
Oddychasz.
Wzdychasz.
Oddychasz znowu.

Rozglądasz się dookoła i widzisz.
Kanapę w błękitnym kolorze a na niej.
Dwie kolorowe poduszki.
Widzisz drewnianą dziecięcą kuchnię a na niej.
Kolekcję kolorowych jeży z ciastoliny.
Na tej kanapie widzisz też swoją córkę lat dwa.
Nieumierającą.
Całą i zdrową.
Oglądającą bajkę o niebieskim autobusiku.
Jedzącą biszkopta, który się kruszy na błękitną kanapę.

Uważaj bo kruszysz na kanapę mówisz.

Widzisz suszarkę na pranie.
A na niej maleńkie skarpetki.
Maleńkie spodenki i niebieski kocyk.
Słyszysz za ścianą jak śpiewa Twój synek.
Uuuuuuuu
Aaaaaguuuuuu
Uuuuuuuu
Najpiękniejszą piosenkę śpiewa.

Widzisz kubek z herbatą a za kubkiem męża swojego widzisz.
Jak czyta gazetę auto świat sprzed trzech miesięcy.
Jak żyje.
Jak herbatę pije.
Cały i zdrowy.

Widzisz kurze pod stołem.
Plastelinę w krzesło wtartą.
W kolorze pomarańczowym.
Mokre od deszczu szyby.
Garnek z zupą.
Niezamiecione igły z choinki.
Widzisz swój dom.
Niespalony.
Cały.
Bezpieczny i ciepły.

Otwierasz komputer.
Otwierasz fejsbuka.
Klikasz w pierwsze okienko.
Robisz przelew.
Żeby pomóc.
Żeby nie zapeszyć.
Żeby Ci się tylko to nie przytrafiło.

sea-gull-bird-sky-nature
wierszyki

Nie da się zostać mamą w jeden dzień

Nie da się zostać mamą w jeden dzień.
Wybaczyć w piętnaście minut.
Zapomnieć o kimś w dziesięć.

Nie da się napisać książki w tydzień.
Zbudować w miesiąc domu.
Nauczyć życia w rok.

Nie da się osiągnąć sukces w chwilę.
Być tą najlepszą wersją siebie.
Od tak od razu już.

Przebiec maratonu po paru przebieżkach.
Nie da się.
I przepłynąć rzeki po jednej lekcji pływania.

Za to da się codziennie powoli.
Krok po kroku.
Cierpliwie.
Nauczyć latać.
Najwyżej.

chwile
macierzyństwo

Chwile, w których nas nie ma

W pewnym momencie następuje taki moment.
Że trzeba się z dzieckiem rozdzielić .
Najpierw są to pierwsze wyprawy do sklepu spożywczego po pomidory i szczypiorek.
Do Rossmanna po pieluchy i saszetkę relaksującej soli do kąpieli o zapachu lawendy.
A po jakimś czasie udaje się wyjść na dłużej do fryzjera.
Na kawę z koleżankami uda się wyjść też być może.
Aż nagle nie wiadomo kiedy dziecko idzie samo do dziadka.
Albo na spacer idzie samo.
To znaczy bez nas.
Tylko z dziadkiem.
Albo z tatą.
Albo z babcią.
Albo z wujkiem.
Albo z kimś kto nie jest nami po prostu.

Maciek był wczoraj sam u lekarza.
Sam to znaczy beze mnie.
Tylko z Jasiem.
I Pani doktor od razu wiedziała, że Jasio to nasze drugie dziecko.
Powiedziała zapraszam panów.
A potem powiedziała, że wie że Jasio jest drugi.
Że to widać od razu bo, że po pierwsze przyszedł tata.
A po drugie, że nie ma obłędu w oczach.

Jak ja sobie przypomnę ten obłęd co mieliśmy w oczach to nie chcę już sobie więcej tego przypominać.
Teraz jest o wiele łatwiej do lekarza chodzić bez tego obłędu w oczach na pewno.

No i tak jakoś czas leci, że Kaja zaczęła chodzić do żłobka.
To dopiero tego chodzenia do żłobka początki.
Ale są bardzo stresujące dla wszystkich członków rodziny.
Nawet dla Jasia bo on również wyczuwa ten stres i nawet go smakuje podobno w mleku matki.
A ja przypuszczam, że mleko o smaku stresu to nie smakuje najlepiej.
Tak jak na przykład smakuje mleko o smaku błogości i spokoju.
Więc bardzo Jasiowi współczuję, że musi teraz takie mleko pić.

W żłobku są zabawki, którymi się z Kają nie bawię.
Są zajęcia plastyczne, w których nie uczestniczę.
Kredki, których jej nie podaję.
Brokat, którego nie sypię.
Są kanapki, ziemniaki, brokuły, kotlety.
Których razem z moją córką nie jem.
Jest umywalka, w której to nie ja myję te jej małe rączki.
Piosenki, których nie śpiewam.
Plac zabaw, po którym za nią nie biegam.
Są sprawy, których nie znam.
I chwile, w których mnie nie ma.

I to w tym wszystkim właśnie.
W tym macierzyństwie moim.
Jest chyba najtrudniejsze.

Żeby pogodzić się z tym.
Że są chwile, w których mnie nie ma.

plackiwiersz
coś pysznego, wierszyki

wiersz i placki bananowe

Nie wiem jak Wy,
ale ja bardzo lubię wiersze.
A wiersze księdza Jana Twardowskiego, to już w ogóle lubię bardziej niż inne.
To jeden z moich ulubionych:

„Rachunek dla dorosłego”

Jak daleko odszedłeś

od prostego kubka z jednym uchem

od starego stołu ze zwykłą ceratą

od wzruszenia nie na niby

od sensu

od podziwu nad światem

od tego co nagie a nie rozebrane

od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska

od tajemnicy nie wykładanej na talerz

od matki która patrzała w oczy żebys nie kłamał

od pacierza

od Polski z raną

ty stary koniu.

Poza tym, że lubię wiersze księdza Jana Twardowskiego.
To bardzo lubię placki.
A placki bananowo-owsiane w szczególności.
Te placki są fajne, bo są zdrowe i słodkie.
Pomimo tego, że cukru do nich się nie dodaje.

Placuszki bananowo-owsiane

2 jajka

dojrzały banan

3 łyżki płatków owsianych

to wszystko miksujemy na gładką masę i smażymy małe placuszki.
Moja Kajcia uwielbia.
Mąż również.
Szczególnie polane miodem albo syropem klonowym.