budyn
życie

Budyń

W papierowej torebce zamknięty żółty proszek.
Smak śmietankowy.
Budyń.

Weź pół litra mleka.
Odlej ¼ szklanki.
Wsyp zawartość torebki plus dwie łyżki cukru.
Resztę mleka zagotuj i dodaj to co w szklance.
Zamieszaj energicznie aż zabulgocze.
Przelej do miseczek.
Wstaw do lodówki.
Polej malinowym sokiem.
Poczekaj aż zastygnie budyniowa skórka i wbij w nią łyżeczkę czekając aż sok wcieknie w budyniową masę barwiąc ją na malinowo.

Ileż to razy oblizywałam tę łyżeczkę stojąc na ganku w domu na mazurach.
Wakacje nad jeziorem już zawsze kojarzyć mi się bedą z budyniem śmietankowym.
Z żabami pod publicznym prysznicem.
Z takim syropem do rozcieńczania z wodą o smaku coca coli.
Z naleśnikiem zwiniętym w rulon na szybko, w drodze na huśtawkę jedzonym.

Dzieciństwo ma swoje smaki.
Smak słonych frytek w nadmorskim barze.
W takiej papierowej torebce całej otłuszczonej.
Smak oranżady w foliowym woreczku, w który się wbijało kolorową słomkę.
Smak lodów Śnieżka w kształcie kostki masła zawiniętych w sreberko.

Dzieciństwo w fioletowym kolorze gencjany na każdym możliwym kolanie.
Podrapane od tych najwyższych na drzewie gałęzi.

Dzieciństwo o dziewiętnastej, gdy się na dobranockę pędem leciało bo niedziela,
więc Smerfy bedą. I to aż dwa odcinki.

Dzieciństwo z wiankiem z mleczy na głowie.
Szczerbatym uśmiechem w czeskich tenisówkach.
Dzieciństwo na rowerze.
Na wrotkach.
W nowych adidasach kupionych pod pałacem kultury.

Dzieciństwo z pełną buzią landrynek.
Wyjadające wiśnie z kompotu.

Dzieciństwo ufajdane masłem od tej piętki chleba.
Machające rozżarzonym patykiem przy ognisku nocą.

Śpiewające na cały głos o stokrotce piosenkę.
Nie przejmujące się wcale tym, że się fałszuje.

Szczękające zębami nad brzegiem morza.
Podglądające Twin Peaks i Dynastię przez szparę w drzwiach do salonu.

Dzieciństwo o smaku rurki z kremem.
Gdy ten krem przy pierwszym gryzie wylatuje z drugiej strony cały.

Skaczące w gumę.
Grające w klasy.
Wylizujące po murzynku miskę.

Dzieciństwo łapiące biedronki do pudełka zapałek.

Zrobiłam budyń śmietankowy.
Czekam z łyżeczką aż zastygnie budyniowa skórka.
Zrobiłam pierwszy raz budyń dla swojego dziecka.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Dagmara 8 lutego 2017 at 11:59 pm

    Kolejny CUDNY post! Po prostu cudny! Choć tej skórki na budyniu akurat nie lubię, więc gorący przykrywam folią, dociskając ją do powierzchni budyniu, i wtedy wierzch nie ścina się na sztywno. A w ogóle to budyń najbardziej lubię gorący jeść 🙂
    A przez dziurkę od klucza to podglądałam „Krótki film o zabijaniu” Kieślowskiego i „997” 🙂 Bo drzwi były vis-a-vis telewizora. Choć rodzice i tak pozwalali oglądać większość rzeczy. Zapach pasty do podłogi kojarzy mi się z dzieciństwem. I serek homogenizowany waniliowy taki w pudełku z krówką. Do tego bułka z masłem. I to było najlepsze śniadanie. Wiesz, jak ja strasznie tęsknię za dzieciństwem?… Im jestem starsza, tym bardziej. Choć wcale nie było sielskie-anielskie. Zwyczajne. Ale dla mnie był to czas absolutnego poczucia bezpieczeństwa. Dziękuję Ci za ten post. Wywołał tyle pięknych wspomnień.

    • Reply Iwa 9 lutego 2017 at 7:51 am

      sporo osób nie lubi tej skórki 😉 ja też tęsknię a Kajka uświadomiła mi, że to już naprawdę koniec…Ale teraz nasza w tym głowa, żeby nasze dzieci miały co wspominać 🙂 Miłego dnia!

    Leave a Reply