Browsing Category

książki

ksiazki
książki

Dwie książki na wiosnę

W powietrzu czuć  już trochę wiosnę.

W lidlach i biedronkach codziennie dostawy żonkili i hiacyntów.

A w ludzkich głowach rześki wiatr i promienie słońca budzą różne pomysły.

Takie jak na przykład zrobienie porządków.

Albo takie jak na przykład zadbanie o siebie fizycznie i duchowo.

W mojej głowie pojawiły się oba te przykładowe pomysły już jakiś czas temu.

Więc zaopatrzyłam się w worki na śmieci, i dwie adekwatne do sytuacji książki.

 

Pierwsza to „Słowa mocy” mojej ukochanej Agnieszki Maciąg.

Książka jest super do czytania w łóżku wieczorem.

Akurat po jednym rozdziale.

Aby zasnąć ukołysanym ciepłem i dobrem, płynącym z każdego zdania.

Mnie książki Agnieszki niezmiennie utulają, pocieszają i napawają pozytywną energią.

To są takie moje comfort books.

W jednym rozdziale Agnieszka proponuje ćwiczenie.

Odkąd je wykonałam nie mogę o nim zapomnieć.

Tak wiele mi ustawiło w głowie.

Jest fenomenalne.

A zresztą zróbcie je sami:

 

„Zamknij oczy, zrelaksuj się i całkowicie odpręż.

Teraz wyobraź sobie, że stoisz na dachu wieżowca.

Między nim a dachem sąsiedniego budynku umieszczono kładkę.

Poniżej rozpościera się przepaść, a kładka jest chwiejna.

Na drugim końcu tej kładki znajduje się tysiąc dolarów.

Czy zaryzykujesz życiem, aby zdobyć te pieniądze?

(…)

Więc wyobraź sobie sto tysięcy dolarów. A następnie milion.

(…)

Następnie wyobraź sobie, że na końcu tej kładki stoi twoje dziecko, które bez twojej pomocnej dłoni może zginąć…”

 

Druga książka to „Sztuka prostoty” Dominique Loreau.

Czaiłam się na nią już od dawna, ale wyczerpał się nakład.

Teraz w nowym, pięknym wydaniu leży u mnie na biurku.

Już pierwsze strony zaganiają czytelnika w kierunku szafy aby wyrzucić wszystko co zbędne.

Jednocześnie nie ma tu namawiania do życia w pustostanie i chodzenia w jednej, białej koszuli.

To co mnie urzekło to cytat, który jak dla mnie jest kwintesencją tej książki.

 

„Jeżeli jako cały majątek

pozostaną ci tylko dwa chleby,

sprzedaj jeden z nich i za kilka groszy

kup hiacyntów, by nakarmić swą duszę.”

 

Także lećcie z wiosennym wiatrem do księgarni.

A przy okazji wpadnijcie do lidla lub biedry, nakupować hiacyntów!

tutulowe
książki

Chłopiec, kret, lis i koń

Dzisiaj dzielę się z Wami przecudowną książką.
Chciałabym Wam pokazać każdą jej stronę.
Ale wtedy nie mielibyście po co jej kupować.
A naprawdę warto ją kupić.
Na początku dla siebie.
A potem, dla wszystkich przyjaciół.
Książka ma tytuł „Chłopiec, kret, lis i koń”
Autorem jest Charlie Mackesy.

1

2

3

4

5

6

ksiazkiokladka
książki

„Mysia, Najlepsza zupa na świecie, Jaś i Janeczka oraz Pettson i Findus – czyli co czytamy na dobranoc”

Myszkę Maisy uwielbiamy.
Całą rodziną oglądamy bajki z udziałem Mysi.
Mamy kilkunastoletnią, rozkładaną książeczkę-domek, którą Kaja uwielbia się bawić.
A teraz w nowym przekładzie wydawnictwa Dwie Siostry możemy kupić książeczki o Mysi autorstwa Cousins Lucy.
My mamy „Mysia na Wsi”, „Mysia na placu zabaw” i „Sto lat Mysiu”.
Tekstu do czytania jest mało, ale zabawy masa.
Na każdej stronie coś się rusza, otwiera, wyjmuje.
To wszystko kolorowe i ślicznie narysowane.
Kaja uwielbia.
Ja również.
Urodziny znamy na pamięć.
Razem śpiewamy sto lat Mysi.
mysia

Pettsona i Findusa, autorstwa Svena Nordqvista, wynalazła dla Kajki Babcia.
Skusiły ją nietypowe ilustracje, a ja zakochałam się w treści.
Bohaterem jest staruszek Pettson i kot Findus.
Za każdym razem gdy czytamy o nich książeczki, Kaja pyta, który to Pettson, a który to Findus.
Dodatkowym smaczkiem są bardzo śmieszne malutkie myszki, stworki nie wiadomo cosie, które na każdej stronie wyszukujemy z Kają rycząc ze śmiechu.
A patrz na tego jaki śmieszny! Niee zobacz na tego! 😉

„Podczas gdy Pettson smażył naleśniki, Findus czytał mu na głos książkę.
– Pewnego razu był sobie kot, który miał staruszka, który smażył naleśniki – czytał.
Choć tak naprawdę wszystko wymyślał. Findus nie umiał czytać.
Potem siedzieli w ogrodzie, pili kawę i jedli naleśniki z dżemem.
Ptaki świergotały w krzewie bzu.
Zamuczała krowa. Poza tym było zupełnie cicho.
– Jak dobrze, że też tu mieszkasz – powiedział Findus.
– A ja się cieszę, że ty tu mieszkasz – odrzekł staruszek.
– Tak bo przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi – stwierdził Findus.
– Prawda – przytaknął Pettson. – Tak właśnie jest.”

Fragment z książeczki „Poznaj Pettsona i Findusa”.
petsonfindus

„Najlepszą zupę na świecie” autorstwa Susanny Isern, ilustrowaną przez Mara Ferrero, wypatrzyłam na targach książki dziecięcej.
Urzekła mnie okładka, kreska i te sweterki, które noszą narysowane kredkami zwierzątka.
Przy pierwszym czytaniu, przy ostatnim zdaniu, gardło mi się ze wzruszenia ścisnęło i ledwo je wydusiłam z siebie.
Taka ta książka jest piękna.
Taka mądra.
Taka prosta, no najprostsza na świecie.
Kocham tę książkę.
Polecam każdemu dziecku i dorosłemu.
zupa

Kiedyś jeszcze w zimie trafił się cudem taki dzień, że dwójka moich dzieci była zdrowa w przedszkolu.
Aby to opić, wyrwałam się na kawę do mojej ulubionej kawiarnio-księgarni koło nas.
Zamówiłam duże cappuccino.
Ciasto banoffee.
I zanurkowałam w regałach z książkami.
„Jaś i Janeczka” Annie M.G.Schmidt, ilustracje Fiep Westendorp.
Niepozorne białe tomiki.
Czarnobiałe, delikatne ilustracje.
Zaciekawiona sięgnęłam po pierwszy tom.
Te książeczki dla dzieci teraz takie kolorowe.
Tak przebogato ilustrowane.
A te takie skromne.
Wzięłam łyk kawy i przepadłam.
Gdybym kiedyś miała napisać książkę dla dzieci, to właśnie tak bym to chciała zrobić.
Każde zdanie.
Słowo.
Każda historyjka jest jak dzieło sztuki dla mnie.
Mądra, przemyślana, śmieszna i prawdziwa jakby same dzieci opowiadały te historie.
I ten język.
Dla mnie jak poezja.

„Grzmi. Jaś i Janeczka siedzą w pokoju. Trach! Bum!
Trach, trzask, bum! – słychać za oknem.
– Nie boję się – mówi Jaś.
– Ja też się nie boję – mówi Janeczka. Ale głos jej drży.
Chowa się pod stołem.
– Co robisz? – pyta Jaś.
– Nic – odpowiada Janeczka. – Szukam czegoś.”
jasjaneczka

przytulmnie
książki, macierzyństwo

Co mi chodzi po głowie

Mamy taką fajną książkę Przemysława Wechterowicza z ilustracjami Emilii Dziubak pod tytułem „Proszę mnie przytulić”.
Bohaterami książki są dwa urocze misie.
Tata miś i synek miś, którzy pewnego dnia wpadają na pomysł, żeby przytulić wszystkich mieszkańców lasu.
Oni tak sobie spacerują i przytulają wszystkich, których spotkają.
A my z Kają leżymy na podłodze na kocu.
Czytamy i chrupiemy orzeszki.

No i pewnego dnia Maciek odkrył w internecie tę piosenkę.
Ta piosenka jest super.
Są w niej ilustracje Emilii Dziubak.
Są dwa misie, tata miś i synek miś.
I nazywa się ta piosenka „Przytul mnie”.

My w ogóle często włączamy sobie wieczorem różne piosenki.
Skaczemy potem po salonie.
Kręcimy się w kółko.
I normalnie jest szaleństwo niczym w klubie Pacha na Ibizie.
A ostatnio to non stop leci właśnie ta piosenka o misiach.

No i w niedzielę rano.
Po takim właśnie upojnym tanecznym wieczorze.
Mówię do Kai.

Wiesz co Kaja.
Zgadnij co mi od rana chodzi po głowie?

Kaja patrzy na mnie i mruga rzęsami.

Ta piosenka o misiach.
Mówię.

Włączam piosenkę.
Śpiewam.
Tańczę w piżamie.
Ale Kaja jakaś nieswoja chodzi wokół mnie i zerka podejrzliwie.

Co się stało?
Czemu tak dziwnie się patrzysz na mnie?
Mam jakąś dziwną fryzurę?
Pytam.

Dotykam swoich włosów.
Bo widzę, że ona się patrzy na nie.

Szukam tych misiów co chodzą.
Odpowiada bardzo przejęta Kaja.

Tak więc posłuchajcie tej piosenki.
A i Wam będą misie chodzić po głowie 😉