Browsing Category

książki

ksiazeczki
książki, przepisy

Dwie książki i ciasteczka

Miałam pisać o czymś innym.
I nawet napisałam.
Ale mi się wszystko skasowało.
Szlag mnie trafił.
No i teraz już drugi raz tego samego nie napiszę.
Dlatego będzie coś innego.
To coś innego to będzie o książkach dla dzieci.
I przepis na ciastka, który bezczelnie ściągnęłam z bloga Agnieszki Maciąg.

– Pierwsza książka to „Uśmiech dla Żabki” Przemysława Wechterowicza

Poza uroczymi ilustracjami Emilii Dziubak, w tej książce jest też urocza treść.
Bohaterem książki jest uśmiech, który wędruje po lesie niesiony przez jego mieszkańców.
Od mamy żabki.
Do jej córeczki.
Moja Kaja tę książkę uwielbia.
Czytałyśmy ją już chyba ze sto razy.
Słownictwo jest może dla trochę starszych dzieci.
Ale jakoś dajemy radę i dzięki tej książce moje dziecko odkryło ból krzyża oraz korzonków.
I dowiedziało się, że niedźwiedź to miś.
A sosna to drzewo.
Oraz, że warto jest pomagać innym.
I że zwykły uśmiech ma ogromną moc.

– Druga książka to „Mysi domek” Kariny Schaapman

To jest książka niezwykła.
Pani Karina zbudowała domek z kartonowych pudełek.
Jego wnętrza ozdobiła tkaninami z lat pięćdziesiątych.
Umeblowanie i każdy detal dopracowała w najmniejszym szczególe.
Jej domek można oglądać z przodu z tyłu i z boku.
I liczy on podobno około stu odrębnych pokoików.

Ten właśnie cudny domek to tło dla książeczki o dwóch małych myszkach – Julii i Samie.
Te oraz inne myszki występujące w książeczce, są również projektem Kariny.
Ja to podziwiam.
Ja to bardzo szanuję.
To jest naprawdę pięknie wykonane.
Kaja lubi oglądać tę książkę.
Ale ja chyba lubię ją oglądać jeszcze bardziej.

– Ciasteczka z bloga Agnieszki Maciąg

To są takie ciasteczka jakie kiedyś robiła moja babcia.
Mają mocno maślany smak.
Zapewne ze względu na dużą zawartość masła w składzie.
Udało mi się je zrobić z dwulatką.
Więc naprawdę są proste do zrobienia.
Potem razem z dwulatką zostały zjedzone ze smakiem.
Bo są po prostu pyszne.
Zróbcie je koniecznie!
Najlepiej z dziećmi, albo z kimś z kim takie ciasteczka smakują najlepiej.

Składniki:

300g mąki
100g cukru
200g masła
szczypta soli
2 łyżki kwaśnej śmietany

Wykonanie:

Z podanych składników zagnieć ciasto.
Włóż je na 30 minut do lodówki.
Piekarnik nagrzej do 180C.
Ciasto rozwałkuj równomiernie i wycinaj kształty ciastek.
Piecz na złoty kolor (około 10-15 minut).

okladka
książki

Coś fajnego coś wyjątkowego

Dzisiaj chciałam Wam pokazać coś super ekstra czadowo fajnego.

A mianowicie, jakiś czas temu Kaja miała urodziny.
Dostała oczywiście milion prezentów.
W tym właśnie ten jeden wyjątkowy.
Od swojej Prababci.

Moja Babcia.
Czyli Kajki Prababcia.
Surfuje po internecie lepiej niż mój Tata na Rodos.

I ona właśnie, gdzieś w odmętach sieci.
Wynalazła tę Panią.
Która robi własnoręcznie takie cuda.

To jest książka uszyta w całości z różnych materiałów.
Na każdej stronie jest jakaś inna historia/gra/zabawa.
Która angażuje dziecko bardziej niż świnka peppa czy inne masze i niedźwiedzie.

Kajka jest zachwycona.
Codziennie oglądamy/bawimy się nią co najmniej stodwadzieściatrzy razy.

Ulubione strony to ubieranie dziewczynki w ubranka wiszące w szafie.

szafa

Oraz łowienie ryb specjalną wędką i pakowanie ich potem do łodzi.

ryby2

Powodzeniem cieszy się też sklep z warzywami i upychanie filcowych marchewek do dołączonej torby na zakupy.

zakupy

A także pociąg, do którego z poczekalni wsiadają pasażerowie kot, myszka oraz miś.

pociag

Super jest grzybobranie.
Które powinno polegać na tym, że grzybki wkładane są do koszyczka.
Jednakże Kajka napycha nimi brzuszek żaby z sąsiedniej strony.
Będąc przekonaną o tym.
Iż jest to żaby ulubione danie.

zaba

Jest też pralka, do której wkładamy brudne ubranka.

pranie2

Dla trochę starszych dzieci nauka liczenia.

cyferki

Zabawa przednia.
Dla dziecka i dla rodziców.

Wykonanie piękne i bardzo solidne.
Książki są na zamówienie i personalizowane.
Więc na okładce naszyte jest imię dziecka.

Opcji stron do wyboru jest masa.
Zresztą zobaczcie sami:

HONO-LULU Pracownia

Ja jestem oczarowana.
Uwielbiam takie rzeczy.

Jedyny minus to brak jakiejś metki czy logo firmy na książce.
Bo gdyby nie moja Babcia.
Czyli Kajki Prababcia.
To nie wiedziałabym kto robi takie cuda.

Polecam w ciemno.
Jest to rzecz wyjątkowa.
W świecie tabletów.
Klocków lego.
I lalek barbie.
Po prostu fajna.

ksiazki_okladka
książki

Ulubione książki mojego dziecka

Ja książki kocham.
Uwielbiam te zadrukowane białe strony, te śliskie okładki.
Tę magię zatracenia się w powieści, bycia przez moment kimś innym.
Przenoszenie się w czasie, w miejscu i w ciele.
Na książkach się śmieję, płaczę, zapominam o bożym świecie, o czasie.
Książki traktuję jak najlepszych przyjaciół.
Z niektórymi spotykam się regularnie.
Niektórzy czekają na półce na kolejne spotkanie.
Lecz każda z nich ma u mnie w sercu swoje miejsce.

Gdy w moim życiu pojawiła się Kajka jakież było moje zdziwienie,
że ona traktuje książki nieco inaczej.
Dla niej książka to przede wszystkim przedmiot.
Uwielbia książki żuć, deptać i targać po całym mieszkaniu.
A im większa książka tym do targania fajniejsza.
Zdarza jej się czasem usiąść i w ogromnym skupieniu przekładać grube strony dziecięcych książeczek.
Dla samego przekładania.
No ale ostatnio muszę powiedzieć, że nastąpił przełom i dziecko moje półtoraroczne zaczęło zwracać coraz większą uwagę na książek zawartość.

Dlatego pomyslałam, że pokażę Wam te kilka szczęśliwców, nad którymi moja córka potrafi wzrok zatrzymać na dłużej niż minutę.

Oto one:

ksiazki1

1) numer jeden bezapelacyjnie to książeczka pt. “Kochane Zoo”.
Jest ona niewielkich rozmiarów, a na każdej stronie kryją się pozamykane w pudełkach/klapkach (które nasze dziecko może otwierać i robi to z ogromnym podekscytowaniem za każdym razem) zwierzęta. Niektóre strony są u nas już mocno wyświechtane, część klapek/pudełek poodrywana ale zabawa jest przy tym przednia i to właśnie dzięki książeczce “Kochane Zoo” Kajka wie, że lew robi rrrrraaaaauuuuu.

2) “Zima na ulicy Czereśniowej” to jest pozycja obowiązkowa dla każdego poznającego świat człowieka. Książka pokazuje życie na tytułowej ulicy Czereśniowej. Mieszkańców, ich domy, życie i okolicę. Na każdej stronie pomimo braku treści jest historii tysiąc. Moja córka uwielbia. Szuka wszędzie zegarów, kota i ostatnio odkryła w jednym mieszkaniu pralkę, na którą jest u nas teraz mega faza. A dwa miesiące temu hitem była koparka. Codziennie tylko ta strona była oglądana i na spacerze na pobliskim placu budowy codziennie była wizyta.
Także książka na długie miesiące a może i lata. Ja się powoli szykuję do zakupu “Wiosny na ulicy Czereśniowej” bo są części na każdą porę roku. Do tego rozmiar jest bardzo duży, więc książka jest idealna do targania po mieszkaniu na krótkich nóżkach.

3) “Królik Piotruś – pierwsze słowa” – tę książeczkę Kajka dostała od Prababci i poza cudownymi ilustracjami Beatrix Potter, solidnym formatem i grubymi nie do zdarcia przez mini zęby stronami, jest w tej książce hit nad hitami. A mianowicie przesuwane okienka. I nie ważne co się przesuwa i o co w tym chodzi, ważne że się rusza i że małe łapki same mogą to robić. No hit. Moja córka potrafi przesuwać te okienka dziesięć minut co jak na nią jest wynikiem wyjątkowym.

ksiazki2

4) Książka “Jeden Dzień” to jeden wielki atlas przedmiotów codziennego użytku, pokarmów wszelakich, roślin, zwierząt oraz części ciała czyli wszystkiego co dla takiego malucha potrzebuje nazwy i potwierdzenia. Moja Kajka uwielbia jak skojarzy obrazek z realnym przedmiotem. Np. otwieramy stronę z jedzeniem a tu brokuł. To ona zczołguje się z kanapy, na której siedzimy i pędzi do szuflady, w której ma schowane swoje kuchenne szpargały. Wyciąga z piskiem plastikowy brokuł i leci do mnie z tym sztucznym warzywem dumna jak nie wiem co. Gramoli się, sadowi obok z brokułem na kolanach a tu nagle na tej samej stronie dostrzega marchewkę. I abarot od nowa to samo. Zczołguje się z kanapy. Leci do szuflady. Wygrzebuje marchewkę. Wraca. I tak w kółko.

5) idąc tym tropem mamy też takie małe książeczki o “Eli i Olku”. Jedna jest o jedzeniu, więc jej oglądanie kończy się zawsze zjedzeniem jabłka lub banana. A druga jest o pojazdach więc staram się ją czasem chować, bo zawsze gdy Kajka otworzy ją na stronie z rowerkiem to jest bieg w stronę pokoju, w którym ukryty jest jej drewniany rowerek. Oglądanie tej książeczki kończy się dla mnie okropnym bólem kręgosłupa po pół godzinnym pchaniu rowerka wokół salonu z uśmiechniętą, szczerbatą pasażerką, która po drodze paluszkiem wskazuje, które zabawki łaskawie zaprasza na pokład. Także polecam, ale z umiarem.

6) malutkie książeczki z TK-maxx kupiliśmy w zeszłe lato w Olsztynie. Ja ten sklep kocham. Wielbię i gdyby organizowali wakacje w Tk-maxx to ja bym wykupiła taki turnus na pewno. Niestety ostatnimi czasy bywam tam bardzo rzadko, więc jak już się pojawię to kupuję wszystko jak leci. A w dziale dziecięcym to już w ogóle. No i kupiliśmy te książeczki. Były w takim fajnym pudełku, na które nasikał jakiś czas temu pies więc już go z nami nie ma. Pudełka nie psa oczywiście ;). Kilka książeczek jest mocno wygryzionych bo rewelacyjnie pełnią rolę gryzaka. Ale to co w nich jest najfajniejsze to rozmiar. Sa mini małe idealne do kieszeni, gdy idziemy do lekarza czy gdzieś jedziemy z dzieckiem gdzie może się nam nudzić a nie chcemy brać ze sobą walizki. To w takich chwilach ciach. Wyciągamy książeczkę z kieszeni i mamy dwie minuty u dziecka kupione.

ksiazki3

7) “Dźwięki” są z nami już od bardzo dawna. Są mocno zjedzone i podarte. Bardzo szybko rozpadły się na kilka części i niektóre ilustracje mi nie pasują (pistolet robi pafff????) ale mimo wszystko Kaja ją lubi. Ma swoje ulubione obrazki i jest to ułatwienie dla umęczonego rodzica gdy nie może sobie przypomnieć czym się różnią dźwięki wydawane przez kozę od tych wydawanych przez owcę.

8) “Rok w lesie” jest super. Przesuper no mówię Wam ja tę książkę bardzo lubię. Sam pomysł na nią jest przesuper. Jest to książka obrazkowa, na której stronach zawsze widzimy ten sam fragment lasu i tych samych bohaterów. Zmienia się tylko miesiąc a co za tym idzie pogoda, roślinność i zachowania zwierzątek. Do tego piękne ilustracje Emilii Dziubak. Kajka najbardziej lubi wiszący na drzewie domek pszczeli – mówimy na to ul – wiem, że to nie ul ale zupełnie zapominam jak to się nazywa. W ostatnich dniach zauważyłam u Kajki fascynację szopem praczem a konkretnie jego ogonem. Gdyż moje dziecko nagle uświadomiło sobie fakt istnienia ogona u szopa pracza oraz u naszego psa. Więc za każdym razem gdy otwieramy “Rok w lesie” i Kajki paluszek wędruje do wspomnianego szopa to jest pisk i bieg w stronę zdenerwowanego tą sytuacją psa. Kaja się klepie po pupie i wymachuje w stronę psa rękami nawołując go aby ukazał swój ogon w pełnej okazałości. Psa to peszy. Mnie to bawi. Książka przesuper.

9) “Lost and found”, do której ilustracje robił mój ukochany Oliver Jeffers to książka po pierwsze śliczna, po drugie mądra. Tego drugiego moja córka jeszcze nie rozumie, ale książeczka jeszcze będzie z nami długo, więc przyjdzie czas i na jej mądrość. “Lost and found” to historia pingwinka, który znienacka pojawia się przed drzwiami pewnego małego chłopca. Przez kolejne przepiękne strony chłopiec pomaga pingwinkowi znaleźć dom. I jak to zwykle w historiach o poszukiwaniu się okazuje, chłopiec szukał zupełnie nie tego co trzeba. Bo pingwinek szukał przyjaciela i znalazł go już na pierwszej stronie. No ale chłopiec musiał przepłynąć na tratwie cały ocean żeby sobie to uświadomić. Echhh nawet teraz pisząc to wzruszyłam się trochę. Książka niestety tylko po angielsku ale może doczekamy się polskiej wersji.

Nie będę podawać linków do sklepów, w których możecie te książki kupić. Jesteśmy dorośli i jak ktoś będzie chciał to sobie świetnie poradzi w znalezieniu książki po tytule. Zdradzę Wam tylko, że ja większość książek zamawiam w Arosie – mają świetne ceny i ogromny wybór.

Miłego czytania i dobrej zabawy z książkami życzę.