Browsing Category

macierzyństwo

regeneracja
macierzyństwo

Kwiatek na kolanie

I znowu nie wyrósł mi chleb pomyślałam jasna cholera dodałam.
I co ja teraz mam niby z tym zrobić.
Oklapłym chlebem nieupieczonym jeszcze zupełnie.

Niekontrolowanie pożeram wczorajsze faworki.
Oblizuję palce cukrem pudrem sklejone.
I myślę co z tym niewyrośniętym chlebem.

O! widzę, że w dresie na kolanie zrobiła mi się dziura.
To z pewnością od tego ciągłego tarzania.
Na kolanach od zabaw klockami.
W lekarza.
Od układania puzzli.
Od mamo wyciągnij mi piłkę spod łóżka.
Od pobaw się ze mną w pociąg mamo.

Muszę kupić nowe.
Ale nie chcę już nowych dresów.
Chcę sukienkę miszkomaszko.
W kwiaty spódnicę.
Chcę wyjść na dwór.
Zamówić lunch dnia za szesnaście pięćdziesiąt z zupą i kompotem z mrożonych wiśni.

Kupiłam sobie taki płyn do kąpieli.
Co się nazywa regeneracja.
Chciałam wieczorem go wlać do wanny.
I się zregenerować nieco.
Może się uda.
Może się nie uda.
Zgaduj zgadula.
Losuj losula.

Wczoraj się nie udało bo Jasio płakał.
Trzeba go było nosić na zmianę.
Na zmianę myć zęby.
Brać prysznic na zmianę.
I szybko się kłaść, żeby co trzy sekundy wkładać ponownie wypluty smoczek.
Tym razem nie na zmianę.
Tylko ja musiałam to robić.
Bo kosz mojżesza stoi po mojej stronie łóżka.

A pamiętam jak trzy lata temu Maciek mówił co znowu za kosz mojżesza?
Co to za wynalazek jakiś jak brzmi to przecież to żarty są jakieś napewno kolejną jest to niepotrzebną rzeczą już sama nazwa wskazuje, jak bardzo jest to wymysł bezsensowny dla tych rzucających się na to wszystko kobiet. One nic o tym koszu nie wiedzą ale muszą go mieć tak jak te wszyskie laktatory linomagi fridy tule i inne doule. To żart nie kupujemy na pewno tego czegoś jeszcze za takie pieniądze. O nie.

Więc kosz mojżesza stoi po mojej stronie łóżka.
I ja wkładałam co chwilę ten ponownie wypluty smoczek.
Ale to było tak prawie jak brzuszki.
Smoczek raz.
Wydech.
Smoczek dwa.
Wydech.
Smoczek trzy.
Wydech.
I tak do dwudziestej drugiej trzydzieści sześć.

Chyba naszyję na te dresy łatę.
Łatę w kształcie kwiatka.
I zamówię miszkomaszko.
Powieszę ją w szafie.
Obok sześciu innych.
Nienoszonych sukienek.
I z kwiatkiem na kolanie wyciągnę w końcu tę piłkę spod łóżka.

bierki
macierzyństwo

Bierki

Pamiętacie grę w bierki?
To ja gram w tę grę tak jakby na co dzień.

Bezszelestnie.
Bezgłośnie.
Aby niczego nie dotknąć, nie musnąć, nie potrącić niczego.

Sunę po mieszkaniu.
W miękkich skarpetach.
Gdy dziecko śpi.

Obieram ziemniaki nad stołem.
W powietrzu niemalże obieram.
Do garnka w ciszy całkowitej wkładam.
Zalewam tym najmniej szumiącym strumieniem.
Stopniując odpowiednio natężenie wody.

Sztućce z szuflady niczym te bierki wyciągam.
Delikatnie na drewnianym stole kładę.
Bez dźwięku żadnego.

Takich rzeczy jak szafek.
Skrzypiących krzeseł.
Słoików na najwyższej półce nie tykam.

Bo a nuż coś spadnie.
Skrzypnie.
Stuknie.
I mi dziecko obudzi.

Kicham w rękaw w najdalszym zakamarku mieszkania.
Telefon mam wiecznie na wibrującym trybie.
Jestem pod piekarnikiem na dwie sekundy przed tym zanim zacznie pikać.
Że indyk gotowy.

I wtedy zawsze.
Ale to zawsze.
Przychodzi kurier.

przytulmnie
książki, macierzyństwo

Co mi chodzi po głowie

Mamy taką fajną książkę Przemysława Wechterowicza z ilustracjami Emilii Dziubak pod tytułem „Proszę mnie przytulić”.
Bohaterami książki są dwa urocze misie.
Tata miś i synek miś, którzy pewnego dnia wpadają na pomysł, żeby przytulić wszystkich mieszkańców lasu.
Oni tak sobie spacerują i przytulają wszystkich, których spotkają.
A my z Kają leżymy na podłodze na kocu.
Czytamy i chrupiemy orzeszki.

No i pewnego dnia Maciek odkrył w internecie tę piosenkę.
Ta piosenka jest super.
Są w niej ilustracje Emilii Dziubak.
Są dwa misie, tata miś i synek miś.
I nazywa się ta piosenka „Przytul mnie”.

My w ogóle często włączamy sobie wieczorem różne piosenki.
Skaczemy potem po salonie.
Kręcimy się w kółko.
I normalnie jest szaleństwo niczym w klubie Pacha na Ibizie.
A ostatnio to non stop leci właśnie ta piosenka o misiach.

No i w niedzielę rano.
Po takim właśnie upojnym tanecznym wieczorze.
Mówię do Kai.

Wiesz co Kaja.
Zgadnij co mi od rana chodzi po głowie?

Kaja patrzy na mnie i mruga rzęsami.

Ta piosenka o misiach.
Mówię.

Włączam piosenkę.
Śpiewam.
Tańczę w piżamie.
Ale Kaja jakaś nieswoja chodzi wokół mnie i zerka podejrzliwie.

Co się stało?
Czemu tak dziwnie się patrzysz na mnie?
Mam jakąś dziwną fryzurę?
Pytam.

Dotykam swoich włosów.
Bo widzę, że ona się patrzy na nie.

Szukam tych misiów co chodzą.
Odpowiada bardzo przejęta Kaja.

Tak więc posłuchajcie tej piosenki.
A i Wam będą misie chodzić po głowie 😉

coribie
macierzyństwo

Co robię

Bawię się z Kają w taką zabawę, że ja pokazuję a ona zgaduje.

Co robię?
Pytam i udaję, że jem zupę.
Podnoszę niewidzialną łyżkę do buzi.
Otwieram usta.
Połykam ogórkową.
Kaja patrzy na mnie i milczy.
Jem zupę.
Mówię.

A co teraz robię?
Kładę się na kanapie.
Zamykam oczy.
Zaczynam pochrapywać.
Kaja milczy.
Śpię.
Mówię.

Coś ta zabawa chyba mało angażująca jest.
Ale nie poddaję się.

A teraz co robię?
Pytam, ale nie wiem jeszcze co robię.
Myślę intensywnie co by tu pokazać, że robię.
Ale nic mi nie przychodzi do głowy.
Zastygam w myśleniu, gdy nagle Kaja mówi.
Kupę!