Browsing Category

macierzyństwo

wychodze
macierzyństwo

Wychodzę sama

Wychodzę z domu.
Sama.
Zamykam drzwi za sobą.
Na nogach mam wygodne buty.
Mogą mnie ponieść daleko.
Buty są z brązowej skóry.
W środku mają futerko.
Teraz na wyprzedaży kosztują połowę tego co za nie zapłaciłam.
Wkurza mnie to.

Wychodzę.
Sama.
Wiatr wieje mi w twarz.
Mróz kłuje w policzki.
Mam ciepłą czapkę na głowie.
Dostałam od Mikołaja.
Czapka mnie grzeje nie tylko wełną.
Na pewno nie zmarznę.

Wychodzę.
Sama.
Przewiesiłam przez ramię torebkę.
Malutką taką.
Akurat na portfel i na telefon.
Lubię tę torebkę.
Jest taka mięciutka i mała.
Symbolizuje minimalizm potrzeb osoby, która ją na ramieniu nosi.
A w tym momencie moje potrzeby są minimalistyczne.
Bo wyszłam z domu sama.
Bez smoczków.
Butelek.
Mokrych chusteczek.
Zapasowych pieluch.
Ubrania na zmianę.
Picia.
Chrupek.
I misia.
Czapek.
Rękawiczek.
Zapasowego kocyka.
W torebce mam tylko portfel i telefon.
Nic więcej w niej się nie zmieści.

Wychodzę.
Sama.
Zamykam oczy i czuję ten wiatr na twarzy.
Ten wiatr symbolizuje wolność.
Nieskończone możliwości symbolizuje.
Możliwość zamknięcia oczu na chwilę.
Nie patrzenia stale na wszystko i wszędzie.
Możliwość pójścia pod wiatr.
I pójścia w lewo lub w prawo.
Ja idę w lewo.
Pod wiatr idę.

Wychodzę.
Sama.
Wokoło ludzie się spieszą.
Siedzą w samochodach.
Biegną przez pasy.
A ja idę wolno.
Spokojnie pod wiatr idę.
W lewo idę.
Sama.

Rozkoszuję się tą chwilą.
Patrzę w niebo.
Pochmurne i szare.
Oddycham głęboko.
Pełną piersią oddycham.
Jaka cisza w tym zgiełku ulicy.
Jaki spokój w tym tłumie ludzi.

Wyciągam rękę po klamkę przed sobą.
Otwieram drzwi i wchodzę.
Poproszę razowy i dwie kajzerki.
Mówię.
Wyciągam z maleńkiej torebki portfel i płacę.
Wychodzę.

I wracam do domu.
Sama.
Te trzydzieści metrów od sklepu do domu wracam.
Tym razem z wiatrem.
I w prawo.

bojesiemyszko
macierzyństwo

Domek z kartonu

To wszystko zaczęło się od tego, że już trochę mam dosyć siedzenia w domu.

Mam tego siedzenia w domu dosyć na tyle, że zaczęłam fantazjować na temat pójścia do pracy.
A co za tym idzie, zaczęłam fantazjować na temat mojego ubioru w tej pracy.
A co za tym idzie, zaczęłam fantazjować na temat torebki, którą do tego ubioru będę nosić.

No i tak się jakoś złożyło, że żadna z dotychczasowych moich torebek, które cierpliwie czekają w szafie na lepsze czasy.
Nie do końca wpisywała się w te moje nowe fantazje.
Dlatego po burzliwych poszukiwaniach.
Kilku zwrotach i zmianach decyzji.
Zamówiłam idealną torebkę do pracy.
Która teraz dumnie na mnie patrzy z biurka pod ścianą.
Czekając aż za dziewięć miesięcy wyjdzie razem ze mną zdobywać świat.

Tymczasem pozostaje mi zdobywanie świata w domu.
A dokładniej zdobywanie domu w domu.
Czy jakoś tak.

Ta torebka zapakowana była w spory karton.
A ja już jakiś czas temu zauważyłam, że moja córeczka coraz częściej bawi się laleczkami.
Małymi króliczkami i myszką.
Odgrywa nimi różne scenki rodzajowe.
W stylu robienie siku i kupy.
Wspólne jedzenie miodu i bagietki duplo.
Lub kąpieli w plastikowym pojemniku na jedzenie z ikei.

Wzięłam więc torebkowy karton w obroty.
I zrobiłam dla tego całego towarzystwa domek.
Trochę na szybko.
Trochę na łapu capu.
Ale wyszło całkiem nieźle.
I dopóki nie kupimy „prawdziwego” domku.
Myślę, że ten świetnie daje sobie radę.

Kaja od rana pyta.

Mama pobawimy się domkiem?

Jasne mówię.

I siadamy obie naprzeciwko niego.
Układamy dywan.
Zapraszamy gości na urodziny króliczka.
Rozbieramy i ubieramy.
Kąpiemy.
Sikamy.
Jemy.
Kładziemy spać.
Czytamy książeczkę.

No i przede wszystkim rozmawiamy.

To znaczy myszka i króliczki rozmawiają z Kają.
Moim zmodulowanym głosem.

Kaja mówi na przykład.

Myszko już nie będzie biegunki.

I ja widzę w jej oczach strach.
Strach przed tą nieszczęsną biegunką widzę.
Myszka odpowiada moim modulowanym głosem.

Nie Kaju, już nie masz biegunki.
Ale wiesz co? Ja też kiedyś miałam biegunkę i to nie jest takie straszne.
To całkiem normalne gdy boli Cię brzuszek.
I czasem każdemu się zdarza.

Albo Kaja mówi tak.

Boję się iść do przedszkola Myszko.

Rozumiem Cię Kaju!
Ja też się trochę boję, ale w przedszkolu jest fajnie.
Są zabawki, są dzieci i mama zawsze po Ciebie wraca zaraz po tym jak zjesz zupę.

Albo tak.
Za ścianą płacze Jaś.
Kaja mówi.

Myszko mama musi nakarmić Jasia.

I ja widzę w jej oczach smutek.
Więc myszka odpowiada moim modulowanym głosem.

Tak Kaju.
Bo wiesz Jasio jest jeszcze malutki.
Mama się nim opiekuje tak samo jak opiekowała się Tobą jak byłaś mała.
Ale zaraz po tym jak go nakarmi to wróci do nas żeby się dalej bawić.

No i tak się razem bawimy tym domkiem.

Siadamy obie naprzeciwko niego.
Układamy dywan.
Zapraszamy gości na urodziny króliczka.
Rozbieramy i ubieramy.
Kąpiemy.
Sikamy.
Jemy.
Kładziemy spać.
Czytamy książeczkę.

No i przede wszystkim rozmawiamy.
To znaczy myszka i króliczki rozmawiają z Kają.

Bo czasem tak jest po prostu łatwiej.

pexels-photo-89108
macierzyństwo

Strach

Moje dzieci boją się:

– Burzy
– Fajerwerków
– Odkurzacza
– Tego odgłosu
– Bicia zegara
– Sąsiadki
– Tamtego pana
– Samolotu
– Dzwonu w kościele
– Że pan będzie pukał
– Kuriera
– Biegunki
– Wujka Jacka
– Lekarza
– Obcinania paznokci
– Że będzie bolało
– Wiertarki
– Muchy
– Pana kleksa
– Blendera

A ja się boję:

– O moje dzieci

chwile
macierzyństwo

Chwile, w których nas nie ma

W pewnym momencie następuje taki moment.
Że trzeba się z dzieckiem rozdzielić .
Najpierw są to pierwsze wyprawy do sklepu spożywczego po pomidory i szczypiorek.
Do Rossmanna po pieluchy i saszetkę relaksującej soli do kąpieli o zapachu lawendy.
A po jakimś czasie udaje się wyjść na dłużej do fryzjera.
Na kawę z koleżankami uda się wyjść też być może.
Aż nagle nie wiadomo kiedy dziecko idzie samo do dziadka.
Albo na spacer idzie samo.
To znaczy bez nas.
Tylko z dziadkiem.
Albo z tatą.
Albo z babcią.
Albo z wujkiem.
Albo z kimś kto nie jest nami po prostu.

Maciek był wczoraj sam u lekarza.
Sam to znaczy beze mnie.
Tylko z Jasiem.
I Pani doktor od razu wiedziała, że Jasio to nasze drugie dziecko.
Powiedziała zapraszam panów.
A potem powiedziała, że wie że Jasio jest drugi.
Że to widać od razu bo, że po pierwsze przyszedł tata.
A po drugie, że nie ma obłędu w oczach.

Jak ja sobie przypomnę ten obłęd co mieliśmy w oczach to nie chcę już sobie więcej tego przypominać.
Teraz jest o wiele łatwiej do lekarza chodzić bez tego obłędu w oczach na pewno.

No i tak jakoś czas leci, że Kaja zaczęła chodzić do żłobka.
To dopiero tego chodzenia do żłobka początki.
Ale są bardzo stresujące dla wszystkich członków rodziny.
Nawet dla Jasia bo on również wyczuwa ten stres i nawet go smakuje podobno w mleku matki.
A ja przypuszczam, że mleko o smaku stresu to nie smakuje najlepiej.
Tak jak na przykład smakuje mleko o smaku błogości i spokoju.
Więc bardzo Jasiowi współczuję, że musi teraz takie mleko pić.

W żłobku są zabawki, którymi się z Kają nie bawię.
Są zajęcia plastyczne, w których nie uczestniczę.
Kredki, których jej nie podaję.
Brokat, którego nie sypię.
Są kanapki, ziemniaki, brokuły, kotlety.
Których razem z moją córką nie jem.
Jest umywalka, w której to nie ja myję te jej małe rączki.
Piosenki, których nie śpiewam.
Plac zabaw, po którym za nią nie biegam.
Są sprawy, których nie znam.
I chwile, w których mnie nie ma.

I to w tym wszystkim właśnie.
W tym macierzyństwie moim.
Jest chyba najtrudniejsze.

Żeby pogodzić się z tym.
Że są chwile, w których mnie nie ma.