Browsing Category

macierzyństwo

przytulmnie
książki, macierzyństwo

Co mi chodzi po głowie

Mamy taką fajną książkę Przemysława Wechterowicza z ilustracjami Emilii Dziubak pod tytułem „Proszę mnie przytulić”.
Bohaterami książki są dwa urocze misie.
Tata miś i synek miś, którzy pewnego dnia wpadają na pomysł, żeby przytulić wszystkich mieszkańców lasu.
Oni tak sobie spacerują i przytulają wszystkich, których spotkają.
A my z Kają leżymy na podłodze na kocu.
Czytamy i chrupiemy orzeszki.

No i pewnego dnia Maciek odkrył w internecie tę piosenkę.
Ta piosenka jest super.
Są w niej ilustracje Emilii Dziubak.
Są dwa misie, tata miś i synek miś.
I nazywa się ta piosenka „Przytul mnie”.

My w ogóle często włączamy sobie wieczorem różne piosenki.
Skaczemy potem po salonie.
Kręcimy się w kółko.
I normalnie jest szaleństwo niczym w klubie Pacha na Ibizie.
A ostatnio to non stop leci właśnie ta piosenka o misiach.

No i w niedzielę rano.
Po takim właśnie upojnym tanecznym wieczorze.
Mówię do Kai.

Wiesz co Kaja.
Zgadnij co mi od rana chodzi po głowie?

Kaja patrzy na mnie i mruga rzęsami.

Ta piosenka o misiach.
Mówię.

Włączam piosenkę.
Śpiewam.
Tańczę w piżamie.
Ale Kaja jakaś nieswoja chodzi wokół mnie i zerka podejrzliwie.

Co się stało?
Czemu tak dziwnie się patrzysz na mnie?
Mam jakąś dziwną fryzurę?
Pytam.

Dotykam swoich włosów.
Bo widzę, że ona się patrzy na nie.

Szukam tych misiów co chodzą.
Odpowiada bardzo przejęta Kaja.

Tak więc posłuchajcie tej piosenki.
A i Wam będą misie chodzić po głowie 😉

coribie
macierzyństwo

Co robię

Bawię się z Kają w taką zabawę, że ja pokazuję a ona zgaduje.

Co robię?
Pytam i udaję, że jem zupę.
Podnoszę niewidzialną łyżkę do buzi.
Otwieram usta.
Połykam ogórkową.
Kaja patrzy na mnie i milczy.
Jem zupę.
Mówię.

A co teraz robię?
Kładę się na kanapie.
Zamykam oczy.
Zaczynam pochrapywać.
Kaja milczy.
Śpię.
Mówię.

Coś ta zabawa chyba mało angażująca jest.
Ale nie poddaję się.

A teraz co robię?
Pytam, ale nie wiem jeszcze co robię.
Myślę intensywnie co by tu pokazać, że robię.
Ale nic mi nie przychodzi do głowy.
Zastygam w myśleniu, gdy nagle Kaja mówi.
Kupę!

wychodze
macierzyństwo

Wychodzę sama

Wychodzę z domu.
Sama.
Zamykam drzwi za sobą.
Na nogach mam wygodne buty.
Mogą mnie ponieść daleko.
Buty są z brązowej skóry.
W środku mają futerko.
Teraz na wyprzedaży kosztują połowę tego co za nie zapłaciłam.
Wkurza mnie to.

Wychodzę.
Sama.
Wiatr wieje mi w twarz.
Mróz kłuje w policzki.
Mam ciepłą czapkę na głowie.
Dostałam od Mikołaja.
Czapka mnie grzeje nie tylko wełną.
Na pewno nie zmarznę.

Wychodzę.
Sama.
Przewiesiłam przez ramię torebkę.
Malutką taką.
Akurat na portfel i na telefon.
Lubię tę torebkę.
Jest taka mięciutka i mała.
Symbolizuje minimalizm potrzeb osoby, która ją na ramieniu nosi.
A w tym momencie moje potrzeby są minimalistyczne.
Bo wyszłam z domu sama.
Bez smoczków.
Butelek.
Mokrych chusteczek.
Zapasowych pieluch.
Ubrania na zmianę.
Picia.
Chrupek.
I misia.
Czapek.
Rękawiczek.
Zapasowego kocyka.
W torebce mam tylko portfel i telefon.
Nic więcej w niej się nie zmieści.

Wychodzę.
Sama.
Zamykam oczy i czuję ten wiatr na twarzy.
Ten wiatr symbolizuje wolność.
Nieskończone możliwości symbolizuje.
Możliwość zamknięcia oczu na chwilę.
Nie patrzenia stale na wszystko i wszędzie.
Możliwość pójścia pod wiatr.
I pójścia w lewo lub w prawo.
Ja idę w lewo.
Pod wiatr idę.

Wychodzę.
Sama.
Wokoło ludzie się spieszą.
Siedzą w samochodach.
Biegną przez pasy.
A ja idę wolno.
Spokojnie pod wiatr idę.
W lewo idę.
Sama.

Rozkoszuję się tą chwilą.
Patrzę w niebo.
Pochmurne i szare.
Oddycham głęboko.
Pełną piersią oddycham.
Jaka cisza w tym zgiełku ulicy.
Jaki spokój w tym tłumie ludzi.

Wyciągam rękę po klamkę przed sobą.
Otwieram drzwi i wchodzę.
Poproszę razowy i dwie kajzerki.
Mówię.
Wyciągam z maleńkiej torebki portfel i płacę.
Wychodzę.

I wracam do domu.
Sama.
Te trzydzieści metrów od sklepu do domu wracam.
Tym razem z wiatrem.
I w prawo.

bojesiemyszko
macierzyństwo

Domek z kartonu

To wszystko zaczęło się od tego, że już trochę mam dosyć siedzenia w domu.

Mam tego siedzenia w domu dosyć na tyle, że zaczęłam fantazjować na temat pójścia do pracy.
A co za tym idzie, zaczęłam fantazjować na temat mojego ubioru w tej pracy.
A co za tym idzie, zaczęłam fantazjować na temat torebki, którą do tego ubioru będę nosić.

No i tak się jakoś złożyło, że żadna z dotychczasowych moich torebek, które cierpliwie czekają w szafie na lepsze czasy.
Nie do końca wpisywała się w te moje nowe fantazje.
Dlatego po burzliwych poszukiwaniach.
Kilku zwrotach i zmianach decyzji.
Zamówiłam idealną torebkę do pracy.
Która teraz dumnie na mnie patrzy z biurka pod ścianą.
Czekając aż za dziewięć miesięcy wyjdzie razem ze mną zdobywać świat.

Tymczasem pozostaje mi zdobywanie świata w domu.
A dokładniej zdobywanie domu w domu.
Czy jakoś tak.

Ta torebka zapakowana była w spory karton.
A ja już jakiś czas temu zauważyłam, że moja córeczka coraz częściej bawi się laleczkami.
Małymi króliczkami i myszką.
Odgrywa nimi różne scenki rodzajowe.
W stylu robienie siku i kupy.
Wspólne jedzenie miodu i bagietki duplo.
Lub kąpieli w plastikowym pojemniku na jedzenie z ikei.

Wzięłam więc torebkowy karton w obroty.
I zrobiłam dla tego całego towarzystwa domek.
Trochę na szybko.
Trochę na łapu capu.
Ale wyszło całkiem nieźle.
I dopóki nie kupimy „prawdziwego” domku.
Myślę, że ten świetnie daje sobie radę.

Kaja od rana pyta.

Mama pobawimy się domkiem?

Jasne mówię.

I siadamy obie naprzeciwko niego.
Układamy dywan.
Zapraszamy gości na urodziny króliczka.
Rozbieramy i ubieramy.
Kąpiemy.
Sikamy.
Jemy.
Kładziemy spać.
Czytamy książeczkę.

No i przede wszystkim rozmawiamy.

To znaczy myszka i króliczki rozmawiają z Kają.
Moim zmodulowanym głosem.

Kaja mówi na przykład.

Myszko już nie będzie biegunki.

I ja widzę w jej oczach strach.
Strach przed tą nieszczęsną biegunką widzę.
Myszka odpowiada moim modulowanym głosem.

Nie Kaju, już nie masz biegunki.
Ale wiesz co? Ja też kiedyś miałam biegunkę i to nie jest takie straszne.
To całkiem normalne gdy boli Cię brzuszek.
I czasem każdemu się zdarza.

Albo Kaja mówi tak.

Boję się iść do przedszkola Myszko.

Rozumiem Cię Kaju!
Ja też się trochę boję, ale w przedszkolu jest fajnie.
Są zabawki, są dzieci i mama zawsze po Ciebie wraca zaraz po tym jak zjesz zupę.

Albo tak.
Za ścianą płacze Jaś.
Kaja mówi.

Myszko mama musi nakarmić Jasia.

I ja widzę w jej oczach smutek.
Więc myszka odpowiada moim modulowanym głosem.

Tak Kaju.
Bo wiesz Jasio jest jeszcze malutki.
Mama się nim opiekuje tak samo jak opiekowała się Tobą jak byłaś mała.
Ale zaraz po tym jak go nakarmi to wróci do nas żeby się dalej bawić.

No i tak się razem bawimy tym domkiem.

Siadamy obie naprzeciwko niego.
Układamy dywan.
Zapraszamy gości na urodziny króliczka.
Rozbieramy i ubieramy.
Kąpiemy.
Sikamy.
Jemy.
Kładziemy spać.
Czytamy książeczkę.

No i przede wszystkim rozmawiamy.
To znaczy myszka i króliczki rozmawiają z Kają.

Bo czasem tak jest po prostu łatwiej.