Browsing Category

wierszyki

be_gratefull
wierszyki

Dziękuję

Dziękuję za dach.

Gdy za oknem deszcz i wiatr.

Za uśmiechy moich dzieci.

Męża przyjaciela.

Dziękuję za bzyczenie czerwcowego trzmiela.

Za odwagę, żeby z łóżka wstać.

Żeby zostać sobą, a nie kogoś grać.

Za wodę w kranie bez końca.

Dziękuję za promienie słońca.

Za księżyc.

Za motyle.

Dziękuję, że wciąż się czasem mylę.

Że bycie ideałem stale do zdobycia.

Dziękuję za lekcje w prezencie od życia.

Za brak nudy dziękuję.

Za to czego żałuję.

I czego nie żałuję.

Za szalone lata.

I dzisiejsze chleby.

Za sute stoły.

I klepanie biedy.

Że byłam tu.

I bywałam tam.

Że wiem, który to dobry.

A który zwykły cham.

I przede wszystkim dziękuję.

Że nie gubię wątku.

Chociaż dnia każdego.

Zaczynam od początku.

totalny_moment
wierszyki

Moment totalny puszczenia kierownicy

Czasem bym chciała jechać bez trzymanki.

Na rowerze.

Albo przez życie.

Tak się zwyczajnie puścić kierownicy.

Zobaczyć dokąd mnie to zaprowadzi.

Tak jechać bez trzymanki.

Przez poranki, południa, wieczory.

Przez chodniki, asfalty.

Przez trawniki.

Różane ogrody.

Przez pola.

Przez łąki.

Bagna.

Kamienne schody.

Bez trzymanki jechać.

Na skuterze.

Po klifach.

Greckie zakręty brać.

Bez trzymanki zupełnie.

Ręce wznieść do góry.

Spojrzeć w niebo.

Gdy cały dół na dole.

Mknie najszybszą prędkością z możliwych.

I o nic się nie bać.

Nie myśleć.

Nie martwić.

Ten wiatr poczuć.

We włosach.

Być zmuszoną do przymknięcia powiek.

Na krótką chwilę chociaż.

Wszystkie puścić stery.

Zaufać mocnym oponom.

Stopom.

Drodze.

Że poniosą w odpowiednim kierunku.

Włosy zapuszczam.

Po to właśnie.

Żeby się rozwiały.

W odpowiednim momencie.

Momencie totalnym puszczenia kierownicy.

Jazdy bez trzymanki.

Na rowerze.

Albo przez życie.

sea-gull-bird-sky-nature
wierszyki

Nie da się zostać mamą w jeden dzień

Nie da się zostać mamą w jeden dzień.
Wybaczyć w piętnaście minut.
Zapomnieć o kimś w dziesięć.

Nie da się napisać książki w tydzień.
Zbudować w miesiąc domu.
Nauczyć życia w rok.

Nie da się osiągnąć sukces w chwilę.
Być tą najlepszą wersją siebie.
Od tak od razu już.

Przebiec maratonu po paru przebieżkach.
Nie da się.
I przepłynąć rzeki po jednej lekcji pływania.

Za to da się codziennie powoli.
Krok po kroku.
Cierpliwie.
Nauczyć latać.
Najwyżej.

plackiwiersz
coś pysznego, wierszyki

wiersz i placki bananowe

Nie wiem jak Wy,
ale ja bardzo lubię wiersze.
A wiersze księdza Jana Twardowskiego, to już w ogóle lubię bardziej niż inne.
To jeden z moich ulubionych:

„Rachunek dla dorosłego”

Jak daleko odszedłeś

od prostego kubka z jednym uchem

od starego stołu ze zwykłą ceratą

od wzruszenia nie na niby

od sensu

od podziwu nad światem

od tego co nagie a nie rozebrane

od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska

od tajemnicy nie wykładanej na talerz

od matki która patrzała w oczy żebys nie kłamał

od pacierza

od Polski z raną

ty stary koniu.

Poza tym, że lubię wiersze księdza Jana Twardowskiego.
To bardzo lubię placki.
A placki bananowo-owsiane w szczególności.
Te placki są fajne, bo są zdrowe i słodkie.
Pomimo tego, że cukru do nich się nie dodaje.

Placuszki bananowo-owsiane

2 jajka

dojrzały banan

3 łyżki płatków owsianych

to wszystko miksujemy na gładką masę i smażymy małe placuszki.
Moja Kajcia uwielbia.
Mąż również.
Szczególnie polane miodem albo syropem klonowym.