chwile
macierzyństwo

Chwile, w których nas nie ma

W pewnym momencie następuje taki moment.
Że trzeba się z dzieckiem rozdzielić .
Najpierw są to pierwsze wyprawy do sklepu spożywczego po pomidory i szczypiorek.
Do Rossmanna po pieluchy i saszetkę relaksującej soli do kąpieli o zapachu lawendy.
A po jakimś czasie udaje się wyjść na dłużej do fryzjera.
Na kawę z koleżankami uda się wyjść też być może.
Aż nagle nie wiadomo kiedy dziecko idzie samo do dziadka.
Albo na spacer idzie samo.
To znaczy bez nas.
Tylko z dziadkiem.
Albo z tatą.
Albo z babcią.
Albo z wujkiem.
Albo z kimś kto nie jest nami po prostu.

Maciek był wczoraj sam u lekarza.
Sam to znaczy beze mnie.
Tylko z Jasiem.
I Pani doktor od razu wiedziała, że Jasio to nasze drugie dziecko.
Powiedziała zapraszam panów.
A potem powiedziała, że wie że Jasio jest drugi.
Że to widać od razu bo, że po pierwsze przyszedł tata.
A po drugie, że nie ma obłędu w oczach.

Jak ja sobie przypomnę ten obłęd co mieliśmy w oczach to nie chcę już sobie więcej tego przypominać.
Teraz jest o wiele łatwiej do lekarza chodzić bez tego obłędu w oczach na pewno.

No i tak jakoś czas leci, że Kaja zaczęła chodzić do żłobka.
To dopiero tego chodzenia do żłobka początki.
Ale są bardzo stresujące dla wszystkich członków rodziny.
Nawet dla Jasia bo on również wyczuwa ten stres i nawet go smakuje podobno w mleku matki.
A ja przypuszczam, że mleko o smaku stresu to nie smakuje najlepiej.
Tak jak na przykład smakuje mleko o smaku błogości i spokoju.
Więc bardzo Jasiowi współczuję, że musi teraz takie mleko pić.

W żłobku są zabawki, którymi się z Kają nie bawię.
Są zajęcia plastyczne, w których nie uczestniczę.
Kredki, których jej nie podaję.
Brokat, którego nie sypię.
Są kanapki, ziemniaki, brokuły, kotlety.
Których razem z moją córką nie jem.
Jest umywalka, w której to nie ja myję te jej małe rączki.
Piosenki, których nie śpiewam.
Plac zabaw, po którym za nią nie biegam.
Są sprawy, których nie znam.
I chwile, w których mnie nie ma.

I to w tym wszystkim właśnie.
W tym macierzyństwie moim.
Jest chyba najtrudniejsze.

Żeby pogodzić się z tym.
Że są chwile, w których mnie nie ma.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply miki 9 stycznia 2018 at 12:22 pm

    Wczoraj byłam z moją dwunastolatką, mierzącą 175 cm wysokości u lekarza. Rutynowa wizyta w celu podbicia karty szkolnej. I moja Córeczka o lekko pomalowanych oczach (no cóż, taki czas) obserwowała wraz ze mną czekające Maluchy. Urocze, śpiące bliźniaki jak z obrazka, pięknych, młodych rodziców zabawiających mikroskopijnego:) synka śmiejącego się bezzębną buzią. I pomyślałam sobie, że to niesamowite ile jeszcze czaka tych rodziców, ile niespodzianek, łez i uśmiechów z ich Maluchami u boku. Bo to niesamowite jak zmieniają się nasze Dzieci i my wraz z nimi:)
    A moja Córeczka wracając do domu spytała mnie czy może sobie przefarbować końcówki włosów, uśmiechając się szeroko i błyskając zębami prostowanymi przez ortodontę:)

    • Reply Iwa 10 stycznia 2018 at 9:13 am

      Tak bycie rodzicem jest niesamowite 🙂 Muszę się przyznać, że ja się tego zupełnie nie spodziewałam. Zarówno tego szczęścia i ogromu miłości jakie daje posiadanie dzieci jak i tej przytłaczającej odpowiedzialności i ciągłego niepokoju o dziecko…
      A ja chyba też jak miałam właśnie 12 lat to dostałam pierwszy tusz do rzęs – granatowy 🙂 fajnie jest mieć córkę!

  • Reply Marta B 9 stycznia 2018 at 10:58 am

    „Nie ma obłędu w oczach” 😀

    • Reply Iwa 9 stycznia 2018 at 11:31 am

      Jak Maciek mi o tym opowiadał to nie mogłam wytrzymać ze śmiechu 😉 faktycznie coś w tym jest, że przy pierwszym dziecku się mega panikuje.

    Leave a Reply