cierpliwosc_pieta
macierzyństwo

Cierpliwość do dziecka znajduję w swojej pięcie za pomocą kilku gadżetów

Z dzieckiem wiadomo.
Łatwo przedawkować.
A potem ma się ochotę je zwrócić.
Tam skąd przyszło najlepiej czyli tak naprawdę nie wiadomo do końca skąd.

Oddać ojcu nasienie.
Niech je zabiera z powrotem.

Spakować ten cały majdan.
Na który składa się góra nieuprasowanych mikro bluzeczek.
Spodeneczek.
Piżameczek.
Skarpeteczek.
Sukieneczek.
Pięć ton zabawek.
Nie będę wymieniać wszystkich z nazwy.
Bo to może zawiesić serwer.
Jakichś dziwnych sprzętów w stylu plastikowe wanienki.
Bujaczki.
Laktatory.
Podgrzewacze.
Fridy.
Gruszki.
Nosidła.
Wózki.
Foteliki.
Mikro meble.
Książeczki.
Specyfiki o nazwach jak zaklęcia z Harrego Pottera w stylu:
Linomag
Sudokrem
Octenisept
Esputicon

I to wszystko spakować w jakiegoś TIRa i wysłać na biegun północny.
Gdzie to wszystko zamarźnie.
Pokryje się lodem.
I zostanie pożarte przez polarne niedźwiedzie i polarne lisy.

Albo można gdzieś na dnie swojego jestestwa odnaleźć resztki cierpliwości.
Na przykład gdzieś w okolicach pięty albo w okolicach dużego palca u nogi.
Bo to, że wyżej już nic nie zostało…
Wiadomo.

No i ja na przykład tę cierpliwość w pięcie znajduję za pomocą paru gadżetów.

– gadżet numer jeden – bransoletki

Co jakiś czas kupuję sobie jakąś ładną bransoletkę. Taką, która nie podda się łatwo szarpaniu małej rączki. Czyli najlepiej ze sznurka. Albo taką bez wiszących elementów, które do dziecka krzyczą urwij mnie i najlepiej od razu wepchnij sobie do gardła.
No i w momencie kryzysu. Momencie deficytu cierpliwości. Ja sobie patrzę na taką bransoletkę na ręce i sobie myślę. O rany ale mam ładną bransoletkę. No naprawdę tak mi się podoba. Tak się cudownie prezentuje na nadgarstku. Taka jest delikatna i tak fajnie grzechoczę jak się nią potrząsa.

– gadżet numer dwa – lakier do paznokci

To znaczy w ogóle ładnie pomalowane paznokcie.
Szczególnie u rąk. Podobnie jak z bransoletką w chwilach kryzysu. Gdy na przykład moja córka od pół godziny odmawia umycia zębów. A jej szczoteczka wylądowała już dwa razy w sedesie. Raz w wannie. A raz został nią umyty nocnik. To ja sobie patrzę na paznokcie. I myślę. O kurcze Iwa. Ale też masz piękne te paznokcie. No serio ten kolor rewelacyjny. I jak lśni jak się błyszczy. Jak się w nich ta łazienkowa lampa odbija pięknie.

– gadżet numer trzy – lody

Gdy zdarzy się na przykład taka sytuacja. Że po całym dniu szaleństwa. Zjadaniu ślimaków. Spacerów po parapecie. Tarzaniu się w błocie. Oraz bieganiu po schodach w górę i w dół sto razy. Moja córka stwierdza, że wcale nie chce iść spać tylko woli mi wkładać palce do nosa. Trenować w śpiworku pozycję psa z głową w dół. Oraz wymieniać po stodziewiętnaście razy wszystkich członków naszej rodziny i okolicznych zwierząt czyli mama, tata, baba, dada, gonio, gudio, ljelo, ania, łałał oraz maaam z pytaniem czy oni na pewno też będą niedługo szli spać. To ja przełykam ślinę. Wyjmuję mały palec z nosa. I myślę o lodach. O lodach, które są dziesięć metrów ode mnie. W zamrażarce na mnie czekają. I są tam aktualnie lody pistacjowe. I są bakaliowe. Oraz waniliowe. I ja sobie myślę tak. Już niedługo. Już za momencik. Jak ta mała niecna surykatka zaśnie to ja sobie pójdę do kuchni. Otworzę zamrażarkę. Wyjmę tę miseczkę turkusową z Ikei. I sobie nałożę trochę pistacjowych. Trochę bakaliowych. I trochę waniliowych. Siądę na kanapie. Przymknę lekko oczy i będę się delektować smakiem. Tych rozpuszczających się na języku lodów. Pistacjowych. Tych bakaliowych. Oraz waniliowych.

– gadżet numer cztery – plany

Super w chwilach zwątpienia jest mieć jakieś plany. Gdy moja córka zostawiona na sekundę w łazience bez pieluchy. Po moim powrocie tarza się we własnym moczu rozcierając go po wszystkich kątach łazienki. I swoich anielskich blond lokach. A nocnik leży do góry nogami w wannie. Oczywiście pusty. To ja sobie myślę. Ale super, że za miesiąc idę do fryzjera. Normalnie cudownie będzie. Bosko tam będzie. U tego fryzjera za miesiąc. Tak sobie siedzieć bez ruchu. I bez moczu na podłodze no cudnie po prostu wspaniale. I jak świetnie, że w sobotę idę z dziewczynami na pizzę. Zamówię sobie do tego lemoniadę ogórkową za szesnaście złotych. A za pół roku to ja już w ogóle się umówię na piwo. I chyba zaraz już zacznę sobie termin rezerwować. Żeby móc o tym myśleć w chwilach takich jak do tej co trwa teraz podobnych. Czyli w chwilach wycierania moczu z każdego kąta łazienki. I w chwilach wstawiania obsikanej córki pod prysznic. Po raz czwarty w tym tygodniu.

Powoli zdaję sobie sprawę, że przy drugim dziecku będę potrzebowała tej cierpliwości w sobie znajdywać podwójnie.
Więc cieszę się bardzo, że tak jest skonstruowana kobieta.
Że ma pięty dwie a nie jedną.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Marta B LoveLife 23 czerwca 2017 at 1:28 pm

    Super, też muszę zacząć walczyć z brakiem cierpliwości w taki sposób

    • Reply Iwa 10 lipca 2017 at 9:57 pm

      polecam 🙂

    Leave a Reply