ladniezyc
życie

Ciężko jest ładnie żyć

Jakoś tak mam, że lubię jak jest ładnie.

Lubię chodzić na przykład do Tk maxx bo tam są bardzo ładne rzeczy.
Szczególnie w tym dziale z rzeczami do domu.

Lubię taki sklep co się nazywa Rzeczownik.
Można tam kupić długopisy.
Różne zeszyty.
Notesy.
I papeterie.
No i to wszystko tam jest bardzo ładne.

Lubię chodzić na targi rzeczy ładnych.
Bo sama nazwa wskazuje co tam można zobaczyć.

Przyznam się, że czasem kupię jakąś książkę bo mi się bardzo podoba okładka.
Magazyny i gazety kolekcjonuję namiętnie.
Tylko te ładne oczywiście.

No tak jakoś mam, że lubię w domu się otaczać ładnymi przedmiotami.

Płyn do mycia naczyń.
Zamiast w plastikowej butelce z napisem ludwik czy inny morning fresh.
Przelewam do szklanego dozownika.
Tak samo jak mydło do rąk w łazience.

Puste butelki po wodzie wrzucam do specjalnego miętowego kosza.
Który jest ładny.
I w którym tych pustych brzydkich butelek nie widać.

No takie tam wiecie.
Różne triki stosuję żeby było ładnie.

Pół roku Maćka męczyłam o zawieszenie suszarki na pranie nad wanną.
Bo niesamowicie mnie denerwowała rozstawiona suszarka na środku salonu.
Dzień w dzień.
Pomimo umowy, że to tylko na czas prania.
Ale jak się robi codziennie pranie to taka jest rzeczywistość.
Brzydka.
W postaci wiszących na środku salonu spranych różowych gaci z napisem sweet.
Które kupiłam sobie kiedyś w Viktoria’s Secret.

Mój mąż też lubi jak jest ładnie.
Ale nie dogadujemy się tutaj jeden do jednego.

Dla niego żyć ładnie to znaczy na przykład.
Że jak myje samochód to trwa to trzy dni.
Pierwszego dnia go myje.
Drugiego go odkurza w środku.
A trzeciego go poleruje jakimiś woskami.
I to jest dla niego ładnie.

A mi wystarczy ten pierwszy etap.
Plus jakaś fajna zawieszka zapachowa.
Na przykład ostatnio kupiłam bardzo fajną w kształcie świeczek yankee candle o zapachu wanilii.

Dla Maćka niedopuszczalna jest taka sytuacja.
Że jak on wiesza roletę w pokoju Kajki.
To ta po zwinięciu jest dwa milimetry wyżej po lewej stronie niż po prawej.
Więc on to poprawia tak długo.
Aż ja zdążę zrobić obiad, odkurzyć i powiesić pranie.
W poniedziałek, wtorek i środę.
I dopiero wtedy to jest dla niego akceptowalnie ładnie powieszona roleta.

Dla mnie ładnie żyć to znaczy na przykład.
Że jak obieram ogórki na mizerię.
Albo jem bób lub czereśnie prosto z miski.
To obok kładę sobie miseczkę na obierki i pestki.
I zaraz jak skończę to to wyrzucam do kosza.

A dla mojego męża ta miseczka jest zbędna.
On uważa, że w tej roli pojemnika na pestki obierki i inne skórki.
Świetnie się sprawdza blat kuchenny.
I że może to potem tam leżeć bez problemu pare godzin.
Dopóki ja tego nie wyrzucę.

Tak więc różnice między nami pewne są.

Była ostatnio taka sytuacja.
Wieczorem.
Gdy ja usypiałam Kaję.

Bo my tak mamy zazwyczaj.
Że usypiamy dziecko na zmianę.
Chyba, że jest jakaś ważna sprawa.
Na przykład kawa z przyjaciółkami.
Albo manicure.
To wtedy wiadomo.
Maciek usypia.
No ale tego dnia akurat była moja zmiana.

Kaja miała jakiś gorszy dzień.
I trwało to mniej więcej godzinę i dwadzieścia trzy minuty aż wreszcie zasnęła.

Ja zdążyłam w tym czasie opowiedzieć dziecku bajkę o marynarzu i jego dwóch kotach.
Jedną ręką trzymać maleńką rączkę.
A drugą przejrzeć ulubione profile na instagramie od roku 2013.
Zrobić w głowie listę gości i szczegółowe menu na urodziny Kajki.
Policzyć wszystkie włosy na lewym przedramieniu.
I napisać maila do administracji w sprawie kotów, które załatwiają się w piaskownicy.

Po tak wyczerpującej godzinie i dwudziestu trzech minutach udałam się do salonu.
Gdzie to zastałam mojego męża wyobraźcie to sobie na kanapie.

Mąż leżał.
Obok niego stało otwarte piwo Tyskie.
Zero trzy butelka.
A w rękach on trzymał gazetę.

I nie byłoby w tym niczego dziwnego.
Gdyby nie to, że wokół niego był istny Grunwald po bitwie.

Wszędzie rozwalone książeczki.
Klocki.
Lalki.
Oraz misie.

Na stole resztki kolacji.
Nawet masło w połowie już płynne nadal stało poza lodówką.
Piach z piaskownicy na podłodze roztargany.
I kawałek pomidora wtarty w dziecięce krzesełko.

Nie do wiary myślę sobie.
Jak on tak może leżeć.
I się relaksować na tej kanapie.
Piwo pić Tyskie zero trzy butelka.
I gazetę czytać.
Gdy wokół niego taki się roztacza nieład.

Jak on tak potrafi nie widzieć tego.
Nie przejmować się tym bałaganem.
Odpoczywać sobie.
Gdy wokoło jest tak nieładnie.
No jak?

Pytam go.
W tym jednym pytaniu cały swój zawierając żal do niego i niepokój o stan jego psychiki.

Maciek, ale co się stało?

A on na mnie patrzy i mówi:

Nic się nie stało.
Piwko sobie piję.

I bierze łyka tego piwa Tyskie.
Zero trzy butelka.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply Monica 10 sierpnia 2017 at 8:49 pm

    W korytarzu potrzebny jest chodnik, zwłaszcza gdy na podłodze położono kiedyś paskudnie-brązowe kafelki. I ten brąz osłabia mnie za każdym razem kiedy wchodzę do domu czyli dość często:) A ostatnio udało mi się kupić chodnik fantastycznie pasujący do tego mojego korytarza. W kolorze szaro-gołębim, szaro-świetlistym, szary a prawie błękitny. Korytarz wydał mi się jak nowy, a chodnik do tego jeszcze z przeceny. Mąż zmian nie zauważył w ogóle. I już sama nie wiem czy tylko ja widzę ten blask zmian bijący od chodnika z wyprzedaży…

    • Reply Iwa 11 sierpnia 2017 at 10:37 pm

      Ha ha ha 😉 mężczyźni mają klapki na oczach jeśli chodzi o takie rzeczy. Mój dopiero jak czegoś nie może znaleźć to zauważa, że coś się zmieniło.

  • Reply Dagmara 8 sierpnia 2017 at 10:19 pm

    Skąd ja to znam… Ja tego po prostu nie rozumiem, że IM (czytaj: facetom) ten cały bajzel nie przeszkadza. No jakaś pomroczność chyba. Albo wybiórcza ślepota. Mój mąż dwa tygodnie był w domu sam, potem jeszcze tydzień był z nami poza domem. Wracamy, a tu w każdym kącie pajęczyna, na telewizorze półcentymetrowa warstwa kurzu, suszarka do prania jak przed moim wyjazdem z domu była rozstawiona w salonie, tak dalej stała, z jednym t-shirtem wyschniętym na amen. Dla mnie niepojęte, że można funkcjonować w takich warunkach. Ale jak widać – można i to bez szkody dla zdrowia psychicznego.

    • Reply Iwa 11 sierpnia 2017 at 10:57 pm

      Mi się nawet wydaje, że te ich męskie podejście jest lepsze dla psychiki. Niestety ja tak nie potrafię. Jak siądę z herbatę na kanapie a jest nieposprzątane to już po sekundzie się zrywam żeby posprzątać, bo mi herbata w gardle staje 😉

    Leave a Reply