lody
życie

Czym się różni mój mąż od lodów

Gdy byłam w pierwszej ciąży.
To tak się jakoś złożyło, że wykryto u mnie cukrzycę ciążową.
A taka cukrzyca to nie przelewki.
Tak naprawdę nie można jeść prawie nic.
To znaczy nic słodkiego.
Oraz nic co ma w sobie cukier ale na pierwszy rzut oka słodkie nie jest.
Na przykład pieczywo.
Prawie każde ma dodatek mąki pszennej, która bardzo podnosi poziom cukru we krwi.
Albo makaron.
Albo ziemniaki.
Albo owoce a już szczególnie banany.

I gdy tak byłam w tej pierwszej ciąży.
To tak się jakoś złożyło, że byliśmy z Maćkiem nad tym
samym morzem co teraz.
W tym samym dokładnie miejscu.
I chodziliśmy do tej samej co teraz cukierni.
W której mój mąż za każdym razem przeżywa ekstazę.
Jego oczy pokrywają się taką cukrową mgiełką gdy zagląda do gabloty na równiutko ułożone ciastka.
Eklerki.
Biszkopty z truskawkami i galaretką.
Oraz miłość Jego największą – tartaletki z budyniem i malinami.

I w tej też cukierni poza ciastkami.
Są lody.
I ja te dwa lata temu raz na trzy dni kupowałam sobie wieczorem jedną kulkę śmietankowych.
W pojemniczku bo wafelek za słodki.

Jadłam tę kulkę z namaszczeniem.
Najwolniej jak się dało.
Oblizywałam plastikową łyżeczkę.
I to był raj.
Smak śmietanki rozpływał mi się na języku.
Wszystkimi tę śmietankę chłonęłam zmysłami.

A w tym roku zamówiłam sobie puchar lodowy bakaliowy.
W skład którego wchodzą trzy kulki lodów.
Polewa toffi.
Bakalie wszelakie.
Posypka z czekolady.
Dwa ciasteczka w kształcie misia.
Oraz fura bitej śmietany.

Zamówiłam to sobie bo co.
Nie będę na wakacjach sobie przyjemności odmawiać.
Tym bardziej, że takiego deseru nie jadłam wieki.
I zawsze o takim marzyłam.
Jak innych taki lodowy puchar bakaliowy jedzących widziałam.

No i ja te lody ledwo zjadłam.
Przy drugiej kulce zagryzanej ciasteczkiem misiem oblepionym toffi zaczęło mi się robić niedobrze.
A kończąc trzecią kulkę z toną bakalii w bitej śmietanie to ja już żałowałam, że w ogóle nie zostałam na plaży.
Pomimo temperatury w wysokości 15 stopni.
Która towarzyszyła nam przez trzy czwarte wyjazdu.

No ale na tej plaży.
W bluzie, dresie i kurtce.
Z piachem sypiącym w oczy.
I rozwianym włosem.
Na pewno nie zamówiłabym pucharu lodowego bakaliowego.

I tu jest pies pogrzebany.
Bo jakby na to nie patrzeć.
Mój mąż z lodami ma wiele wspólnego.
Oboje cieszą się moją sympatią.
Po pierwszym chłodnym zetknięciu, wybuchają słodyczą.
I zarówno lody jak i mojego męża, najłatwiej znaleźć w cukierni.

Aczkolwiek jest jedna zasadnicza różnica.
Jedna kulka lodów smakuje lepiej niż trzy.
A z mężem odwrotnie.
Im go jest więcej tym lepiej.

A ja po wakacjach jestem na podwójnej diecie.
Jednej od lodów.
A drugiej od męża.
I powiem szczerze, że o wiele gorzej znoszę tę drugą.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply