dwaobiady
macierzyństwo, przepisy

Dwa obiady

W życiu każdej matki jest tak, że zdarza jej się nie mieć zrobionego obiadu.
Tfu.
W moim życiu jest tak, że zdarza mi się nie mieć zrobionego obiadu.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że są też takie matki.
Które codziennie mają gotową zupę.
Najlepiej jeśli jest to krem z kilku warzyw sezonowych.
Na rosole z ekologicznej sztuki mięsa.
Na drugie są brokuły do wyboru z marchewką do wyboru z burakiem.
Bo każda matka wie, że przecież warzywa w diecie dziecka.
Oraz w swojej własnej diecie.
To podstawa zdrowia i dobrego samopoczucia.
Oraz to podstawa zgrabnego pośladka lewego oraz prawego.

Do tego tak zwanego bukietu warzyw.
Taka mama podaje indyka gotowanego na parze.
Albo ewentualnie rybę.
Najlepiej dziką z Alaski.
Niczym nie skażoną.
I wolną niczym Kevin Costner w filmie „Tańczący z wilkami”.
Albo nawet wolną niczym wilk z filmu „Tańczący z wilkami”.

No i ta mama, która zupełnie nie jest mną.
Codziennie po takim obiedzie.
Do którego zapomniałam dodać, że podaje kaszę jaglaną, albo kaszę jęczmienną albo kaszę quinoa.
To taka mama potem na deser podaje domową galaretkę oczywiście bez cukru na ekologicznej żelatynie.
Tak aby wzmacniać układ odpornościowy swój i swojego dziecka.

Taki obiad u takiej mamy to standard od poniedziałku do niedzieli.
Z wyjątkiem raz na miesiąc, kiedy to jest zbyt zmęczona żeby robić aż trzy rodzaje warzyw.
Więc pozwala sobie na małe szaleństwo i podaje mizerię.
Którą wiadomo, że każdy lubi.

A ja.
Niczym ten wolny wilk z „Tańczącego z wilkami”.
Zupełnie tak nie mam.
Budzę się około godziny trzynastej.
Gdy to zaczyna mi i córce burczeć w brzuchu.
I myślę sobie co by tu zrobić na obiad.

Czasem mam resztki z dnia wczorajszego.
I takie dni to ja lubię najbardziej.
Czasem wygrzebię z czeluści zamrażarki jakiegoś kotleta z 2009 roku.
A czasem to moja mama mi przywiezie taki obiad w stylu tego z zupą i drugim daniem.
A nawet powiem nieskromnie, że lepszy.
I to już jest wypas nad wypasy.
Cała rodzina ucztuje.
Maciek zabiera swoją porcję następnego dnia do pracy.
I szpanuje totalnie przed kolegami.
Nadziewanymi pieczarkami.
I pieczoną kaczką z pomarańczami.

Tymczasem gdy taki dzień się nie trafi.
I kończą się zamrażarkowe zapasy.
Gdy nie chce mi się iść do sklepu po naleśniki z serem.
Albo pierogi leniwe.
Firmy brawaty, które są mega dobre.
To ja mam takie swoje patenty.
Na zdrowe, zjadliwe i bardzo szybkie do zrobienia dwa obiady.
Zawsze jest szansa, że mam w domu składniki na zrobienie jednego z nich.

Pierwszy obiad to:

MAKARON Z POMIDORAMI

U nas w domu pomidory są prawie zawsze.
Bo to moje ulubione warzywo jest.
A jak akurat nie ma to chociaż jakaś puszka z pomidorami się znajdzie.
Makaron też zazwyczaj jakiś jest.
Staram się kupować pełnoziarnisty.
No bo jednak najgorszą matką nie jestem.
Oczywiście jak macie tylko zwykły to nie znaczy, że jesteście najgorsze.
Macie na pewno masę innych rzeczy, których nie mam ja.
Zresztą jakikolwiek makaron będzie świetny!
I teraz możemy poszaleć.
Bo do tych pomidorów na patelnię z oliwą wrzucamy co tylko chcecie.
Na przykład czosnek.
Zioła prowansalskie.
I jak macie to jakieś inne warzywa.
Na przykład cukinię.
Albo bakłażana.
Czekacie aż to się rozdziabdzia.
I mieszacie z makaronem.
Całość zajmuje około 20 minut.

Drugi obiad to:

RYŻ Z JABŁKAMI

To jest obiad dla mnie osobiście gorszy.
Wolę makaron.
Ale za to mój mąż lubi to bardzo, więc zabiera sobie resztki następnego dnia do pracy.
Przepis jest jeszcze prostszy niż ten pierwszy.
Wystarczy mieć kilka jabłek, cynamon i ryż.
Ryż gotujemy.
Jabłka obieramy i kroimy w małe kawałki.
Wrzucamy do garnuszka.
Dolewamy trochę wody.
Sypiemy cynamonem.
I czekamy aż się zrobi z tego taka beżowa breja.
Dodajemy do ryżu.
I jak chcecie wersję lux to można dodać trochę jogurtu naturalnego.
Albo serka waniliowego – ale tu już mniej zdrowo bo w tym serku UWAGA jest zazwyczaj cukier 😉

Takim oto sposobem.
Za pomocą tych dwóch obiadów.
Udaje mi się uratować wizerunek nie najgorszej matki.
Oraz nie zagłodzić oczekującej strawy rodziny.
I dzisiaj właśnie jest ten dzień kiedy jemy ryż z jabłkami.
Ponieważ wczoraj już jedliśmy makaron z pomidorami.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

6 komentarzy

  • Reply monica 31 sierpnia 2017 at 5:13 pm

    Mój znajomy, który ma 8 Dzieci:) zdradził mi sekret wspólnych posiłków. Ja to zrobić aby nikt nie marudził przy jedzeniu…Zdycydowano, że są serwowane obiado-kolacje gdy wszyscy są absolutnie głodni i nie w głowie im marudzenie. Dosyć drastyczne z punktu widzenia mniejszych rodzin…:) ale bardzo praktyczne:)

    • Reply Iwa 31 sierpnia 2017 at 8:30 pm

      ośmioro dzieci!!!!! a ja się martwię jak dam radę z dwójką 😉 obiadokolacje to świetny pomysł! gorzej, że ja sama już koło 13-14 umieram z głodu…

  • Reply Marta B 29 sierpnia 2017 at 8:33 pm

    Każda mama ma taki obiad w swoim menu dopiszę jeszcze jajka sadzone albo parówki

    • Reply Iwa 29 sierpnia 2017 at 9:56 pm

      🙂 no wiadomo. Parówki są u nas czasem na śniadanie.

  • Reply Monica 29 sierpnia 2017 at 8:30 pm

    Moje dorastające Dzieci niestety odmawiają ryżu z jabłkami twierdząc, że to jedynie deser…Ups.Makaron z dodatkami nie w smak Synowi, a Córka chętnie więc ostatecznie nie serwuje, gdyż musiałabym dwie potrawy różne na stole wystawić. Syn starszy kotlety wita z entuzjazmem, może być nawet sztuk trzy (ojjj, a myślałam, ze zostanie coś na jutro), a Córka zaczyna coś przebąkiwać o posiłkach i dietach oczyszczających (już? tak szybko dorosła do tego szaleństwa).Ale został jeszcze Junior. On to jest absolutnie wybredny, ale makaron („czysty”) i ryż („czysty”) zje.Uff.

    • Reply Iwa 29 sierpnia 2017 at 9:58 pm

      Ha ha ha 🙂 no tak! nie pomyślałam, że przy większej ilości dzieci może być rozjazd z upodobaniami kulinarnymi…

    Leave a Reply