weekend2
pomysły na weekend

Film, książka i ciasto marchewkowe

A może by tak zacząć pewną tradycję.
Tradycję dzielenia się z Wami raz w miesiącu fajnymi pomysłami na weekend.
Fajnymi oczywiście w moim przekonaniu, bo wiadomo, że nie każdy się tym samym ekscytuje tak samo.

Ponieważ to już po raz drugi, to założyłam specjalny dział “pomysły na weekend”, pod którym będą właśnie tego typu posty.

Także tak.
Zacznijmy może od filmu.

– Film

Film jakoś udało nam się znowu w miarę szybko (czytaj w 45 minut) wybrać.
I aż nie byliśmy do końca pewni czy już go nie oglądaliśmy, bo film się wydawał atrakcyjny od pierwszego wejrzenia, to jest od tytułu i aktora na okładce.
A nie jest to bynajmniej nowość, tylko film z 2012 roku.
Tytuł filmu to “Magiczne lato” więc sami widzicie – bardzo atrakcyjny – zarówno pod kątem lata jak i kątem magii.
Aktor to Morgan Freeman i tutaj już od razu wiadomo, że to nie może być zły film.
Kto Pana Morgana zna ten wie.
Film jak dla mnie cudny.
Akcja płynie bardzo wolno.
Właściwie to prawie jej nie ma.
Są za to prawdziwi ludzie.
Emocje.
Miłość.
Lato.
I dzieci.
Beztroskie.
Nad jeziorem.
W brudnych tenisówkach i za dużych ogrodniczkach.
A!
I jest oczywiście pies.
Jest coś takiego w tym filmie dobrego.
Coś czego ja zawsze w każdym filmie i każdej szukam książce.
Coś takiego, że potem się długo uśmiechasz.
Ten film to ma.
Od początku do końca.
Maćkowi też się podobał!
Więc polecam na wieczory we dwoje.

– Książka

W sobotę wybrałam się na Targi Książki Dziecięcej Przecinek i Kropka.
Targi odbywały się w centrum handlowym, więc korzystając z okazji wcześniej pobuszowałam po paru sklepach.
Co się skończyło tak, że na targi trafiłam objuczona torbami.
Winę zwalam trochę na wyżej opisany film.
Bo nie mogłam po prostu się oprzeć za dużym ogrodniczkom w jakich występowała jedna z głównych bohaterek i nabyłam identyczne w dziale dziecięcym ha i em dla swojej magicznej dziewczynki na jej magiczne lato.
Poza tym słomkowy kapelusz i espadryle.
Na lato magiczne niezbędne.
Na targi poza torbami zakupów, trafiłam w puchowym płaszczu gdyż rano wychodząc z domu mój termometr pokazywał stopni 4.
Na targach jednakże było stopni conajmniej 24 więc po chwili zrobiło mi się słabo.
Na szczęście byłam z koleżanką, która przejęła ode mnie na chwilę torby i ogólnie jakoś zrobiło się lepiej.
Niestety dopiero przy wyjściu zauważyłam, że była na targach szatnia.
Do tego darmowa.
Na targach jak to na targach na początku chciałam kupić wszystko.
Pod koniec nie chciałam już kupować niczego, tylko jak najszybciej wrócić do domu, gdzie jest względna cisza, względny spokój, zimna woda do picia i tylko jedno dziecko.
Bo na tych targach było dzieci milion.
Było też milion balonów dla każdego z tych miliona dzieci.
I mniej więcej co dwie minuty, któryś z tych balonów pękał.
Wywołując atak płaczu u właściciela pękniętego balona.
I stan przedzawałowy u mnie.
Finalnie kupiłam dwie książki.
Ale dzisiaj pokaże Wam jedną.
Książeczka “Przesuń paluszkiem. Na nocnym niebie” jest super.
Na każdej stronie, łącznie z okładką jest specjalne okienko na mały paluszek.
Którym można przesuwać elementy i zmieniać obrazek.
Zapalać i gasić światła w oknach.
Tworzyć na niebie tęczę.
Albo płynąć po wodzie stateczkiem.
Na Kajce książeczka zrobiła piorunujące wrażenie.
Szczególnie okładka, na której w jednym z mikro okienek pojawia się po przesunięciu paluszkiem mikro kotek.
Bardzo, bardzo fajna książeczka!
Jest kilka różnych z tej seri.
Z tego co pamietam to chyba cztery.
Także do wyboru do koloru.

– Ciasto marchewkowe

No i jak na tradycję przystało nie ma weekendu bez czegoś słodkiego.
Gdyby nie pogoda to pewnie wybralibyśmy się na lody.
Ale ze względu na ponurą atmosferę na dworzu i powoli gnijące marchewki w lodówce, powstało ciasto marchewkowe.
Z mojego ulubionego przepisu.
Tym razem nie White Plate a z Kwestii Smaku.
Ja je modyfikuję trochę, nie daję ananasa (bo nigdy nie mam go w domu) i wiórków kokosowych też nie daję (bo też ich w domu nigdy nie mam).
Polewy nie robię bo mi szkoda czasu – i nie mam połowy składników w domu 😉
Więc tak naprawdę to przepis jest zupełnie inny niż ten podany na stronie…
Ciasto jest wilgotne.
Pachnące cynamonem.
I bardzo słodkie.

Przepis według moich modyfikacji wygląda tak:

2 jajka
200 g drobnego cukru lub cukru pudru
150 ml oleju roślinnego
200 g drobno startej marchewki
50 g posiekanych orzechów włoskich
200 g mąki
po 1 łyżeczce cynamonu i sody
szczypta soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Jajka ubić.
Dodać cukier i dalej ubijać aż masa będzie gładka i puszysta.
Wciąż ubijając na wysokich obrotach, dolewać ciągłym, cieniutkim strumieniem olej.
Dodać marchewkę i orzechy.
Delikatnie wymieszać.
Do osobnej miski przesiać mąkę, dodać cynamon, proszek do pieczenia, sodę i sól, wymieszać. Przesypać do miski z marchewką i delikatnie połączyć wszystkie składniki. Piekarnik nagrzać do 150 stopni C.
Ciasto wyłożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia.
Piec przez 1 godzinę, do suchego patyczka.
Jeśli użyjemy mniejszej tortownicy, np. ok. 21 cm, ciasto należy piec dłużej, ok. 1 i 1/2 godziny.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply Ania 30 kwietnia 2017 at 3:28 pm

    Iva, nie zrobiłaś żadnych modyfikacji ! ten przepis znam od ponad 40 lat z Norwegii , dużo późniaj znalazłam go na Food on the move, a w 2o10 na kvestia smaku…
    Pozbycie się nieistotnych ingrediencji ..ananasa czy wiórków kokosowych to nie modyfikacje!
    Przepis jest doskonały i miło że podajesz źródło ..
    pozdrawiam

  • Leave a Reply