jakmasloorzechowe
życie

Jak masło orzechowe zaprowadziło mnie do szafy męża

Zazwyczaj tak to się właśnie zaczyna.
Zupełnie niewinnie.

Że niby ja tylko chciałam zrobić sobie kanapkę z masłem orzechowym.
A tu nagle to masło orzechowe mi się z ręki wymyka.
Słoik z masłem rozbija się o beżowe kafelki.

Nie podobają mi się te kafelki, cóż zrobić.
Nie wszystko się w życiu musi podobać.

Na przykład mi się też nie podoba, że od urodzenia mam mało brwi.
Za mało ich mam i do tego jasne i w ogóle ich przez to nie widać.
Wygląda to tak, że mam oczy a potem od razu czoło.
No i to wygląda dziwnie.

I średnio mogę do tego dopasować jakąś fryzurę.
A jak już sobie czasem pomaluję to miejsce gdzie się normalnie powinny znajdować brwi kredką.
To to wygląda jeszcze dziwniej.
Bo nagle to wygląda o rany co Ci się stało, że masz brwi.
No dziwnie.

Spadł mi ten słoik z masłem orzechowym i się rozbił.
Tak się rozbił w sobie na szczęście a nie jakoś bardzo na boki.
Ale tak jak to w sytuacjach rozbicia słoika bywa trochę się narobiło bałaganu.

Ja mam małe dzieci.
Co prawda jedno jeszcze leżące.
Ale drugie za to chodząco, tarzająco, wiercące i wszędzie wtykające swoje małe stopy.
Więc ja muszę takie rozbite słoiki sprzątać bardzo porządnie.

No i tak to się zaczęło od tego rozbitego słoika.
Na szczęście najpierw zdążyłam zrobić kanapkę zanim do tego doszło.
Więc zjadłam ją w milczeniu patrząc na rozbity na beżowym kafelku słoik.

Pomyślałam, że cholera dopiero dwa dni temu kupiłam to masło.
I że dlaczego ono nie mogło się rozbić na przykład za dwa tygodnie.
Że wtedy to byłoby o wiele mniej szkoda.
A tak to jest szkoda wielka.
Bo masła w rozbitym słoiku jest sporo.
I trzeba to będzie wszystko wyrzucić.

I tak sobie rozmyślałam patrząc na słoik.
A potem się zaczęło.

Wyrzuciłam całość do kosza.
Zebrałam resztki szkła.
Wytarłam resztki masła.
Pomyślałam, że przy okazji umyję te brzydkie kafelki.
Więc najpierw je odkurzyłam.

Potem mnie zaczęły razić ufajdane fronty szafek w kuchni.
Więc też je umyłam.
A potem jak już wyjęłam ten płyn do szyb.
To przeleciałam od wewnątrz okna w salonie.

Odkładając płyn wpadł mi w ręce domestos.
Więc przeleciałam sedesy.
Następnie poszły umywalki i łazienkowe lustra.
Przy okazji wstawiłam pranie.
I zajrzałam do szafy męża po czyste ręczniki.

Oczom mym ukazał się widok taki.
Jakbyście zanurkowali do takiego niebieskiego kontenera z ciuchami.
Które stoją na każdym osiedlu.
Koszule w amoku porozrzucane, pokiełbaszone totalnie.
No istne piekło Dantego.

Napisałam na kartce w przedpokoju dużymi literami.
KUPIĆ WIESZAKI

I tak się na chwilę zastanowiłam nad tym.
Że co ja w tej szafie robię?
Bo plany zupełnie inne dziś miałam.
Lecz tak to się zazwyczaj właśnie zaczyna.

Więc dopisałam:
KUPIĆ WIESZAKI…I MASŁO ORZECHOWE

Previous Post Next Post

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply miki 25 lutego 2018 at 11:56 pm

    Mąż nabijał miotłę na kij. Kiedyś mieliśmy taką miotłę, która wypadła z kija. I dzięki temu pękł jeden kafelek na podłodze w kuchni gdyż wbijał energicznie. Bardzo się z tego ucieszyłam, gdyż serdecznie nie lubię tej musztardowocoś podłogi. Z zadowoleniem patrzyłam więc jak pęknięty kafelek pękł do końca by zostawić dziurę w podłodze. Pomyślałam, że może dzięki temu zmienimy nareszcie podłogę. A potem moje małe Dziecko biegło przez kuchnię w ucieczce dzikiej i widziałam jak upadło na podłogę i wbiło sobie dłoń w kawałek kafelka z dziury, która mnie tak cieszyła. I po powrocie z pogotowia z oklejoną, małą rączką, okleiłam dziurawy kafelek srebrną taśmą. Dzieciom podoba się…:)

  • Leave a Reply