pakowanie2
macierzyństwo

Jak się spakować na wyjazd z dzieckiem

W sobotę wyjeżdżamy.
Wreszcie, nareszcie wyjeżdżamy z tej zasmogowanej Warszawy.
Z topniejącym śniegiem.
Z bezlistnym drzewostanem.
Z wszechobecnym błotem, brudem i psimi kupami.
No trzeba przyznać, że marzec to nie jest najpiękniejszy miesiąc.

Ale wyjeżdżamy.
Wyjeżdżamy daleko.
W góry.
Ale o tym napiszę potem.

Tak czy siak wyjazd zawsze nierozłącznie wiąże się z pakowaniem.
Zastanawiam się czy kiedykolwiek jeszcze wyjadę gdzieś bez pakowania.
Bo chyba nigdy nigdzie bez pakowania do tej pory nie wyjechałam.
Teraz zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo w sumie mogłam sobie na to pozwolić.

Tak jakoś ze trzy lata temu, po prostu wziąć portfel, telefon i pojechać na lotnisko.
Polecieć do Malagi.
Pójść na lody o smaku malaga.
Upić się mojito w takiej restauracji, gdzie serwują do drinków darmowe tapas.
I potem w hotelu jakimś wypasionym umyć się tymi mini szamponami i balsamami mini się natrzeć.

Echhh rozmarzyłam się, więc pora wracać na ziemię.
Do marcowej Warszawy i życia w rodzinie, która za dwa dni wybiera się w góry.

Pakowanie.
O pakowaniu to my rozmawiamy już od miesiąca.
Że trzeba się dokładnie zastanowić co kupić.
Co zabrać ze sobą.
Co wziąć koniecznie a z czego może jednak zrezygnować.
I jakoś tak na tym zastanawianiu się kończy.

Marzę o tym, żeby nagle wszystkie rzeczy same się spakowały.
Same wcześniej uprały i wyjęły z piwnicy.
Żeby się do samochodu zmieściły zupełnie same, a nie jak zwykle ledwo co przez mojego męża nogą dociskane, wypadały na ulicę przy każdym otwarciu bagażnika.
Marzę o tym żeby już była niedziela.
I żebyśmy się już znaleźli na miejscu docelowym z tymi wszystkimi rzeczami już z samochodu wyjętymi.

Wszędzie się teraz trąbi o tym minimaliźmie.
Że im mniej się rzeczy posiada tym lepiej się żyje.
I ja tak bardzo chcę tak właśnie lepiej z tą mniejszą ilością rzeczy żyć.
Ale ja tego nie potrafię.
No nie wiem jak to jest, że moja przyjaciółka poleciała teraz na Teneryfę z czteromiesięcznym dzieckiem i spakowała się w pół walizki.
Na dwa tygodnie!!!!

A ja na tydzień w te góry biorę:

– wózek – sprawa oczywista wózek to must, bez wózka nie ma spacerów i w ogóle wózek musi być.

– krzesełko do karmienia – no to też jest must dziecko jeść musi i za małe jest by siedzieć przy stole na czymkolwiek innym.

– nocnik – Kajka od paru miesięcy intensywnie uczy się siadać na nocniku i zazwyczaj niestety na siadaniu się kończy. Ale chcę bardzo do lata ją od pieluch odzwyczaić więc nie mogę przerwać nauki z powodu wyjazdu.

– nosidło – bo mąż mój wymyślił jakieś trasy górskie, że będzie je z dzieckiem w nosidle pokonywać…okej niech sobie pokonuje co chce.

– sprzęt na basen – bo może jak nie będzie śniegu to pójdziemy na basen.

– sanki – bo może jeszcze będzie śnieg.

– śpiworki do spania – dwa na zmianę bo a nuż jeden zostanie obsikany, pożarty przez wilka, porwany przez lecącego w pobliżu sypialni orła.

– leki – wszystkie możliwe na wszystkie możliwe choroby, bo nigdy nie wiesz co się może zdarzyć a apteka może być nieczynna, spłonąć, być sto kilometrów dalej.

– książki i zabawki – multum bo nie wiadomo, którymi akurat Kajka będzie miała ochotę się bawić.

– kosmetyki – pieluchy, kremy na słońce, kremy na mróz, oliwki, szampony, chusteczki, waciki, patyczki do uszu, obcinacze do paznokci, cuda wianki.

– ubrania – masa, na mrozy, na cieplejsze dni, do spania, do biegania, kombinezony, kurtki, czapki, rękawiczki wszystko najlepiej podwójne albo i potrójne bo przecież może zostać zasikane, zarzygane, porwane przez orła itp.

– proszek do prania – gdyby wszystkie zapasowe ubrania zostały zasikane i zarzygane.

– jedzenie na czarne godziny – wszelakie chrupki, biszkopty, jogurty, banany, słoiczki, kaszki, mleko w proszku i ciasteczka w kształcie zwierzątek koniecznie!!!

– naczynia – w stylu miseczki, łyżeczki, buteleczki, bidony, termosy i plastikowe pojemniczki na wynos.

– gadżety – takie jak termometr, podgrzewacz butelek, frida, aspirator, niania, zatyczki do kontaktu.

– kocyki, ręczniki, prześcieradła, poduszki, otulacze i inne ścierki.

I ja Wam powiem, że to nie jest koniec…
A to są tylko rzeczy dla mojego dziecka.
Dla mini człowieka, który ma 81cm wzrostu.
Tyle rzeczy.

Ja z tego wszystkiego chyba już nic dla siebie nie wezmę.
Bo mi się po prostu nie chce już o tym myśleć.

Stanę tam po przyjeździe pod oknem w sypialni i poczekam na tego orła, aby mnie porwał wraz z zapasowym śpiworem.
A mąż niech z dzieckiem w nosidle po szlakach górskich hasa.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

5 komentarzy

  • Reply Dagmara 9 marca 2017 at 12:48 pm

    Pocieszę Cię – im starsze dziecko, tym mniej tych rzeczy się zabiera. Ale jednocześnie im starsze dziecko, tym bardziej chce brać udział w pakowaniu. Moja bierze reklamówkę i wrzuca do niej z łapanki co popadnie – brudne ubranka, czyste ubranka prosto z suszarki ściągnięte, przypadkowe zabawki, jakąś książeczkę, puste pudełko, baleriny, diadem księżniczki itp. Wszystko absolutnie niezbędne. Próby wyperswadowania, że tego nie bierzemy, kończą się karczemną awanturą. Tak że wiesz… ciesz się, że na razie tylko Ty decydujesz 🙂 My też w górach, w Beskidach, u teściów 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  • Reply monica 2 marca 2017 at 10:34 pm

    Przy pierwszym Dziecku też tak wyglądało moje pakowanie. Przy drugim Maluchu dziwiłam się nadal dlaczego tak mało miejsca w naszym dużym samochodzie. Ale kiedy pojechaliśmy na wakacje na Litwę i zatrzymano nas na granicy i ciekawie zaglądano do środka, a ja nie rozumiałam dlaczego to mąż wyjaśnił mi, że …..wyglądamy jak banda przemytników, która w upchanym po sufit aucie ukryła całą inną bandę. Trochę zrobiło mi się wówczas przykro bo przecież ja pakowałam tak aby nic nam nie zabrakło….Miłego wypoczynku-idzie wiosna!

    • Reply Iwa 3 marca 2017 at 9:29 am

      Banda przemytników to idealne określenie

  • Reply k4tiee 2 marca 2017 at 9:10 pm

    ja kocham wyjeżdżać, ale pakowanie to masz rację tragedia- najwięcej rzeczy jest dla dzieci to prawda. Jak miałam jedno dziecko to ubrania zajmowały cała torbę, a jak mam dwoje to do trochę większej torby muszą zmieścić się oboje, nie ma bata , niestety ja zabieram połowę ubrać co kiedyś, inaczej byśmy chyba utonęli w tych torbach…. trzymam kciuki za pakowanie- a moja rada nie odkładać na później szybko spakować i zapomnieć do momenty rozpakowania :):):)

    • Reply Iwa 3 marca 2017 at 9:28 am

      Najgorzej jak zostawimy część pakowania na rano… Wtedy wyjazd przeciąga się do południa i humory mamy okropne

    Leave a Reply