pilka
życie

Kurs fototerapii

– Jestem Karol.

Powiedział Pan, prowadzący podstawowy kurs fotografii.

Zajmuję się fotografią od dziesięciu lat, a mówię tak już od dwudziestu.
Mam 34 lata.
Niektórzy umieją malować i rysować.
A niektórzy nie umieją.
Wtedy zostaje im fotografia.
Ja rysować nie umiem, więc robię zdjęcia.
Nie mam dzieci, ale wiem doskonale, że Ci którzy dzieci mają.
Te młode matki na przykład.
Robią zdjęcia tak, że ich dzieci są w centrum kadru.
To normalne i całkowicie naturalne.
Może nieciekawe kompozycyjnie.
To wynika z ludzkiej natury.
Że umieszcza się na środku to, co najbliższe sercu.
Dajcie aparat dziecku, zobaczycie jak sfotografuje ulubionego misia.
Potem pokazujecie to zdjęcie znajomym i mówicie, no zobacz jakie to piękne jest.
A tego się tak nie odbiera.
Czasem warto coś odsunąć na bok.
Wtedy zyskuje na wartości.

A teraz chciałbym, żeby każdy z was powiedział parę słów o sobie.

– Jestem Robert.
Mam 47 lat.
Jestem przedsiębiorcą.
Zawsze lubiłem robić zdjęcia.
W tym roku pojechałem z żoną na foto wyprawę do Birmy.
I nagle, ta wyprawa zawodowa, przerodziła się w wyprawę do mojej duszy.
Aparat stał się moim trzecim okiem.
Inaczej spojrzałem na świat.
Na Birmę.
Na żonę.
Te zdjęcia już nie są tylko pocztówką z wakacji.
Bo moje wewnętrzne tęsknoty zaczęły się pojawiać w tych kadrach, w tych ujęciach, i tak w ogóle to poczułem, że chcę czegoś więcej.
Chcę poznać funkcje inne niż automat, żeby nadać tym tęsknotom wymiar lepszy, piękniejszy.
Bo tęsknię za czymś.
Coś mi ucieka.
Mam 47 lat i wiecie.
Chce to złapać obiektywem.
Może pan panie Karolu mi w tym pomoże.
Żeby to złapać co ucieka mi.

– Jestem Beata.
Jestem żoną Roberta.
Byliśmy razem w Birmie.
I tam wszyscy robili taaaaakie piękne zdjęcia.
Że ja też chce bardzo, takie same zdjęcia robić na naszej następnej foto wyprawie.
Czułam się głupio, tak szczerze wam mówię.
Że wszyscy tak z tymi aparatami, a ja po prostu z torebką.
No wiecie bez aparatu.
Rozumiecie.
Ja już tak nie chcę na następnej foto wyprawie, też bym chciałam takie zdjęcia sobie robić piękne.
I w ogóle nie czuć się taka wyobcowana bez aparatu.
Z torebką tylko.
Wiecie.
Beata jestem.

Moja kolej, cholera zawsze jakoś stres mnie dopada w takich sytuacjach, ale biorę łyk zimnej już kawy, z papierowego kubka starbuks.
Duże cappuccino.

I mówię.

– Mam na imię Iwa.
Mam 37 lat.
Z zawodu jestem grafikiem.
Umiem malować i rysować.
Ale fotografować nie za bardzo.
Jestem mamą dwójki dzieci i staram się nie umieszczać ich w centrum kadru.
Właśnie szukam pracy po dłuższej przerwie.
Robię zdjęcia na automacie.
I już więcej tak nie chcę ich robić.
Chce wyjść z trybu auto.
Sama decydować o wszystkim.
Kierować swoim życiem i tym jak wygląda zdjęcie.
Ustawiać parametry.
Nie płynąć z prądem, ale sterować stabilnie ustawieniami.
Przyszłam tu po to, żeby nauczyć się obsługi aparatu.
Nie iść ślepo przed siebie tylko świadomie decydować o efekcie końcowym.

I łyk zimnego cappuccino z papierowego kubka sturbuks biorę.

Obok mnie dziewczyna z tatuażem.
Kolorowy paw na przedramieniu.
Żółte sztruksy, martensy, turkusowe powieki.

– Jestem Kasia.
Mam 19 lat.
Moja mama robi zawsze trzy tysiące zdjęć na wakacjach.
Wszystkie obrabia po nocach.
Sama się nauczyła tego.
Wychodzą świetne.
Każde jedno z trzech tysięcy.
Siostra i brat są w szkole muzycznej.
Puzon i fortepian.
Ja nie chcę być gorsza.
Sama nie wiem co chcę robić w życiu.
Może zdjęcia, może filmy nie wiem.
Nie chcę żeby myśleli, że nic nie potrafię.
Może te fotki mi wyjdą.
Bo lubię oglądać te mamy zdjęcia.
Są takie ładne.
Nie wiem.

– Jestem Jolanta.
Pracuję w ministerstwie w dziale prasowym.
Zostałam tu wysłana z pracy, bo nasz fotograf często choruje.
I wtedy oni mówią.
Jolanta! Bierz aparat! Rób zdjęcia!
A ja nie umiem.
Nie wiem jak się robi zdjęcia.
Klikam na automacie i czasem coś wyjdzie.
Czasem nie wyjdzie.
Więc mnie tutaj wysłali.
Żebym się nauczyła.

– Jestem Leszek.
Mam 57 lat.
Jestem pszczelarzem.
Hodowałem pszczoły, ale niestety nie udało mi się.
Zrobiłem specjalny kurs pszczelarski, żeby im dogodzić.
Tym pszczołom.
Żeby poznać ich potrzeby.
Ale nie przetrwały.
Zdechły niestety wszystkie co do jednej.
No smutek wielki naprawdę.
Mam szóstkę dzieci.
Dla mnie nigdzie już nie jest głośno.
Nawet na koncertach doświadczam ciszy.
Żona wysłała mnie na ten kurs.
Lubię robić zdjęcia dzikich zwierząt i natury.
Za dużo gadam, więc jak będziecie mieli mnie dosyć to dajcie znać.

– No fajnie.

Podsumował pan Karol prowadzący podstawowy kurs fotografi.

– A teraz pokażę wam najdroższe zdjęcie świata.

I pokazał.

Zdjęcie Andreasa Gursky’ego, które sprzedało się za 4,3 miliona dolarów.

– Ile byście dali za te zdjęcie?

– Nic.

Mówię ja.

– O! A dlaczego?

Pyta pan Karol.

– Nie podoba mi się kolorystyka.

Odpowiadam.

Odstawiam na parapet pusty kubek papierowy sturbuks.
Duże cappuccino.

– A ja bym dała dwa miliony.

Odzywa się dziewiętnastolatka z tatuażem pawia.
Żółte sztruksy, martensy, turkusowe powieki.

– A potem sprzedałabym go za cztery.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply