kalosze
macierzyństwo

Matka idealna nade mną dysząca

Znacie to uczucie w dziale mięsnym.
Kiedy ludzie stojący w kolejce MUSZĄ już w tej sekundzie zobaczyć jakie warianty szynki, która leży przed Tobą są dzisiaj dostępne.
I te serdelki metr przed nimi.
Czy jest ich wystarczająco dużo, żeby starczyło dla wszystkich łącznie z jamnikiem Azorem tej pani w palcie na końcu kolejki.

W związku z czym napierają na Ciebie całym ciałem i całym koszykiem.
Koszykiem pełnym napoju trzy cytryny, ogórków kiszonych, sera topionego i kawałków sękacza w foli.
I dyszą Ci do ucha, zaglądając przez ramię na te serdelki dla Azora.
Czy na pewno są.
I czy aby świeże.

To ja to odczuwam codziennie.
I to nie tylko w mięsnym.
A we własnym domu.
Na ulicy.
W sklepie.
W windzie.
We własnej łazience nawet.
No wszędzie.

I wcale nie chodzi o wędliny.
I o innych klientów.
Na mnie od tyłu napierających.
Ale o matkę idealną.
Którą sobie wymyśliłam sama.
I która dyszy nade mną.
Zagląda przez ramię.
W każdej sekundzie mojego życia.

Dyszy złowrogo za każdym razem gdy pozwolę córce umyć samej zęby.
Co trwa trzy sekundy i polega na zlizaniu pasty malinowej ze szczoteczki do zębów.

Pogardliwie sapie.
Gdy na śniadanie zaserwuję parówki.
Albo nie daj boże dżem truskawkowy wysoko słodzony.

Chrząka znacząco gdy tracę cierpliwość.
Prosząc po raz trzydziesty trzeci, aby moje dziecko zdjęło wreszcie piżamę.

Wzdycha z dezaprobatą.
Gdy włączam trzeci odcinek świnki peppy.
Żeby dopić w spokoju herbatę.

No po prostu to wymyślone przeze mnie babsko.
Dręczy mnie nieustannie.
Na każdym praktycznie kroku wzbudzając wyrzuty sumienia.

Oczywiście ona.
Ta wyimaginowana matka idealna.
Jest idealna.

Wyglądem przypomina trochę Julię Roberts.
A trochę Sarę Jessicę Parker.

Ma świetlistą cerę.
Delikatny makijaż.
Ciuchy nosi luźne, wygodne.
Z naturalnych mięciutkich tkanin.
W pastelowych kolorach.
Jest bardzo szczupła.
Ma zadbane paznokcie.
I śliczną biżuterię.
Na ustach lekki blyszczyk.
I falujące blond włosy.

Ona nigdy nie traci cierpliwości.
Emanuje spokojem i pozytywnym nastawieniem.
Kocha swoje dzieci.
I ten czas, który z nimi spędza docenia w każdym momencie.
Spokojnie wszystko tłumaczy.
Po sto dzwadzieścia pięć razy.
Przytula.
Jednocześnie pozwala na niezależność.
I nie daje sobie wejść na głowę.
Gotuje ekologicznie.
Prosto i zdrowo.
Wyciska codziennie soki.
Z marchewki.
Oraz z buraka.
Zszywa od razu dziury na kolanach podartych dziecięcych spodni.
Czeka na promocje w sklepach i wtedy kupuje kurtki na zimę.
I sandały na przyszłe lato.
Za maksymalnie pół ceny.

Telewizji nie włącza nigdy.
I ma w zanadrzu trylion kreatywnych pomysłów.
Jak zabawić dwulatka.
Trzylatka.
Czterolatka.
I tak dalej.
Aż do matury.

Gdy mąż wraca z prący.
To ona uśmiechnięta.
W bladoróżowej mięciutkiej bluzie.
I obcisłych jeansach rurkach.
Siedzi na kanapie z wtulonymi w nią dziećmi.
I melodyjnym głosem czyta im wiersze Tuwima.

W mieszkaniu unosi się zapach szarlotki.
Oczywiście na mące razowej z ekologicznych jabłek.
Podłoga lśni czystością.
Pralka się kręci.
I wszyscy są mega szczęśliwi.
I bardzo spokojni.

No tak mniej więcej się prezentuje ta nade mną dysząca osoba.
Więc jak sami widzicie – lekko nie jest.

No ale wyobraźcie sobie, że ja dzisiaj właśnie.
Zamordowałam normalnie tę wstrętną babę.
Padła dziś trupem na środku ulicy.
Normalnie padła tak jak za mną stała.
I mam nadzieję, że to już definitywny jest koniec.
Naszej znajomości.

A stało się to tak.
Że szłam sobie rano do mojego Taty.
Który mieszka niedaleko.
Jakieś trzy ulice od nas.

Deszcz lał jak siemasz.
Więc założyłam Kajce kalosze.
I wpakowałam ją do wózka.

Już w windzie spadł jeden kalosz.
To znaczy nie spadł tylko ona.
Moja kochana córeczka.
Machając nogami.
Go zrzuciła.

Mama kat!!!
Krzyczy.
Co oznacza.
Mamo spadł mi kalosz.

Schylam się po kalosza.
Wkładam na małą stopkę.
Mówię.
Spokojnie kochanie.
Już zakładamy.

Matka idealna nade mną dyszącą.
Wyjątkowo kiwa głową z aprobatą.

Wychodzimy z bloku.
Spada drugi kalosz.

Mama Kat!!!
Schylam się.
Co chcę podkreślić, w moim stanie przedporodowym.
Nie jest najprostszą oraz najmilszą czynnością do wykonania.

Zakładam kalosza i mówię.
O! Już jest z powrotem na nóżce.

Jedziemy.
Dwa metry.
Spada kalosz.

Mama Kat!!!
Ekhmmm.
Zaczynam tracić lekko cierpliwość.
Bez słowa zakładam kalosza.
Matka idealna nade mną dyszącą.
Czuję, że dyszeć lekko zaczyna.
Wyczuwa bowiem moją irytację narastającą.

Przechodzimy przez pasy.
Spada kalosz.

Mama Kat!!!
Ściągam drugiego kalosza.
I oba chowam pod wózek.

Dziecko w ryk.

Mama kat!!!!
Mama kat!!!!
Mama kat!!!!

Matka idealna bacznie mnie obserwuje.
Więc przełykam ślinę.
Kucam przed dzieckiem.
Zakładam nieszczęsne kalosze.
I mówię.
Kajusia.
Zakładam Ci teraz kalosze.
Ale bardzo Cię proszę.
Nie zrzucaj ich więcej.
Bo ja nie mam już siły się schylać.
I w tym tempie nigdy nie dojedziemy do dziadka.

Dziecko uśmiecha się radośnie.
Matka idealna nade mną dysząca również.

No fajnie.

Jedziemy dalej.
Dwa metry.
Spada kalosz.

Mama kat!!!
Dopomina się moje dziecko.

A W DUPIE MAM TE KALOSZE!

Mówię wystarczająco głośno.
By usłyszała i Kaja.
I idealna matka nade mną dysząca.
I wszyscy ludzie wokoło.

I wtedy ona.
Ta idealna matka pada.
Na zawał normalnie pada.
A ja ją mijam.
Wózkiem po niej przejeżdżam.

I mam już to wszystko w dupie.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply monica 5 września 2017 at 9:20 pm

    Matka idealna to taka, która inspiruje swoje Dzieci do pozytywnych działań. Wpaja im szacunek do siebie i ugruntowuje ich poczucie własnej wartości każdego dnia. Taka matka imponuje swoim dzieciom, niekoniecznie idealnymi posiłkami:) Może to być miłość do fotografii, pisanie pięknego bloga, uprawa ogródka czy niezwykły dar do przemeblowywania mieszkania:) I taka matka czasami powie coś głośno do ukochanych Dzieci bo nie zawsze cierpliwość jest jej dana(dzieci wiedzą, że matka też człowiek…:)

    • Reply Iwa 5 września 2017 at 9:42 pm

      Jak to ładnie napisałaś 🙂 to prawda. Idealna mama powinna inspirować pozytywnie. Taką mamą chcę być 🙂 Buziaki!

    Leave a Reply