burza
życie

Miejsca

Po burzy otwieram okno.
Ktoś gra na pianinie.
Gra pięknie.
Smutno tak jakoś na tym pianinie gra.

Stoję i słucham.
Bezwiednie przypominam sobie jak kiedyś.
Na Mokotowskiej w kamienicy był pewien pan.
Co na parterze mieszkał.
I na pianinie grał.
Grał pięknie
Smutno tak jakoś na tym pianinie grał.

Przypominam sobie jak nad nami mieszkał taki pijak jeden.
Na nazwisko Lebioda miał.
I codziennie o dziewiątej.
Jego żona na całe podwórko wołała.
Lebiodaaaaaa do domu!!!!!
I on wracał zataczając się od lewej do prawej.

Przypominam sobie jak pod moim oknem.
Rósł wielki kasztanowiec.
I jak czytając „Dzieci z Bullerbyn” wyobrażałam sobie.
Że po tym kasztanowcu w dół przez okno będę w nocy schodzić.
Na spotkanie z wyimaginowanymi przyjaciółmi.

Przypominam sobie jak dozorczyni na trzepaku pościel swoją suszyła.
I jak na imieniny na środku podwórka stawiała stół i krzesła.
I wszystkich sąsiadów łapała jak z pracy czy sklepu wracali.
Żeby przy tym stole z nią siedli i się wina napili.
I ptasiego mleczka zjedli.

I przypominam sobie klatkę schodową z drewnianymi poręczami i kamiennymi schodami.
Ze stopniami niższymi niż wszędzie indziej.
Tak, że jak z wakacji wracałam to się musiałam na nowo przyzwyczaić.
Żeby inaczej nogi stawiać.
I z krzesłem na każdym półpiętrze.
Tak, żeby wszystkie wiekowe sąsiadki.
Z siatkami zakupów wracając, miały gdzie przysiąść na chwilę.

Przypominam sobie.
Jak kiedyś po jakiejś imprezie.
Moi goście nad ranem zaczęli się domagać jedzenia.
I nagle dzwonek do drzwi sobie przypominam.
I panią Zosię sąsiadkę z talerzem kanapek stojącą.
Bo usłyszała, że młodzież głodna.
To i kanapek nam narobiła.

I przypominam sobie jak po rowerze z tatą do piwnicy szliśmy.
Po soki w butelkach zawekowane.
A tam korytarze były jak w labiryncie i na kłódki wielkie drzwi zamykane.

Bo są takie miejsca, że koniec tematu.
Pozamiatane.
I nigdy nie wrócą.

A są też takie.
Co to zostaną z nami na zawsze.
Wystarczy tylko otworzyć okno po burzy.
Wystarczy usłyszeć jak ktoś gra na pianinie.
Gra pięknie.
I smutno tak jakoś na tym pianinie gra.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Dagmara 11 lipca 2017 at 11:41 pm

    To jest niezwykłe i piękne, że jedna drobna rzecz – jakiś dźwięk, zapach, piosenka, przedmiot, ludzka twarz – potrafią uruchomić w nas pamięć o tym, co minęło. To jest nasza wyższość nad komputerami, które choć mogą pomieścić w pamięci wręcz nieskończoną ilość danych, nie mają pamięci emocjonalnej. Zapach ziemi po deszczu nic w nich nie uruchamia.

    • Reply Iwa 12 lipca 2017 at 8:05 am

      Tak! Dokładnie. Świetnie to podsumowałaś komputery nigdy nie zastąpią emocji. Ważne tylko, żeby w odpowiednim momencie zdać sobie z tego sprawę. Pozdrawiam

    Leave a Reply