mydlo2
macierzyństwo, życie

Mydło

Od jakiegoś czasu, Kajka ma podrażnioną skórę, i ewidentnie coś ją swędzi. Podejrzewamy z Maćkiem, że to przez kosmetyki jakieś, taka sytuacja jest.

Ja zawsze starałam się czytać składy, i zwracać uwagę na to ile chemii, eselesów i innych parabenów, w danym produkcie siedzi. Ale ostatnio to już na maxa się zafiksowałam na to, jakich kosmetyków do jej pielęgnacji używam.

Wertuję internet w poszukiwaniu kremów, mydeł i chusteczek nawilżających, które by były jak najbliżej natury, i dziecka mojego nie podrażniały. Zamawiam płyny, żele i oliwki. Balsamy i masła. I pewna jestem za każdym razem. Że każdy nowy kosmetyk, to już jest na pewno najlepszy i najświetniejszy. Że już lepszego się znaleźć nie da.

A Kaja ewidentnie, cały czas, tych kosmetyków nie toleruje.

Mąż mój już ślinę głośno przełyka, jak przy kolacji kolejny żel mu do mycia z szuflady wyciągam. I mu w zachwycie opowiadam, jak to ten żel, już na stówę nasze problemy na zawsze rozwiąże.

W toalecie, przy umywalce, BIO płyn dla niemowląt stoi. Do rąk mycia dla gości, i dla nas czasem. Pod naszym prysznicem dwa mydła w płynie, dla noworodków emolient, i żel bąbelkowy.

Mąż energicznie wciera je w ciało, prychając przy tym z pogardą w mą stronę. Gdyż żele te pienić się nie chcą za Chiny. I pół butelki na jedno umycie się schodzi.

Wczoraj wieczorem więc, przy kolacji. Przed dziecka kąpieli godziną. Podsuwam Maćkowi pudełko nowe. I z satysfakcji uśmiechem na ustach mówię. Że oto jest mydło marsylskie oliwkowe sto procent. Że jest to hit nad hitami totalny. Że mydło jest w całości ręcznie robione.
W kociołku ugotowane. I wycinane jest ręcznie. Że skład tego mydła, na kolana powala. Że tak jest zdrowe i naturalne jest tak, że ja na ten przykład, by udowodnić to jemu, mogę tego mydła nawet kęs wziąć i zjeść. I że ja już teraz pewna jestem, że to jest ostatnie już mydło jakie kupiłam. Bo teraz, na zawsze już, tylko takiego używać będziemy.

Mąż znieruchomiał. Lekko się zaczerwienił. Na nożu z masłem palce zacisnął. Odetchnął ciężko. I wzrok na pudełku z mydłem marsylskim utkwił.

Lekko się jego reakcją zestresowałam. Bo nie zdążyłam mu jeszcze powiedzieć, że taka jestem tego mydła pewna, że od razu cztery sztuki zamówiłam dla nas. Bo i przesyłka wtedy darmowa już była i przecież jak to mydło, takie jest świetne, to i my się nim myć od dzisiaj będziemy. I pranie nim robić, i nawet tym mydłem zęby myć, jakbyśmy chcieli to też możemy.

Otwieram pudełko. Mąż wciąż nieruchomy. Masło z noża powoli odpadać zaczyna.
Wyciągam mydło by pokazać je jemu, i przy okazji sobie, bo sama go obejrzeć jeszcze nie zdążyłam.

Mydło się okazuje dość sporych rozmiarów. W kształcie sześcianu. Zielono brązowe. Przyznam, że ledwo mi się w jednej ręce mieści, gdy Maćkowi z dumą je prezentuję.

Masło opada z plaskiem na talerz. Ślina zostaje przełknięta wreszcie. Mąż mój powietrze ze świstem wypuszcza i po chwili napięcia takiego, że prawie upuszczam me mydło nowe, pyta.

Że dlaczego ja nie mogłam kupić mydła, które ma kształt i wielkość mydła a nie cegły. I że dlaczego w ogóle, ja te mydła tak ciągle kupuję. I że to nie jest mydło przecież, tylko zielony, śmierdzący kloc jakiś i że jak ja to sobie wyobrażam. Żeby dziecko nasze maleńkie, takim klocem myć.

Więc zaraz go przekonywać do mydła zaczęłam, zalety jego wymieniać raz jeszcze, i że przecież nie bezpośrednio nim myć Kajkę będziemy. Tylko rękoma i gąbka namydlonymi nim.

O kąpieli, która nastąpiła później wolę nie wspominać. Miny męża, który ręce tym głazem namydlić próbuje, opisać nawet nie umiem. Gąbka odpadła już na początku, bo dziecko mydliny wysysać zaczęło, krztusząc się przy tym lekko. A gdy w rękach męża, marsylskie mydło ujrzało, to płacz był taki, że trzeba było mydło za plecami chować.

Więc dziś już od rana internet wertuję. W poszukiwaniu mydła nowego. By wreszcie już znaleźć, te najlepsze z możliwych.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply