nauka_stania
przepisy, życie

Nauka stania i ciasto z malinami

Małe dzieci uczą się chodzić.
A jak już ruszą to ciężko je zatrzymać.

Nieustanny ruch.
Zazwyczaj do przodu.
Jest wpisany w nasze życie już od małego.

I nagle czasem.
Pojawia się taki moment, że trzeba stanąć.

A my nie umiemy.
Umiemy biec, pędzić, lecieć.
Przed siebie.
Coraz dalej i dalej.

A stać nie.
Bo od razu w głowie myśli.
Że ktoś nas zaraz wyprzedzi.
Że coś nas ominie.
Gdzieś nie dotrzemy na czas.
Coś daleko przed nami cały czas będzie przed nami daleko.

No ale bywa tak.
Że nie ma wyjścia.
I stanąć trzeba.

Różne to są sytuacje.
Czasem jakaś choroba.
Strata pracy.
A czasem po prostu macierzyństwo.
Siedzenie z dzieckiem w domu.
Dzień w dzień.
Każdy dzień.
Stoimy.

Przy zlewie.
Przy garnku.
Przy nocniku.
Przy klockach duplo.
Przy łóżeczku dziecięcym stoimy.
I się na to dziecko śpiące tak stojąc patrzymy.

A nogi nam się rwą gdzieś indziej.
Gdzieś dalej.
By razem z tymi innymi biec.

Nauka stania to nie jest łatwa nauka.
Wielokrotnie trzeba przełknąć ślinę.
I mimo wszystko stać dalej.

Wielokrotnie trzeba odetchnąć głęboko.
Widząc jak inni biegną i są już daleko przed nami.

Trzeba w tym staniu znaleźć głębszy sens.
I nauczyć się odpowiednio stawiać stopy.

Tak żeby było nam w tym staniu wygodnie.
I przede wszystkim stabilnie.

Ja na przykład mam czasem tak.
Że jak tak stoję i stoję.
To sobie myślę gdzie bym to nie poszła.
I dokąd bym nie pobiegła.

A potem sobie przypominam.
Że żeby gdzieś dojść.
Żeby umieć tak naprawdę chodzić.
To małe dzieci najpierw uczą się stać.

Tak żeby było im w tym staniu wygodnie.
I przede wszystkim stabilnie.
I wtedy dopiero stawiają pierwszy krok.

I wierzę, że nie bez powodu.
Takie się w życiu człowieka momenty trafiają.
Że tego stania się musi nauczyć od nowa.

Bo pędził już gdzieś za szybko.
Za daleko wybiegał do przodu.
A wtedy można się łatwo przewrócić.
Albo po prostu przegapić ten cel, do którego się biegło.

Więc stoję cierpliwie codziennie.
Trenuję przy desce do prasowania.
I przy rosole.

A dzisiaj rano na przykład uczyłam się stania przy mikserze.
Robiąc moje ulubione wakacyjne ciasto z malinami.
Polecam je z czystym sumieniem.
I brudnym zlewem.
To klasyczny placek z owocami lata.
Którym zajada się cała rodzina.
W tym wypadku jednak mimo wszystko wygodnie i stabilnie siedząc 😉

PLACEK Z OWOCAMI LATA
(u mnie z malinami, pyszny wychodzi też z truskawkami, jagodami albo z miksem wszystkiego po trochu)

4 jajka
1 szklanka cukru trzcinowego (może być zwykły)
1,5 szklanki mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki oleju kokosowego (może być inny)
1 łyżka octu jabłkowego
2 łyżki wody
szklanka owoców – maliny, truskawki, jagody i co tylko chcecie.

Nagrzać piekarnik do 190 st C.
Jajka utrzeć z cukrem.
Dodać pozostałe składniki, zaczynając od płynnych, a na końcu mąkę z proszkiem.
Formę do ciasta wyłożyć papierem do pieczenia.
Wlać ciasto.
Poukładać na nim owoce.
Piec ok. 40 minut.
Przed podaniem posypać cukrem pudrem.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply