nie_wiem
życie

Nie wiem nie wiem nie wiem – czyli dylematy o czwartej nad ranem

Nie wiem.
Nie wiem.
Nie wiem.

W ostatnich dniach kompletnie nie wiem co robić.
I to dokładnie o godzinie czwartej rano to już zupełnie co robić nie wiem.

Budzę się o tej czwartej tak sama z siebie.
No może z lekką pomocą fikającego kozły akurat o tej porze syna mojego w brzuchu zamieszkałego.
I tak się budzę i myślę.

Że nie wiem czy kupować ten podwójny wózek.
Czy może jednak dostawkę.

Bo z wózkiem wygodniej.
I do sklepu można pójść.
I na dłuższy spacer.
I się nie trzeba siłować z dzieckiem jak nie ma ochoty po trzech godzinach wracać do domu z placu zabaw.
To my ciach do tego wózka i siup do domu.
I się w Rossmannie nie trzeba ze wstydu szkarłatem zalewać gdy nasze starsze dziecko do koszyka jakiegoś pana tampony XL największe opakowanie wrzuca.

Ale za to taki wózek kosztuje nie mało.
I wszyscy mi te dostawki polecają.
Że dali radę.
Do sklepów nie chodzili.
A na dłuższe spacery z rowerem.

Ale jak z rowerem?
A jak dziecko będzie chciało tym rowerem w przeciwnym jechać kierunku niż ja tym wózkiem?

Możliwe, że to jest tak, że inne dzieci się rodziców słuchają.
Jadą zawsze w tym samym co oni kierunku.
I jak im się powie.
Słuchaj Zosiu.
Teraz jedziemy w prawo a potem w lewo.
Na światłach stajemy i czekamy na zielone.
I nie schodzimy na środku jezdni z rowerku.
Żeby podnieść ślimaka.

To one się zastosują do tego typu instrukcji.
Moje dziecko na pewno nie.

Więc nie wiem.
No nie wiem.
Zupełnie nie mogę się zdecydować.

Czy Kajkę posłać od września do żłobka.
Czy może jednak dam radę z dwójką małych gremlinów te 9 godzin sama w domu wysiedzieć.

No nie dam chyba.
To znaczy dam oczywiście.
Ale jakim kosztem?

Możliwe, że kosztem mojego rozbieganego spojrzenia.
Niezjedzonego śniadania.
Oraz niezjedzonego obiadu.
Kosztem obgryzionych paznokci.
Niezliczonych tabliczek czekolady.
Litrów melisy.
Płaczu.
Brudnych dresów.
I włosów.
Nieumytych zębów.
I nieposłanych łóżek.
Niepozmywanych naczyń.
Nieodebranych telefonów.
Tików nerwowych.
I zgonu codziennego po powrocie męża.

Więc nie.
Chyba nie dam rady.

Ale znowu żłobek.
To moje dziecko płaczące w ramionach obcych kobiet.
Albo co gorsze bez ramion płaczące w jakimś kącie samo.
To niedokładnie wytarta pupa.
To tęsknota za mamą.
To moja tęsknota za nią.

Więc nie.
Nie wiem po prostu nie wiem.

Niech tę decyzję podejmie ktoś za mnie.
Niech ktoś najlepiej postawi mnie przed faktem dokonanym.
Ja tej decyzji podjąć nie umiem.

A kiedyś to się człowiek budził o tej czwartej rano i myślał.

Czy te kozaki kupić zamszowe.
Czy może te skórzane.
Bo jak te zamszowe.
To one takie piękne są.
I w dotyku miłe ale znowu jak deszcz nas na ulicy złapie.
To olaboga, łydka blada.
Zamsz zniszczony.
Kozaki do kosza.
A te skórzane za to już nie takie ładne, ale jakie praktyczne.

No nie wiem.
Nie wiem.

Chyba kupię dwie pary kozaków.
W końcu jesień się zbliża.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply Monica 29 lipca 2017 at 11:16 pm

    Jeżeli różnica między Dziećmi będzie dwa, więcej lat to chyba darowałabym sobie przystawki, wózki i takie tam. Lepiej spróbować, a potem dopiero coś dokupić jak rzeczywiście okaże się to niezbędne:) U nas nie było takiej potrzeby:)Żłobka bałam się ze względu na prawdopodobieństwo przynoszenia infekcji dla młodszego rodzeństwa. Pozdrawiam:)

    • Reply Iwa 30 lipca 2017 at 11:49 am

      Najgorzej z tymi infekcjami…też się tego boję 🙁

  • Reply Marta B LoveLife 25 lipca 2017 at 2:51 pm

    Jeśli wiesz, że będzie ciężko, to kup wózek. Podstawka jest ok, ale mój starszak stał się strasznym leniuszkiem odkąd urodził się młodszy i długo woziłam obydwu w jednym wózku. Potem najwyżej sprzedasz i kupisz porządną spacerówkę i podstawkę. Taką spacerówkę, na ramie której zawiesisz porzucony rowerek
    Ja w torbie woziłam jeszcze szelki na wszelki wypadek, ale nigdy ich nie użyłam

    • Reply Iwa 27 lipca 2017 at 8:18 pm

      Dzięki za rady! moje dziecko jest bardzo aktywne – wręcz ma ksywkę torpeda 😉 dlatego mocno rozważam zakup wózka.

    Leave a Reply