rondel-copy
życie

Niedziela

Leżę na huśtawce, która delikatnie się buja, lekko przy tym skrzypiąc.

Wokół mnie drzewa. Delikatne brzozy i wysokie sosny. Co jakiś czas szelest liści. To wiewiórka przeskakuje z gałęzi na gałąź. Pies zrywa się i biegnie w jej stronę.

Jest cisza. A tak naprawdę wcale nie. Bo jak sie wsłuchać, to co najmniej kilka ptaków świergoli sobie po cichutku. W oddali pies szczeka. Kogut zapieje. Szyszka spadnie i po dachu się sturla.

Czuję delikatny zapach czosnku. Przed chwilą podgrzałam go na oliwie, dodając boczek wędzony. Ugotowany makaron czeka, zwinięty na cedzaku. Gdy przyjdzie pora obiadu, dorzucę go do czosnku i boczku, dodam świeżego szpinaku i chwilę podsmażę.

Oddycham głęboko. Nade mną niebo niebieskie takie. Takie jak nie wiem co. Bo chyba nie ma niczego co by taki kolor miało, jak to niebo teraz nade mną. No może rondle emaliowane.

Mąż mój i dziecko, śpią w pokoju obok. Jest niedziela, godzina 15:04. Stopę włożyłam w szczebel huśtawki i bujam się lekko. Jak super jest miło. Jak na tej huśtawce, w tym ogrodzie z drzewami wokoło jest bosko.

To taki moment, kiedy jest naprawdę wspaniale. Kiedy wszystko jest dobrze i kiedy nie martwisz się niczym. Bujasz się na huśtawce, i patrzysz w niebo w kolorze rondla.

Kiedy mąż Twój i dziecko śpią w pokoju obok. Kiedy pies biegnie by przegonić wiewiórkę skaczącą z gałęzi na gałąź. Kiedy jest cisza. A raczej jej nie ma. Bo ptaki świergolą. I psy szczekają w oddali. I szyszka spadając turla się po dachu. I kiedy wiesz, że za czas jakiś. Jak już się bujać przestaniesz. A oni obudzą się. To zjecie razem makaron. Z boczkiem i świeżym szpinakiem. I z czosnkiem, który czuć delikatnie przez okno.

 

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply