termometr
życie

O tym jak mój mąż nie wypadł przez okno

Mój mąż ma wiele zainteresowań.
W tym wiele, których ja kompletnie nie podzielam.
Ostatnio zamówił sobie prenumeratę Muratora.
I tam w tym Muratorze przepadł na jakieś pół godziny co chwilę wydając okrzyk zachwytu.
To trochę tak jak ja gdy oglądam nowy Harper’s Bazaar albo katalog Sephory.
Z tym że on się ekscytuje nową generacją kołków.
Karcherem do mycia okien.
Lub najnowszym modelem wiertarki Bosh.
Taaaak.

Jednym z tych wielu zainteresowań mojego męża, którego kompletnie nie podzielam i nie rozumiem są termometry.
Takie termometry wskazujące temperaturę powietrza na zewnątrz, wewnątrz i nie chcę myśleć gdzie jeszcze.
Poza tym pokazują zapowiedź pogody, która z mojego doświadczenia bezwolnej posiadaczki drugiego już modelu takiegoż termometru , nie sprawdza się nigdy.
Pokazują wilgotność powietrza.
Godzinę i obrazkowe przedstawienie sytuacji pogodowej czyli np.chmurę z deszczem gdy za oknem świeci piękne słońce.

Teraz mi się przypomniało, że najdziwniejszą dla mnie zajawką mojego męża są gałki do kaloryferów.
Maciek je nieustannie programuje, tak aby temperatura była wszędzie jak on to mówi optymalna.
Co się zazwyczaj nie udaje, gdyż nasze dziecko łazi za nim i przestawia ustawienia gałek po swojemu.
Ale nie o tym miał być ten post.
A szkoda bo zapowiada się zabawnie.

Wróćmy jednak do termometru, bo o tym będzie częściowo ta historia.
Nasz termometr składa się z dwóch części.
Takiego małego odbiornika, który powinien być na dworzu – i do tej pory leżał na tarasie przykryty doniczką aby nie zamókł.
I drugiej części, wyświetlacza temperatury i innych bajerów, który to znajduje się u nas w salonie na honorowym centralnym punkcie regału.
Tuż obok naszego zdjęcia ze ślubu.
Ja tego komentować nie będę.
Mój mąż ten termometr kocha żarliwie.
Cóż zrobić.

No i nagle w niedzielę Maciek wymyślił, że oto nadeszła pora żeby termometr (a raczej ten zewnętrzny odbiornik) powiesić w miejscu dla niego docelowym.
To jest za oknem w sypialni.
Od strony północnej.
Pod specjalnym daszkiem.
Gdzie to dla termometru jest według mojego męża miejsce idealne.

Dla mnie to jest bez znaczenia.
I tak zazwyczaj sprawdzam pogodę w telefonie bo jest dokładniejsza.
Ale oczywiście nie oponowałam i zabrałam się za szykowanie obiadu.
To jest obieranie ziemniaków z Kajką uwieszoną u nogi.

No i tak stoję w tej kuchni, obieram jednego ziemniaka.
Drugiego.
I nagle on wchodzi blady.

Opiera się o ścianę.
I drżącym głosem mówi.
O rany.
Ty nie wiesz co się właśnie stało.
Wieszałem termometr za oknem w sypialni.
I jakoś tak nagle zupełnie niespodziewanie zachwiałem się.
Zapomniałem się.
Zagapiłem.
Zamyśliłem.
I prawie, że przez chwilę wypadłem przez okno.

Patrzę na niego.
I widzę, że nie żartuje.
Widzę, że jest przejęty sytuacją jak siemasz.

Mogłem zginąć.
Wiesz.
Mówi.

I ja wiem.
Ja wiem.
Bo jestem kobietą.
I to mega panikarą.
Moja wyobraźnia jest większa niż kosmiczne przestworza.
Ja wiem.

Ja widzę siebie obierającą ziemniaki.
Słyszę krzyk męża z sypialni dobiegający.
Jakiś stłumiony taki.
Widzę ziemniaka, który mi z ręki wypada.
I spiralę ziemniaczanej skórki na jasnym kafelku podłogi widzę.
Moje nerwowe kroki i te spojrzenie na sypialnię pustą i okno na oścież otwarte.
Czuję swój strach przed przez to okno wyjrzeniem.
Czuję ten nagle w ułamku sekundy zakleszczający się na mym sercu bezsens wszystkiego.
Bezsens obieranych przeze mnie ziemniaków.
Bezsens obawy o jutrzejszą pogodę.
Bezsens chęci posiadania kolejnej torebki.
Czuję bezsens gniewania się na niego, że się spoźnił przedwczoraj godzinę.
Że nie wyniósł śmieci.
Że bazie kupił za krótkie.
Czuję ten bezsens narzekania na wieczne zmęczenie.
Bezsens wszystkiego co do tej pory miało sens a teraz zupełnie mieć sens przestało.
Czuję łapki Kajki zaciśnięte wokół mojej nogi.
I paniczną myśl, o tym co teraz.
Co teraz.

Otrząsam się nagle z tej wizji koszmarnej.
Odkładam ziemniaka.
I mówię.
Weź Ty mi nawet nie mów.

Za jakiś czas jemy obiad.
Filety z kurczaka.
Ziemniaki.
Mizeria.

Maciek kroi kotleta w maleńkie kwadraciki dla Kajki.
Uśmiecha się do mnie znad swojego talerza.
Ja też się uśmiecham do niego.
Wdzięczna jestem na maxa, że jemy ten obiad razem.
I nagle on mówi.
Wiesz tak sobie myślę.
Że jednak w złym miejscu powiesiłem ten termometr.
Chyba go muszę przewiesić na tę ścianę od strony tarasu.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

8 komentarzy

  • Reply monica 12 kwietnia 2017 at 10:37 pm

    My też mamy prenumeratę Muratora. Po jakimś czasie sprzedałam na allegro-za zgodą właściciela:) A termometry mąż mój też uwielbia, najlepiej z barometrem w komplecie:)Taki jeden „kombajn” zajął stanowisko koło ściany ze zdjęciami rodzinnymi. Przysłoniłam go nieco kwiatkiem w doniczce….

    • Reply Iwa 13 kwietnia 2017 at 7:35 am

      Widać typowych facetów mamy 😉

  • Reply Dagmara 12 kwietnia 2017 at 9:41 pm

    Uwielbiam te Twoje opowieści z mężem w roli głównej 🙂 Masz dar opowiadania! Ja mam lęk wysokości i mnie się on nasila z wiekiem, więc wizja wypadnięcia Twego męża z tego okna i u mnie ciary wywołuje. Swoją drogą jak niewiele potrzeba, by człowiek zginął w tak głupi sposób…

    • Reply Iwa 13 kwietnia 2017 at 7:37 am

      Dziękuję! Fanów mojego męża przybywa 😉 A ta cała historia uświadomiła mi, że nasze życie może się zmienić o 180 stopni w jedną sekundę…

  • Reply Natalia 12 kwietnia 2017 at 9:14 pm

    Iwa! Roześmiałam się w głos na sam koniec! Mało Amelii nie obudziłam 🙂 I wcale nie śmieszy mnie fakt, że Twój Mąż prawie przez okno wypadł, ale ta Jego puenta i dalsze plany związane z termometrem.. 🙂 Pozdrawiam Was, uważajcie na Siebie 🙂

    • Reply Iwa 13 kwietnia 2017 at 7:38 am

      W tym momencie gdy on to mówił to myślałam, że go uduszę 😉 Mężczyźni jednak to inny gatunek! a najlepsze jest to, że dzisiaj rano się okazało, że odbiornik za oknem zamókł na deszczu pomimo daszku nad nim i termometr padł…Ja jednak będę już twarda w tym temacie – więcej wieszania termometru nie będzie! 🙂

  • Reply Czajniki w Kropce 12 kwietnia 2017 at 8:05 pm

    Czego się nie robi dla pasji… Mogę zapytać, które piętro i jak wysoko mieszkacie? I ja sobie wyobrażałam czytajac to, aż ciary przeszły.

    • Reply Iwa 12 kwietnia 2017 at 8:55 pm

      Piętro czwarte. Mnie do dzisiaj ciary przechodzą.

    Leave a Reply