walentynki
życie

O tym wieczorze gdy kot został na noc w szpitalu

Poszłam do sklepu po pizzę.
Taką mrożoną w tekturowym pudełku.
Nafaszerowaną konserwantami i innym najgorszym świństwem jakie sobie można wyobrazić.

Chwilę wcześniej mój mąż wrócił z przychodni, gdzie na noc zatrzymali naszego chorego nagle kota.

W pierwszym sklepie nie było ani jednej pizzy mrożonej.
Były za to lody Ben&Jerry – o wow niemożliwe.
Ostatnio jadłam takie w Londynie cztery lata temu.
Biorę te karmelowe.

W drugim sklepie była pizza, ale jakiejś marki nieznanej o smaku cztery sery, zupełnie nie taka jak chciałam.

W trzecim sklepie były.
Różne pizze różnych firm i o różnych smakach.
Wzięłam dwie różne.
Firm różnych dwóch.
W dwóch różnych smakach.
Kurczak curry.
Salami pikante.
Kostkę sera żółtego.
Dwa piwa budweiser.
I jedno karmi.

W domu już czekał piekarnik rozgrzany.
Tarka do sera.
I zioła prowansalskie.
I mąż do tarcia sera na tarce gotowy.

Otworzyłam piwo. Wzięłam łyka zimnego prosto z butelki.

Usiadłam na naszym żółtym krześle i mówię.
Że boję się o kota.
Że on tam w tej klinice sam się siedzieć boi.
Że bym wolała, żeby był tu w domu z nami.
Tak jak wczoraj tu z nami w domu był.
Leżał przecież jeszcze wczoraj na kanapie.
Rozwalony jak fryta i łapę sobie lizał z miną a odwalcie wy się wszyscy ode mnie.

Pika tajmer.
Mąż otwiera piekarnik.
Posypuje pizzę ziołami i startym żółtym serem.
Zamyka.

Biorę drugiego łyka i mówię.
Że echhh ostatnio niemiła byłam dla kota.
Nie wystarczajaco głaskałam.
Po grzbiecie, pod brodą.
I nawet karmę tańszą w ramach oszczędności kupiłam.
Której kot nie lubi.
Wiem o tym.
A mimo to kupiłam.
Tę tańszą, niesmaczną karmę kupiłam.
I jak ja mogłam tak zrobić.
No jak.

Talerze. Dwa duże białe na stole mąż stawia.
Butelkę ketchupu z lodówki wyjmuje.
Nóż. Widelec.
Dwie serwetki z szuflady tej pierwszej od góry.
Czerwone, świąteczne jeszcze.

Oblizuję gorzkie od piwa wargi.
I biorę trzeciego łyka.
Jak w poniedziałek odbierzemy ze szpitala kota.
Mówię.
To ja jej te najlepszą najdroższą rojal kanin karmę weterynaryjną kupię.
Dla kotów seniorów. Po sterylizacji.
Tę karmę co to ona jak ją je to mruczy.
I pójdę do pepco i jej kupię cały nowy mięciutki kocyk.
Tylko dla niej.
Żeby na nim sobie mogła wygodnie swoim po chorobie kocim ciałem leżeć.

Znowu tajmer.
Pizza paruje.
Ser spływa na folię aluminiową.
Kroimy trójkąty specjalnym do pizzy nożem.
Nakładamy pół takiej pół takiej.
Pół kurczak curry pół salami pikante.

Jest pycha.
Jest taka jak zawsze gdy jest nienajlepiej.
Gdy humor nie dopisuje.
Gdy coś się wali.
Jest pizza z pudełka tekturowego.
Jest nóż. Widelec.
Dwa są talerze białe.
Jest gorzki smak piwa na wargach oblizany.

Jest nasz kot w szpitalu dziesięć kilometrów dalej.
Który nie wie o tym jeszcze.
Że w poniedziałek jak do nas wróci.
To tę najlepszą karmę rojal kanin dostanie.
I kocyk z pepco nowy. Taki tylko dla siebie.
By swoim kocim po chorobie ciałem, mógł leżeć sobie i patrzeć na nas z miną a odwalcie wy się wszyscy ode mnie.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Dagmara 10 stycznia 2017 at 3:37 pm

    A ja już nie zdążyłam tego lepszego kocyka i karmy lepszej dla mojej psinki… choć codziennie sobie obiecywałam, że od jutra będę lepsza… Nowotwór wyniszczył ją w ciągu miesiąca. Musiałam ją uśpić 🙁 Najgorszemu wrogowi nie życzę, by taką decyzję musiał podjąć. Zdrowia życzę Waszej koci!

    • Reply Iwa 10 stycznia 2017 at 4:15 pm

      U nas też niewiele czasu zostało…Dzisiaj wraca do nas do domu ale serduszko w fatalnym stanie 🙁

    Leave a Reply