bojesiemyszko
macierzyństwo

Domek z kartonu

To wszystko zaczęło się od tego, że już trochę mam dosyć siedzenia w domu.

Mam tego siedzenia w domu dosyć na tyle, że zaczęłam fantazjować na temat pójścia do pracy.
A co za tym idzie, zaczęłam fantazjować na temat mojego ubioru w tej pracy.
A co za tym idzie, zaczęłam fantazjować na temat torebki, którą do tego ubioru będę nosić.

No i tak się jakoś złożyło, że żadna z dotychczasowych moich torebek, które cierpliwie czekają w szafie na lepsze czasy.
Nie do końca wpisywała się w te moje nowe fantazje.
Dlatego po burzliwych poszukiwaniach.
Kilku zwrotach i zmianach decyzji.
Zamówiłam idealną torebkę do pracy.
Która teraz dumnie na mnie patrzy z biurka pod ścianą.
Czekając aż za dziewięć miesięcy wyjdzie razem ze mną zdobywać świat.

Tymczasem pozostaje mi zdobywanie świata w domu.
A dokładniej zdobywanie domu w domu.
Czy jakoś tak.

Ta torebka zapakowana była w spory karton.
A ja już jakiś czas temu zauważyłam, że moja córeczka coraz częściej bawi się laleczkami.
Małymi króliczkami i myszką.
Odgrywa nimi różne scenki rodzajowe.
W stylu robienie siku i kupy.
Wspólne jedzenie miodu i bagietki duplo.
Lub kąpieli w plastikowym pojemniku na jedzenie z ikei.

Wzięłam więc torebkowy karton w obroty.
I zrobiłam dla tego całego towarzystwa domek.
Trochę na szybko.
Trochę na łapu capu.
Ale wyszło całkiem nieźle.
I dopóki nie kupimy „prawdziwego” domku.
Myślę, że ten świetnie daje sobie radę.

Kaja od rana pyta.

Mama pobawimy się domkiem?

Jasne mówię.

I siadamy obie naprzeciwko niego.
Układamy dywan.
Zapraszamy gości na urodziny króliczka.
Rozbieramy i ubieramy.
Kąpiemy.
Sikamy.
Jemy.
Kładziemy spać.
Czytamy książeczkę.

No i przede wszystkim rozmawiamy.

To znaczy myszka i króliczki rozmawiają z Kają.
Moim zmodulowanym głosem.

Kaja mówi na przykład.

Myszko już nie będzie biegunki.

I ja widzę w jej oczach strach.
Strach przed tą nieszczęsną biegunką widzę.
Myszka odpowiada moim modulowanym głosem.

Nie Kaju, już nie masz biegunki.
Ale wiesz co? Ja też kiedyś miałam biegunkę i to nie jest takie straszne.
To całkiem normalne gdy boli Cię brzuszek.
I czasem każdemu się zdarza.

Albo Kaja mówi tak.

Boję się iść do przedszkola Myszko.

Rozumiem Cię Kaju!
Ja też się trochę boję, ale w przedszkolu jest fajnie.
Są zabawki, są dzieci i mama zawsze po Ciebie wraca zaraz po tym jak zjesz zupę.

Albo tak.
Za ścianą płacze Jaś.
Kaja mówi.

Myszko mama musi nakarmić Jasia.

I ja widzę w jej oczach smutek.
Więc myszka odpowiada moim modulowanym głosem.

Tak Kaju.
Bo wiesz Jasio jest jeszcze malutki.
Mama się nim opiekuje tak samo jak opiekowała się Tobą jak byłaś mała.
Ale zaraz po tym jak go nakarmi to wróci do nas żeby się dalej bawić.

No i tak się razem bawimy tym domkiem.

Siadamy obie naprzeciwko niego.
Układamy dywan.
Zapraszamy gości na urodziny króliczka.
Rozbieramy i ubieramy.
Kąpiemy.
Sikamy.
Jemy.
Kładziemy spać.
Czytamy książeczkę.

No i przede wszystkim rozmawiamy.
To znaczy myszka i króliczki rozmawiają z Kają.

Bo czasem tak jest po prostu łatwiej.

czteryumowy
książki, przepisy

Kulki mocy, cztery umowy, króliczek i Wiktor Naworski

KULKI MOCY

Zacznę od kulek mocy.
Bo to jest tak, że od nowego roku postanowiłam się zdrowiej odżywiać.
Ja w ogóle niestety nie jestem z tych, co to się zachwycają jarmużem.
Ja lubię frytki z makdonalda.
Lubię tosty z żółtym serem i keczupem.
Lubię gofry z bitą śmietaną.
Parówki.
Chrupki serowe.
Sery pleśniowe.
Pizzę pepperoni.
I kuatro fromadżi.
Lubię lody Grycana.
Kinder Bueno.
Spagetti carbonara.
Bagietkę.
Nutellę.
Kiełbasę z grilla.
I piwo.

Więc dla mnie zdrowe jedzenie jest:

– niedobre
– średnie
– w miarę dobre

Ale ale!
Jest taka rzecz, która jest i zdrowa i dobra.
Serio!

To są właśnie kulki mocy.

Robię je tak:

– 1 szklanka daktyli namoczonych we wrzątku (minimum 15 minut)
– 2 szklanki orzechów i ziaren (dowolnie mogą być migdały, nerkowce, ziarna słonecznika, siemie lniane i co tylko chcecie )
– kakao – ile chcecie (ja daje dwie łyżki)
– łyżka oleju kokosowego
– wiórki kokosowe (do obtoczenia)

To wszystko się miksuje na gładką masę.
Ja najpierw blenduję orzechy i ziarna na mączkę.
Potem osobno daktyle i olej kokosowy.
Potem to łączę.
Mieszam.
Dodaję kakao.
Formuję kuleczki.
I obtaczam w wiórkach kokosowych
I to jest serio pycha.
Serio.
A i najlepiej trzymać te kulki w lodówce.
Mogą tam być nawet tydzień.
Ale wątpię aby przetrwały.

CZTERY UMOWY

To maleńka książeczka, którą poleciła mi Agnieszka Maciąg na swoim blogu.
Przypomina o tym co ważne.
I o tym, żeby stale pracować nad sobą.
Autor namawia nas abyśmy zawarli ze sobą cztery umowy:

1. Szanuj swoje słowo
2. Nie bierz niczego do siebie
3. Nie zakładaj niczego z góry
4. Rób wszystko najlepiej jak potrafisz

Myślę, że warto ją przeczytać.
Daje do myślenia.

KRÓLICZEK W KĄPIELI

To jest przeurocza książeczka dla dzieci.
Moja znajoma poleciła mi pierwszą część – „Śpij króliczku”.
Ale nigdzie nie mogłam jej dostać.
Więc zamówiłam tę o kąpieli.
Najfajniejsze w tej książce jest to, że angażuje dziecko w trakcie czytania.
Razem wołamy króliczka.
Myjemy mu głowę.
I dmuchamy, żeby wytrzeć mu futerko.
Kaja jest zachwycona.
Czytałyśmy ją wczoraj trzy razy pod rząd.
I dzisiaj rano znowu.
Myślę, że można spróbować pokazywać ją młodszym dzieciom.
W każdym razie dla dwulatka – rewelacja!

WIKTOR NAWORSKI Z FILMU „TERMINAL”

Ach jak ja uwielbiam Toma Hanksa!
W filmie Terminal, wciela się on w postać Wiktora Naworskiego.
Obywatela Europy Wschodniej, który ze względu na sytuację polityczną w jego kraju, zostaje uwięziony na lotnisku w Nowym Jorku.
Pierwsza godzina filmu wydawała mi się nudna.
Za to druga wynagrodziła dłużyzny tej pierwszej.
Tom Hanks jest świetny.
Catherine Zeta Jones piękna.
A Wiktor Naworski jest uroczy.
Uczciwy.
Solidny.
Jest takim człowiekiem.
Jakim ja chciałabym być.
Po prostu jest dobry.
Po obejrzeniu tego filmu.
Robi się nam cieplutko i miło.

pexels-photo-89108
macierzyństwo

Strach

Moje dzieci boją się:

– Burzy
– Fajerwerków
– Odkurzacza
– Tego odgłosu
– Bicia zegara
– Sąsiadki
– Tamtego pana
– Samolotu
– Dzwonu w kościele
– Że pan będzie pukał
– Kuriera
– Biegunki
– Wujka Jacka
– Lekarza
– Obcinania paznokci
– Że będzie bolało
– Wiertarki
– Muchy
– Pana kleksa
– Blendera

A ja się boję:

– O moje dzieci

fejsbuk
życie

Żeby nie zapeszyć

Zaczyna się tak.
Wchodzisz na fejsbuka i widzisz.
Daj mu szanse.
On może żyć.
Trzynastolatek waży dziesięć kilo.
Dziewczynka ma raka.
Chłopiec ma białaczkę.
Ten nie może chodzić.
A bardzo by chciał zagrać z kolegami w piłkę.
Jeszcze jeden raz.
Ta dziewczynka traci wzrok.
Tamta straciła rodziców.
Niemowle nie ma rączki.
Ten umiera.
A tamtemu się spalił dom.
Ten nie ma matki.
Ten nie ma nogi.
Tamten nie ma nadziei.

Wyłączasz fejsbuka.
Zamykasz laptopa.
Oddychasz.
Wzdychasz.
Oddychasz znowu.

Rozglądasz się dookoła i widzisz.
Kanapę w błękitnym kolorze a na niej.
Dwie kolorowe poduszki.
Widzisz drewnianą dziecięcą kuchnię a na niej.
Kolekcję kolorowych jeży z ciastoliny.
Na tej kanapie widzisz też swoją córkę lat dwa.
Nieumierającą.
Całą i zdrową.
Oglądającą bajkę o niebieskim autobusiku.
Jedzącą biszkopta, który się kruszy na błękitną kanapę.

Uważaj bo kruszysz na kanapę mówisz.

Widzisz suszarkę na pranie.
A na niej maleńkie skarpetki.
Maleńkie spodenki i niebieski kocyk.
Słyszysz za ścianą jak śpiewa Twój synek.
Uuuuuuuu
Aaaaaguuuuuu
Uuuuuuuu
Najpiękniejszą piosenkę śpiewa.

Widzisz kubek z herbatą a za kubkiem męża swojego widzisz.
Jak czyta gazetę auto świat sprzed trzech miesięcy.
Jak żyje.
Jak herbatę pije.
Cały i zdrowy.

Widzisz kurze pod stołem.
Plastelinę w krzesło wtartą.
W kolorze pomarańczowym.
Mokre od deszczu szyby.
Garnek z zupą.
Niezamiecione igły z choinki.
Widzisz swój dom.
Niespalony.
Cały.
Bezpieczny i ciepły.

Otwierasz komputer.
Otwierasz fejsbuka.
Klikasz w pierwsze okienko.
Robisz przelew.
Żeby pomóc.
Żeby nie zapeszyć.
Żeby Ci się tylko to nie przytrafiło.