porzadki
życie

Porządki

Przychodzi czas na porządki.
Trzeba wynieść śmieci.
Uprzątnąć okruchy ze stołu.
Ogarnąć miliard zabawek z podłogi.

Ale to tak na co dzień.

Raz na jakiś czas myjemy okna.
Podłogi, zmywamy z brudu.
Wniesionego na podeszwach kapci, klapek czy butów nawet.
Gdy już przy drzwiach, zapomniało się telefonu.
Który leży na blacie w kuchni, obok czajnika.
I wtedy wiadomo, na szybko się w butach leci, że niby ten brud już tak nie osiądzie po tym jednym w butach wbiegnięciu.

Czasem otwieramy szafę.
Bierzemy pudło, albo niebieską torbę bez dna z Ikei.
I wyrzucamy.
Sukienki stare.
Tę ze studniówki.
Tę już za krótką.
Tę co się nie dopina.
I tę za długą, co to wisi sześć lat do skrócenia.

Bluzki.
Spodnie.
Koszule.

Bo za eleganckie.
Nie w naszym stylu.
Albo już takie zużyte, że wstyd iść w tym gdziekolwiek indziej niż do kurnika.
A ponieważ kurnik nie u każdego jest.
No to sru do pudła.
Do torby z Ikei bez dna.

Skarpetki bez pary.
Podarte rajstopy.
Gacie po tacie.

Robimy porządki w kuchni.

Garnki bez pokrywki.
Pokrywki bez garnków.
Spalone patelnie.
Kubki bez ucha.
Wyszczerbione talerze.
Noże bez rączki.
Rączki bez łyżki.
Połamane korkociągi.

Wyrzucamy to wszystko.

Za wysokie wazony.
Za ciasne dzwony.
Spleśniałe zasłony.
Dywany z roztoczem.
Majtki z podartym kroczem.
Rachunki z lidla.
Pękniętą deskę od kibla.

No można by wymieniać bez końca.
Ten cały majdan niepotrzebnych nam już rzeczy.

Kiedyś Agnieszka Maciąg w wywiadzie powiedziała.
Że żeby zrobić miejsce na nowe.
Trzeba wyrzucić stare.

Że jak masz w salonie kanapę.
Tę samą od stu już lat.
To jak kupisz nową, to żeby się zmieściła musisz zrobić dla niej miejsce.
I tej starej się pozbyć.

Ja tak mam teraz z blogiem.
Bo jak masz bloga, to masz też opcję komentowania pod postami.
I tak jakoś jest, że 99% komentarzy, które dostaję to jednak wolę usunąć.

Są to niesamowicie ciekawe informacje o porno dla gejów.
Albo arabskie znaczki.
Tudzież chińskie szlaczki.
Albo zachęty do zakupu wibratorów z brokatem w kształcie jednorożca.

Ja to wolę kasować.
Regularnie usuwać.

I tak mi się jakoś nazbierało.
Przez moje zaniedbanie.
Przez sprzątanie okruchów ze stołu.
I zabawek z podłogi.
Że się tego zrobiło dwanaście tysięcy.

A serwer nie wyrabia.
I mogę usunąć dwadzieścia komentarzy na raz.
Więc siedzę godzinami i usuwam.
Klikam zaznaczam.
Kasuję.

Arabskie znaczki.
Chińskie szlaczki.
Porno dla gejów.
Tanie wino dla bejów.
Kulki rozkoszy.
I księgową za pięć groszy.
Jednorożca w brokatowym wibratorze.
I na Malediwach najpiękniejsze zorze.

Usuwam po dwadzieścia sztuk.
Potem reset i od nowa.
Dwadzieścia sztuk i zaznaczam ptaszki w kwadracikach.

Sto.
Dwieście.
Tysiąc.

To trwa baaaaaaardzo długo.
Wiele, wiele godzin.
Albo kilka dni po pół godziny.
Albo miesiąc po pięć minut.

Bo oni piszą do mnie nieustannie.
Z USA.
Z Afryki.
Z Chin.
Z Rosji.
Z całego Świata piszą.
Tak im się mój blog podoba.

Ale trzeba czasem ten porządek zrobić.

Wziąć torbę bez dna z Ikei.
Pudło.
Przestrzeń nieokreśloną.

I wyrzucić tę sukienkę ze studniówki.
Połamane korkociągi.

Za wysokie wazony.
Za ciasne dzwony.
Spleśniałe zasłony.
Dywany z roztoczem.
I majtki z podartym kroczem.
Rachunki z lidla.
Pękniętą deskę od kibla.

Wyrzucić.
Posprzątać.

I zrobić miejsce na nowe.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply