macierzyństwo

Pózniej będzie gorzej

Gdy urodziła się moja córeczka, dostałam od znajomych masę listów, maili i wiadomości na Facebooku.

List od koleżanki, z którą kiedyś co weekend po klubach balowałam, pamiętam jakoś wyjątkowo.

Ona w tym czasie, gdy list do mnie z gratulacjami pisała, miała już sama dwuletnie dziecko.
A napisała mi tak: „Hej, gratuluję córeczki. Prześlij fotę małej i korzystaj z czasu, kiedy tylko śpi, je i robi kupę. Później będzie gorzej!”

I o to „Później będzie gorzej” się cały czas rozchodzi.

Moja córka nie spała w dzień, przez pięć pierwszych miesięcy.
Chyba, że na spacerze w wózku, nieustannie bujanym góra-dół i pchanym jednocześnie do przodu.
Każde zatrzymanie chociażby na 10 sekund na światłach, czy żeby buta zawiązać, kończyło się dziecka mojego przebudzeniem, i rykiem na całe gardło.
W tej sytuacji, pomagało tylko wyjęcie jej z wózka i energiczne robienie przysiadów z dzieckiem w ramionach. Także tak to z tym spaniem było.

W domu od rana, do godziny 23, dziecko było aktywne i przebudzone totalnie.
Gdy myslałam w tym czasie o tym, że później ma być gorzej to bladłam i słabo mi się robiło.

Bo córeczka moja, przez trzy pierwsze miesiące, dzień w dzień, od godziny 17, miała kolki takie, że z mężem na zmianę, albo ją nosiliśmy, jednocześnie bujając (trening lepszy, niż wszystkie skalpele i turbo czady Chodakowskiej, razem wzięte). Albo sterczeliśmy w łazience, z włączona suszarka i dzieckiem leżącym na pralce, które przy tym suszeniu właśnie uspokajało się nieco.

Kilka razy zdażyło nam się, zjeść kolację, przy na fula włączonym odkurzaczu. Bo tylko w takich okolicznościach, córka moja spała jak anioł.

Wiec gdy myślałam sobie o tym, że później może być gorzej, to włosy mi dęba stawały i paznokcie gryzłam z nerwów.
Że jak to gorzej, przecież teraz jest najgorzej. Jest tak źle przecież, że sobie gorzej nie wyobrażam żeby było. I nie było.

Tak jakoś u nas się trafiło, że najgorzej to było własnie na początku, przez te pierwsze trzy miesiące.

Potem było trochę lepiej, a potem jeszcze lepiej, a teraz po roku jest jeszcze lepiej.

Lecz nadal znajomi nas straszą, że jak już zacznie raczkować to będzie gorzej, a jak już stanie i ruszy do przodu, na tych maleńkich nóżkach najukochańszych, to już w ogóle będzie masakra.
A jak jeszcze zęby zaczną rosnąć, to się nie pozbieramy tak źle wtedy będzie. I jak mięso jeść zacznie, to mogiła przy przewijaniu, bo odór z pieluchy się wydobywać będzie nie z tej ziemi.

A gdy nasza Kajka raczkować zaczęła, i cieszyć się z tego i śmiać do nas w głos, to mi kamień z serca spadł. Że nareszcie normalna opieka nad dzieckiem się zaczyna.

Że będzie zabawa, śmichy chichy, i ganianie się po mieszkaniu. Oczywiście będzie też masa niebezpieczeństw, na które ja muszę uważać i plany mojej córki z góry przewidywać. Ale ja się z tego cieszyłam.

I jak teraz się uczy chodzić, i książki z regału ciągle z kolejnych polek wyżej przekładam, i sprzęt grający, cały kartonem jest zalepiony, to ja się cieszę.

Bo dziecko jest zdrowe, nie płacze, cieszy się, śmieje i świat poznaje.
A kupa po mięsie, to powiem szczerze, że wcale aż tak nie śmierdzi.

Wiec wszystkie te pogróżki, o tym jak to będzie gorzej, możecie sobie schować gdzieś głęboko.
I bardzo proszę młodych, wrażliwych mam nie straszyć, bo czasem tak bywa, że potem jest lepiej.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply