praca1
macierzyństwo

Praca

Od jakiegoś czasu zaczęłam myśleć o powrocie do pracy.
I nagle przy tym o powrocie do pracy myśleniu, myśl mnie uderzyła taka.
Że przecież ja nie o powrocie, a o zmianie powinnam ewentualnie myśleć.
Bo pracę to ja przecież mam.
I to nie byle jaką.

W parku codziennie mam spotkanie z kaczkami.

Kawę zimną, niedopitą, albo zupełny kawy brak.

Sto wysłanych do mnie co dzień, od dziecka uśmiechów.
A odpowiedź na nie, jest wymagana od razu.

Lunch mam z córeczką wspólny, i marchewkę we włosy wtartą, która ujawni się dopiero wieczorem, po godzinach sześciu.

Wspólne z łazienki korzystanie i papieru toaletowego rozwijanie po mieszkaniu całym.

Klocków ustawianie i burzenie czterdzieści razy na dzień.

Na koniku drewnianym bujanie sto godzin.

Muszę przy tym utrzymywać świetną formę fizyczną, przysiady i skłony wykonywać codziennie, oraz rozmaite ćwiczenia aerobowo-siłowe z coraz to większym obciążeniem.

Monologi prowadzić o wszystkim.
Niczym tłumacz, czy jakiś przewodnik turystyczny, każdy przedmiot i sytuację dokładnie omawiać.

Zadawać pytania, na które odpowiedź zazwyczaj brzmi “ko”, co tak naprawdę oznacza naszego kota oraz wszystko inne co aktualnie Kaja ma na myśli.

Burzę mózgów codziennie przeprowadzam.
Dotyczącą zabaw edukacyjnych.
Bądź dotyczącą zabaw mniej edukacyjnych, ale na dłużej niż dziesięć minut dziecko me zajmujących.

Obowiązuje mnie dress code – dres.

ASAP uskuteczniam bieg do nocnika.

Mam nadgodziny w środku nocy.
Każdej.

Urlopu brak.

I chorobowego.

A wynagrodzenie dostaję w postaci przytulania, przeżutej moreli i pocałunków lepkich.

Wiec tutaj ewentualnie o zmianie pracy pomysleć mogę.
Na inną jakąś.
Pod wieloma względami lżejszą.

Wymagającą jednak ubrania się jakoś po ludzku.
Tak by jak kobieta, a nie stały bywalec siłowni osiedlowej wyglądać.

Wymagającą wyjścia z domu.
Rozmów z ludźmi, którzy co najmniej maturę zdali.
Do toalety chodzenia samemu.

Na taką, w której gorącej kawy, w każdym prawie momencie, możliwość wypicia bym miała.
Na taką, w której zamiast po podłodze całodziennego tarzania, raczej przy biurku bym osiem godzin siedzieć musiała.

Nie wiem czy jestem na taką zmianę gotowa.
I nie wiem co na to moja córka mała.
Bo kto ją tak będzie na tym koniu sto dziennie godzin bujał.
I kto tak, na te jej szczerbate uśmiechy odpowiadał od razu.

Więc myślę i myślę i nie wiem co robić.
Bo decyzja wbrew pozorom łatwa nie jest.
Jedno wiem jednak na pewno.
I odkąd sama zostałam mamą, to szacunek do wszystkich tych kobiet mam wielki.
Do tych kobiet wszystkich, których miliony na świecie całym.
Których miliony dnia każdego.
Pracy tej ciężkiej się podejmują.
Że praca to jest w naszym CV najważniejsza.
I projekt w naszym życiu największy.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply Ana de Leon 7 grudnia 2016 at 10:39 pm

    Amen <3 <3 <3

    • Reply Iwa 7 grudnia 2016 at 10:47 pm

      🙂

  • Reply Justyna 7 grudnia 2016 at 10:02 pm

    Iwa nie wiem jak to robisz, ale tylko Twoje wpisy potrafią rozśmieszyc mnie, a za chwilę rozczulic do łez 🙂 Po prostu tak pięknie piszesz o tym macierzyństwie i tak totalnie trafiasz w sedno, że czasem zastanawiam się czy aby nie czytasz w moich myślach? A może w myślach wszystkich nas, kobiet, które patrzą na macierzystwo z wielką radością, ale również z przymrużeniem oka, które jest możliwe tylko wtedy jak jest sie spełnionym w tej roli 🙂 I w kilku innych też! 🙂

    • Reply Iwa 7 grudnia 2016 at 10:35 pm

      Nie wiem jak to robię, ale bardzo się cieszę, że Ci się podoba 🙂 buziaki!

    Leave a Reply