okno1
życie

Przebrudne okna i lody solony karmel

Wraz ze wzrostem temperatury oraz ze wzrostem listków i kwiatków, jakoś tak się dzieje, że wzrasta moja potrzeba czystości.

Przypuszczam, że jest to związane z większą ilością słońca.
A co za tym idzie lepszą widocznością.
Lepszą widocznością brudu w szczególności.

Zaobserwowałam to zjawisko również wśród sąsiadów.
Jako że przy śmietniku zaczęły masowo pojawiać się wory śmieci, starych mebli, zepsutych sprzętów takich jak wózki, pralki, składane krzesła i przerdzewiałe czajniki.
A także ostatnie egzemplarze choinek.
W opłakanym stanie.

U mnie w domu, w tych bezlitosnych promieniach słońca, najbardziej rzucały się w oczy brudne okna.
Okna przebrudne.
Od góry do dołu obsmarowane.
Oblepione smogiem.
Resztkami naklejek z bożonarodzeniowym motywem.
Z kilkoma rozgniecionymi muchami.
No okna takie brudne jak dawno.

Ze względu niestety na wieczny brak czasu.
Oraz na bardzo liczną u nas liczbę okien.
Zdecydowaliśmy się na pomoc w tej sprawie w postaci pani Haliny.

Pani Halina przyszła.
Podwinęła rękawy i bardzo sprawnie okna w trzy godziny umyła.
Dostała ustalone za swoją pracę wynagrodzenie.
I wyszła.

Następnie, po jakiś pięciu minutach od wyjścia pani Haliny lunął deszcz.
Ulewa taka, z chlustaniem wody we wszystkich kierunkach.
Z zagarnianiem przy okazji błota z tarasu.
I z oczyszczaniem powietrza z resztek smogu.

No i to wszystko się na umytych przez panią Halinę oknach rozmazało od nowa.

Do tego moja córeczka kochana musiała się przyjrzeć deszczowi z bliska.
Z odległości mniej więcej 0 mm, gdyż przykleiła się do szyby cała z nosem, ustami, językiem i wędrującymi po szybie rączkami.
Rączkami, którymi chwilę dosłownie wcześniej miętosiła daktyla.

Po południu, gdy już deszcz przestał padać, pod naszymi oknami od strony sypialni przechodzili cyganie z całą orkiestrą.
Trzeba było koniecznie stojąc na parapecie machać im najpierw z jednego pokoju.
A potem gdy już zniknęli za rogiem, machanie przeniosło się do sypialni.
Z przyklejonym do szyby nosem, ustami, językiem i wędrującymi po szybie rączkami.

Od paru dni nasz taras odwiedzają dwa koty sąsiadki.
Co powoduje przyklejenie się mojej córki do szyby w trybie natychmiastowym.
I przesuwanie się po niej wraz z kierunkiem przesuwania się naszych miałczących gości.

Każda mucha, która zdecyduje się usiąść na oknie jest odprowadzana brudnym paluszkiem.
Każdy samolot i ptaszek na niebie.

Więc jak się domyślacie okna są znowu brudne niemiłosiernie.
Pomimo ciężkiej pracy pani Haliny dosłownie parę dni temu.
Przebrudne.

Za dużo w tej kwestii się zrobić nie da.
Można latać ze ścierką i takim w spreju płynem do mycia okien.
A można wyjść na spacer i zajrzeć do tej lodziarni na rogu, gdzie lody solony karmel sprzedają takie, że się o przebrudnych oknach zapomni od razu.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply Dagmara 5 kwietnia 2017 at 10:04 pm

    Zarówno moja mama jak i ja mamy tak, że jak okna umyjemy, za chwilę pada deszcz. Odkad mieszkamy na wsi, okna zdecydowanie mniej się brudzą. W mieście warstwa brudu była zdecydowanie grubsza i trudniej usuwalna. Drzwi na taras, jak i u Was, wymacane są rączkami Rozalki, a z drugiej strony łapkami kotów, które dokarmiamy. W słońcu kłuje to w oczy niemiłosiernie. Ale jakoś na czystość okien nie mam aż takiego wielkiego parcia. Bardziej mnie denerwują okruchy chrzęszczące pod stopami 😉 A okna myję tylko wodą z octem rozrobioną w butelce z psikaczem. Nie ma nic lepszego. Pozdrawiam, Iwo!

    • Reply Iwa 6 kwietnia 2017 at 8:25 am

      U mnie też wiecznie okruchy pod stopami trzeba polubić i tyle! Pozdrawiam

  • Reply Magda 4 kwietnia 2017 at 9:29 pm

    Ech, u nas podobnie… Okna myte raz na rok… I nie mam z tego powodu moralniaka. Choć jak są czyste, to muszę przyznać, że cieszą.
    Problem prasowania też rozwiązałam. Po prostu tego nie robię. 😉
    Uściski!

    • Reply Iwa 5 kwietnia 2017 at 7:50 am

      Ja też nie prasuję szkoda mi czasu na takie rzeczy. A te małe łapki na oknach dodają domowi uroku! Pozdrawiam słonecznie

    Leave a Reply