smog
życie

Smog i marzenia

Przez tę całą smogową aferę ruch na moim blogu zmalał.
Wszyscy wolą czytać o tym, jaki aktualnie dzisiaj stopień zanieczyszczenia panuje w jego okolicy.
Niż o tym, że mój kot zachorował.
Albo, że poszłam na obiad kupić ziemniaki i włoszczyznę na zupę pomidorową.

No cóż nie dziwię się w sumie.
Chociaż mnie osobiście bardziej mój kot i zupa obchodzą, niż czyjeś brudne waciki z odkurzacza na Woli.

Przez ten amok smogowy ruszyła w mojej głowie lawina myśli i marzeń ukrytych o wyprowadzce.
Bo nie wiem czy wiecie, ale.

Ja chcę się na Mazury wyprowadzić do drewnianego domu z kominkiem.
Chcę się tam po kuchni drewnianej i jasnej krzątać.
Okno na oścież otworzyć i wpuścić świeże mroźne powietrze.
Na blacie leżące ziemniaki ubrudzone ziemią, obrać i zetrzeć na tarce.
Dosypać mąki.
Jajko bez pieczątki wbić.
Trochę soli. Trochę pieprzu.

Wymieszać łyżką drewnianą w glinianej misce w kolorze cegły.
Na patelni krople oleju podgrzać i złote ziemniaczane placki smażyć.
Odgarnąć z czoła niesforny kosmyk, który z ogona spiętego gumka wymsknął mi się.
Odkroić w międzyczasie ćwiartkę jabłka i do malutkiej rączki, która za fartuch mnie ciągnie, tę ćwiartkę jabłka włożyć.
Żeby z nią pobiegła dalej po drewnianej podłodze skrzypiąc.

Chcę żeby kot na parapecie leżał.
Oczy mrużył bo go razi promień słońca zimowy.
A na patelni niech skwierczą placki.

Podwijam rękawy i przecieram ścierką stół.
Drewniany. Jasny. Duży.
Porysowany z tej strony, przy której dziecięce stoi krzesełko.

Wbiega ona po kolejną jabłka ćwiartkę.
Za nią on zapachem obiadu zwabiony od komputera.
W szarym swetrze do kuchni zagląda.

Za ile obiad pyta.
Za pół godziny mówię i przynieś drewna bo się kończy powoli w głowie pełnej marzeń o mazurskim domu dodaję.

On idzie do przedpokoju.
Kurtkę zakłada i buty.
Bierze kosz na drewno i wychodzi.

Pies za nim leci ogonem macha jak siemasz.
W mroźne powietrze wybiega.
Szczęśliwy jak nigdy.
Nasz wystraszony pies łaciaty.

Widzę ich przez okno jak Maciek kuca i w ręce klaszcze a pies radośnie podskakuje.
Obok nich para unosi się ciepła z ich wnętrza ciepłego parująca.

Placki pachną i skwierczą i przybywa ich na talerzu gotowych.
Wyciągam z lodówki śmietanę.
Podgrzewam wczorajszy gulasz w czerwonym rondelku.

Dzwoni telefon to moja mama.
Kupiła bilet na 6:40 będzie jutro u nas po dziesiątej czy Maciek będzie mógł ją z dworca odebrać jasne nie ma sprawy weź mi tę książkę i tego dłuta do linorytu po dziadku nie zapomnij proszę.
Nie mogę teraz placki smażę jutro pogadamy jak fajnie, że przyjeżdżasz.

Pies wbiega zziajany.
Mokrymi łapami o blat się opiera i nos w talerz pełen placków wtyka.
A sio mi stąd Ty kundlu jeden!!
Krzyczę i śmieję się gdy mnie mąż od tyłu przytula.

Bierz Kajkę zaraz jemy.
I zabieraj te łapska zmrożone bo się przeziębię przez ciebie.
I weź tę śmietanę już postaw na stole.
Ale zgłodniałam.
Jak dobrze, że są na świecie ziemniaki i placki ziemniaczane, że są dzięki ziemniakom tym właśnie.

I stoję w tej kuchni warszawskiej.
Ziemniaki na placki obieram.
Sama już nie wiem gdzie tak naprawdę jestem.
Bo wszystko niby jest takie same.
A jednak inne zupełnie.

I czy to jest tej Warszawy wina czy moja.
Sama już nie wiem.

Bo kiedyś ktoś gdzieś powiedział.
Że tam gdzie dążymy. Tam już jesteśmy.

I że jak teraz źle nam jest, to i w złotym pałacu nam źle będzie.
A jak nam w betonowym mieście smogiem skażonym jest dobrze, to i wszędzie indziej też szczęście znajdziemy.

Więc wołam na obiad tych dwoje, co to się jabłkiem z psem potajemnie dzielą.
Kota po grzbiecie mimochodem głaszczę i stawiam na stole parujący talerz ziemniaczanych placków pełen.

I jest mi wszystko jedno w tej chwili kompletnie gdzie tak naprawdę jestem.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

9 komentarzy

  • Reply Lubik 19 stycznia 2017 at 6:57 pm

    Bardzo fajny blog. Wyróżnia się na tle pozostałych. Dobre teksty. Aż miło tu czasem zajrzeć.

    • Reply Iwa 19 stycznia 2017 at 7:23 pm

      Dziękuję :*

  • Reply Dagmara 11 stycznia 2017 at 11:04 pm

    Myśmy też o domu na wsi marzyli. I z Warszawy uciec chcieliśmy. I od prawie trzech lat ten dom mamy. Na Mazowszu, wśród lasów sosnowych, Pilica nieopodal płynie leniwie. Dom daleki od ideału, bo też wolałabym drewniany, i tyle w nim na modernizację czeka, ale stać nas było tylko na taki i jeszcze kredyt trzeba było wziąć. Ale jest dom, jest ogród i wysokie sosny dookoła. Nie ma smogu. Można oddychać pełną piersią. I Mleczną Drogę nad głową w bezchmurne noce tak pięknie widać. Jest cisza i spokój. Choć gdy w lecie letnicy z Warszawy ściągną, to potrafią głośno imprezować do rana i śmieci po lesie zostawiają. Ale jesienią i zimą żywej duszy nie uświadczysz. A teraz już trzeci tydzień jestem u rodziców w Kotlinie Kłodzkiej i powietrze tutaj okropnie zanieczyszczone, ale zima piękna i moja córcia jak szalona tarza się w śniegu. I też mi tu dobrze, bo czuję się wciąż u siebie, i oddycham pełną piersią mimo smogu. Bo miejsce, gdzie dom mamy, jest naprawdę drugorzędne. Ważna jest miłość i radość z bycia razem. Życzę Ci tego domu na Mazurach z całego serca! Choć placki będą w nim pewnie tak samo pyszne jak w Warszawie 🙂

    • Reply Iwa 12 stycznia 2017 at 9:32 am

      Ach jak cudnie, że macie ten dom na Mazowszu 🙂 Myślę, że marzenia się spełniają powoli. Jak się cierpliwie na ich spełnienie czeka.
      Tymczasem trzeba się cieszyć z tego co mamy. Bo mamy wiele, wystarczy się rozejrzeć 🙂

    • Reply Lubik 19 stycznia 2017 at 7:16 pm

      Dagmara, gratuluję tej odważnej decyzji o porzuceniu Warszawy. A napisz jak u Was z dojazdami do pracy – pracujecie w Warszawie czy gdzieś blisko domu? A może po prostu w domu? Bo ta perspektywa dojeżdżania codziennie w korkach z Mazowsza trochę przeraża…

  • Reply Shyshka 11 stycznia 2017 at 8:24 pm

    Oj tez sobie wyobraziłam ten Twoj dom. Pięknie.

    • Reply Iwa 11 stycznia 2017 at 8:43 pm

      Dziękuję :*

  • Reply Kaja Wolnicka 11 stycznia 2017 at 8:12 pm

    Ale pięknie poczarowałaś słowami… wiesz, że i ja przez chwilę byłam gościem w Twoim mazurskim domu?

    • Reply Iwa 11 stycznia 2017 at 8:18 pm

      Cieszę się i zapraszam jak najczęściej 🙂

    Leave a Reply