spieszmy
życie

Śpieszmy się jeść naleśniki.

Muszę Wam powiedzieć, że ostatnio mam jakoś problem z pisaniem pozytywnych postów.
Co jakiegoś napiszę to zaraz kasuję.
Bo same smęty.
Jakieś narzekania.
Strachy na lachy.
I inne przedporodowo-końcowo ciążowe teksty.
W stylu:
Mam wszystkiego dosyć.
Jestem wielką foką.
Wszystko mnie boli.
Dajcie mi wszyscy święty spokój.
Boję się porodu.
Boję się, że oszaleję z dwójką małych dzieci.
Wkurza mnie, że nie znam dnia ani godziny porodu.
Nie mamy wystarczającej ilości jedzenia w lodówce na czas po porodzie.
Jak ja dam sobie radę jak mnie po porodzie położą w szpitalu na korytarzu.
I tego typu tematy.
Zawładnęły moim pisaniem.
Co się kończy finalnie kasowaniem tego.
Bo ja nie chcę żebyście pomyśleli, że ja taka jestem marudna.

Tak więc dzisiaj zamiast narzekać to ja właśnie na przekór napiszę coś pozytywnego.
I mimo tego, że z mądrością życiową mam tyle wspólnego co jarmuż z nutellą.
Na co wskazuje chociażby fakt taki, że gdy tylko mam wybór między tymi dwoma to bez wahania wybieram nutellę.
I tak wiem, że amerykańscy naukowcy odkryli, że nutella jest oszałamiająco szkodliwa.
To jednak się trochę pomądrzę.

A mianowicie.
Cieszcie się życiem.
Polubcie to co macie.
Rozejrzyjcie się wokół siebie.
I zobaczcie co Was otacza.
Jacy ludzie.
Jakie emocje.
Relacje.
Rzeczy.

Jeżeli jest bardzo źle.
No to sorry.
Współczuję.
Nie ma rady.

Ale pewnie tak źle nie jest.
A prawda jest taka.
Że zakładam.
I mam szczerą nadzieję.
Że każdy z Was ma co jeść.
Ma gdzie mieszkać.
I nie jest kompletnie sam.

Nic nie jest nam dane raz na zawsze.
Każdy dzień kiedyś się skończy.
Każdy rozdział zamknie.
Kiedyś.
Musimy o tym pamiętać.
Na przykład robiąc naleśniki.
Że kiedyś w końcu je zjemy.
I czy to będzie naleśnik pszenny z nutellą.
Czy też orkiszowy z jarmużem, to tak naprawdę jutro będzie już poza nami.
Mam przynajmniej taką nadzieję.
Chyba że macie problemy gastryczne.
Wtedy może chwilę dłużej.

Jest taki wiersz Twardowskiego.
Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…
Na pewno go znacie.

Ostatnio odszedł ktoś, kto odejść jeszcze nie powinien.
Zresztą kto powinien.
Ciężko tu spekulować.

I w takich sytuacjach.
Nagle sobie przypominamy.
Że o rany ale ja byłam głupia.
Że tak na niewygody ciążowe narzekam.
Ale ze mnie idiotka, że się na męża wściekam.
Bo byle jak pranie wiesza i rękawów nie odwija.
Że chyba mi odbiło.
Że na dziecko fukam.
Bo akurat zawsze w środku śniadania.
Gdy herbata paruje.
I jajecznica gorąca.
To ona chce na nocnik siadać.
A tu komuś się życie zawala.
Ktoś kogoś najważniejszego na świecie na zawsze traci.

Więc z tymi ludźmi.
Najważniejsze, że są.
Trzeba to codziennie doceniać.
Pamiętać.

I nie tylko ludzie.
Ale te naleśniki na przykład.
Śpieszmy się je smażyć.
Śpieszmy się piec ciasta.
Śpieszmy się biegać na bosaka po trawie za naszymi dziećmi.
Puszczajmy bańki.
Znajdźmy po pracy chwilę na spacer.
Zróbmy popcorn i obejrzyjmy razem komedię.
Pływajmy w jeziorze na golasa.
Wydajmy ostatnie pieniądze na bilet nad morze.
Kupmy sobie wymarzoną torebkę.
Usmażmy mężowi kaszankę po pracy.
Śpieszmy się puszczać latawce.
Skakać w kałużach.
Układać puzzle.
Upieczmy kurczaka w miodzie.
I zjedzmy go całego z frytkami.
Zamówmy pizzę peperoni.
Z podwójnym serem.
Idźmy do włoskiej knajpy na tiramisu.
Śpieszmy się włożyć nową sukienkę.
Użyć różowej szminki.
Rozpuścić włosy.
Zmoknąć na deszczu.
Pośpieszmy się z tym, co wiecznie odkładamy.
O czym marzymy.
Na co czekamy.
Nie głódźmy się.
Nie katujmy.
Nie wymagajmy od siebie zbyt wiele.
Nie wieszajmy codziennie prania.
Nie stawiajmy nieosiągalnych celów.
Nie bójmy się pobrudzić sukienki.
Mieć kurzu za kanapą.
Ani lepiącego się stołu.
Pijmy wino.
Grajmy w pokera.
Śpieszmy się jeść naleśniki.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Dagmara 29 września 2017 at 10:57 am

    Cudownie to napisałaś! ❤

    • Reply Iwa 29 września 2017 at 4:46 pm

      dziękuję 🙂

    Leave a Reply