gepard
życie

Superlaska i najszybsze zwierzę świata

Rozmyślam sobie ostatnio o tym, że mam córkę.
Zazwyczaj chodzi w dresie, ale w ostatnich dniach nie chodziła w dresie z uwagi na Święta.
Z uwagi na Święta bowiem chodziła w sukience.
I zupełnie w tej sukience wyglądała jak dziewczynka.
A nie jak w dresie na co dzień zupełnie jak chłopak.

W sukience biegała po mieszkaniu.
W rajstopach koloru zgaszony róż.
I loki jej blond dodawały całości już zupełnie dziewczęcy charakter.

Takie mnie wtedy zaczęły myśli nachodzić:
– że przyjdzie taki dzień, że ona będzie superlaską
– że tego dnia ja już raczej nie będę superlaską
– że ten dzień będzie dla mnie smutny z tego właśnie powodu
– że tego dnia będę za to mogła wyjść wieczorem na wino z moimi przyjaciółkami, które to tego dnia nie będą już superlaskami również
– i że trudno, takie jest życie.

Tym tokiem myślenia doszłam do rozmyślań na temat tego dnia kiedy to ja byłam superlaską.
A było to już jakiś czas temu.
Na przykład jakieś szesnaście lat wstecz, gdy miałam lat osiemnaście.

Byłam wtedy akurat superlaską singielką.
A mój mąż był wtedy akurat ogłupiałym wyrostkiem w szerokich spodniach.
I akurat tego dnia był zupełnie gdzie indziej.

Ponieważ obracałam się w różnych kręgach towarzyskich.
To w tychże kręgach towarzyskich poznawałam chłopaków wszelakich.
I czasem wpadałam na pomysł, żeby się z którymś umówić na randkę.
Potem zazwyczaj tego pomysłu żałowałam, bo moje randki były jakoś wyjątkowo nieudane.

I tak od tych sukienek, rajstop w kolorze zgaszony róż i superlasek doszliśmy do historii o mojej najgorszej randce świata.

Na osiemnastce takiego jednego, poznałam kilku innych.
A ponieważ wtedy naprawdę byłam superlaską to Ci inni to zauważyli i prosili mnie o numer telefonu.
Akurat na tej osiemnastce miałam humor w stylu a co mi tam szkodzi żyje się raz jak to teraz mówią YOLO więc rozdawałam swój numer na prawo i lewo.

I potem pare dni później zadzwonił do mnie on.
Jakiś jeden z tych, którym swój numer telefonu na tej imprezie podałam.
I ja zupełnie po głosie byłam pewna, że to jest jeden z tych, którego uznałam za najfajniejszego.

Umówiliśmy się pod metrem centrum.
Pod tym grafitti co wtedy zawsze się wszyscy umawiali.

Przyszłam totalnie zła na siebie, że przyszłam.
I że w ogóle do takiej sytuacji, że przyjść musiałam doprowadziłam.
Bo ja nie znosiłam chodzić na randki.
Z ludźmi obcymi przeciwnej płci.
Z którymi zupełnie nie wiadomo o czym rozmawiać.
I przed którymi trzeba udawać, że się jest superelokwentną, superinteresującą, superzabawną, superlaską.
A nie po prostu sobą.

I słuchajcie idę pod to metro.
A tego kolesia co myślałam, że to on dzwonił nie ma.
No nie ma go na pewno.
Bo jest inny.
Którego jak przez mgłę z imprezy pamietam, że gdzieś tam z boku stał jak ten swój numer dawałam na prawo i lewo.
Strasznie jakiś nie w moim typie z wyglądu zupełnie.
A z charakteru to nie wiedziałam, ale na pierwszy rzut oka raczej też nie.
Bo ubrany był ten człowiek w różową skórę.
Powtarzam.
Różową skórę.
Kurtkę taką ze skóry.
Różowej.
Tak.

Ja zawsze na randki miałam plan awaryjny.
Więc jak tylko zobaczyłam tego chłopaka co to miał być kimś innym.
I tę jego nieszczęsną kurtkę skórzaną.
To sobie przypomniałam, że moi znajomi z liceum są dwieście metrów obok w jednym pubie.
Tak więc udając, że o tym nie wiem zaciągnęłam tam do nich moją różową randkę.

A oni tam wszyscy siedzieli.
Żłopali piwo za piwem i jedli frytki.
I w ogóle się świetnie jak zawsze bawili.

My wchodzimy.
Ja nerwowo chichoczę.
On w różowej skórze.

Ja widzę znajomych i krzyczę.
O rany co za zbieg okoliczności!
Wy tutaj!
Zobacz kolego (niestety nie pamietam teraz jak ów biedaczyna miał na imię).
Zobacz kolego toż to akurat dwudziestu moich znajomych z liceum siedzi właśnie żłopie piwo i je frytki!
No to jest znak, że się musimy dosiąść do nich.
I również piwo zamówić.
Oraz zamówić musimy frytki.

No i się dosiedliśmy.
Zamówiliśmy piwo.
Zamówiliśmy frytki.
Gwar był niesamowity więc ciężko było rozmawiać ze sobą.
Lecz żeby nie wyszło, że jestem superniewychowaną superlaską to raz na jakiś czas próbowałam jakąś konwersację z chłopakiem nawiązać.

Na przykład taką:

(ja) Znasz jakiś dowcip?

(on) Znam.

(ja) To dawaj.

(on) Jakie jest najszybsze zwierzę świata?

W tym momencie jakoś wszyscy moi znajomi z liceum w liczbie dwadzieścia zamilkli i skupili uwagę na chłopaku w różowej skórze.
Mnie to bardzo speszyło, bo bardzo nie chciałam żeby biedaczyna się poczuł speszony.
Więc postanowiłam sobie, że jaka by to nie była odpowiedź to się będę śmiała jak szalona.
Żeby on sobie pomyślał, że jest taki super zabawny i się poczuł lepiej.
Bo chyba się nie najlepiej czuł wśród moich znajomych z liceum w liczbie dwadzieścia żłopiących piwo i jedzących frytki.

No i on mówi że gepard.

Ja w śmiech.
On zbladł.
Inni w śmiech.
I tak się śmialiśmy z pięć minut.
Bo wiecie jak to jest z tym śmiechem nerwowym.
Jak zaczniesz to nie możesz się uspokoić.
I łzy Ci takie histeryczne lecą.
Tusz rozmazują i w ogóle tragedia z tym nerwowym śmiechem.
I w końcu jak już śmiać się tak histerycznie przestałam.
A reszta przestała się śmiać z tego, że ja się tak histerycznie śmieję.
To chłopak w różowej skórze dokończył, bo to zupełnie nie był jeszcze tego dowcipu koniec.

A jaki jest najszybszy ptak świata?
Ptak geparda.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply Dagmara 19 kwietnia 2017 at 10:22 pm

    Świetna historia 🙂 Ja tam nigdy się superlaską nie czułam. A zamiast chodzić na randki wolałam czytać książki. I zasadniczo mi tak zostało. 😉

  • Reply Czajnik w Kropce 19 kwietnia 2017 at 8:46 pm

    Dokładnie 16 lat temu mialam 18 lat, i tez byłam superlaską ( tak myślę) . Teraz też jestesmy superlaski, a co! Tyle, że w swojej kategorii wiekowej;)

    • Reply Iwa 19 kwietnia 2017 at 9:00 pm

      🙂 masz rację. Idąc tym tropem już zawsze nimi będziemy!

    Leave a Reply