kot
życie

Szansa

Trafiła nam się szansa bycia lepszym człowiekiem.
Mi i mojemu mężowi.
Szansa bycia lepszym człowiekiem dla naszego kota.

Kot wrócił do domu po pobycie w szpitalu w złym stanie.
Serce jego jest już na wyczerpaniu.
Wrócił do domu. Dał psu po pysku. Naprychał.
Do miski zajrzał swojej i psiej i wyżarł wszystko co się w obu miskach znajdowało.
Po czym udał się chwiejnym krokiem na kaloryfer podłogowy i padł niczym ścierka na najcieplejszy kaloryfera fragment.

Od tej pory kot leży.
Albo na wyżej wspomnianym kaloryferze.
Albo na podgrzewanym kafelku podłogowym w łazience.

Ta sytuacja trwa już drugi dzień.
I na zmianę z mężem chodzimy tylko sprawdzać czy kocur oddycha.
Mleczko mu w miseczce zanosimy.
Kurczaka w drobną kostkę pokrojonego.
Najlepsze frykasy z indykiem w śmietanowym sosie sheba, które tak uwielbia.

A kot leży i dwa maksymalnie kęsy weźmie.
Mleka liźnie.
I znowu leży.

Wczoraj wieczorem długo nie mogliśmy zasnąć.
Kota chodziliśmy głaskać na zmianę.
Kocyk pod kotem poprawialiśmy.
Mąż nawet podkręcił ogrzewanie.
Żeby kotu było cieplej gdy tak leży i jeszcze oddycha.

Bo jest czasem tak, że ktoś pieniędzy nie ma na kurtkę nową.
I w butach od siedmiu lat jednych zimowych chodzi.
A na karmę dla swoich trzech kotów ma.
I to na tę lepszą z łososiem i pstrągiem, którą tak bardzo lubią.

Jest czasem tak, że w piątek wieczorem w eleganckiej koszuli i wypastowanych butach.
Z najnowszym i-phonem w ręku, siedzi w poczekalni mężczyzna.
Wilgotne ma oczy a ta ręka z i-phonem mu drży ze zdenerwowania.
Bo w gabinecie obok operowany jest jego pies co się Psotka nazywa.

Bo jest moja mama, która leki na cukrzycę psu trzy razy dziennie od paru lat podaje.
A o swoich witaminach i wizycie u dentysty nie pamięta.

I jest mój mąż co to tak zwierząt nie cierpi.
A w sobotę w minus siedemnaście pędem z naszym kotem w torbie do przychodni jedzie.
I wczoraj wieczorem ogrzewanie zwiększa dla tego kota właśnie.

I jestem ja dzisiaj w nocy.
Z boku na bok.
Na plecy i znowu na bok.
Z myślami przy tym naszym kocie co na kaloryferze leży.
Z myślami przy tym co ten kot symbolizuje.
Myślami przy szansie na docenienie tego, co przestaliśmy doceniać.

Bo tak czasem się dzieje, że się czegoś ważnego nie zauważa.
Pomimo tego, że to się pod nogami pałęta.

I dopiero gdy tego czegoś zabraknie.
Albo czasu nagle jest już bardzo mało.
To do człowieka dociera.
O cholera.
Że przecież tak było miło i fajnie.
I tak po prostu było, jak być po prostu powinno.
I teraz niby już ma być inaczej, bo tego czegoś ma nagle zabraknąć.
I się człowiek orientuje, że nie dostatecznie doceniał.

Przy sprzątaniu kociej kuwety myślę, że jak to fajnie jeszcze choć raz coś takiego zrobić. Żwirek nasypać dla kota mogę i chcę a nie, że o nie znowu muszę tę kuwetę sprzątać.
Miseczkę z myszką umyć mogę i kłaczek z herbaty wyłowić.
Wąsa na poduszce znaleźć jeszcze mogę.

I w końcu po przewróceniu się na bok kolejny znowu.
Dotarło to do mnie.
Że tak być powinno ze wszystkim.
Że mogę robić, chodzić, mieć i żyć mogę.
A wcale nie muszę.
I że jedyne co teraz muszę zrobić.
To tę szanse od kota wykorzystać.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Dagmara 12 stycznia 2017 at 11:09 pm

    🙁 Iwo, ile lat ma Wasz kot? To już ze starości takie to serce słabe? Kocia tematyka ostatnio jest nam bliska, bo przypałętała się do nas w lecie kotka z dwojgiem kociaków, zaczęliśmy je dokarmiać, choć mąż trochę gonił na początku, ale jak zima przyszła, to domek z kartonu ocieplony styropianem kociakom zrobił i kocykiem wymościł. Do domu nie bardzo możemy wziąć, bo mnie sierść kota uczula, a dziecko moje zwierząt się boi, mimo że od jej urodzenia pies był u nas w domu. I tak nie wiadomo, co z tymi kotami zrobić. Mimo że tyle już je karmimy, nadal są dzikie, nie dają się złapać. A dobrze byłoby kotkę dużą i małą wysterylizować, bo się potem od kotów nie ogonimy :-/ A mama moja mi ostatnio opowiadała, że gdy dzieckiem była, mieli kota w domu. I jednego razu kot na stół wskoczył jakiś smaczny kąsek capnąć. Babcia machnęła go lekką ścierką, żeby przegonić. Wiesz, że się obraził i już nigdy nie wrócił?! Takie to są koty. Wymykają się wszelkim próbom zaszufladkowania. Indywidualiści w każdym calu. Żal mi Waszej kici. Ale co można zrobić w takiej sytuacji… Ja swojego pieska z rodzinnego domu opłakiwałam przeszło trzy lata. Dosłownie opłakiwałam – wyłam w wannie podczas kąpieli, żeby nikt nie słyszał. Do dziś, gdy patrzę na jego zdjęcia, łezka w oku mi się kręci i tęsknię za nim 🙁 Czasem tak mi ciąży ta moja wrażliwość. Czasem chciałabym nic nie czuć. Ale tego nie da się zmienić. Dużo sił, Iwo, by zaakceptować odejście kici :-*

    • Reply Iwa 13 stycznia 2017 at 9:27 am

      Kot ma zaawansowaną kardiomiopatię. Czyli znacznie powiększony lewy przedsionek w sercu. To choroba genetyczna wychodzi z wiekiem kota. Nasza Tosia ma już 13 lat. Towarzyszy mi przez prawie połowę mojego życia..i jest mi bardzo ciężko się z nią rozstać. To takie trochę pożegnanie z moim poprzednim życiem, młodością może nawet jakąś…No ale tak to już jest. Cieszę się bardzo, że mam jeszcze okazję trochę ją porozpieszczać, bo ostatnio przyznaje, że inne sprawy trochę zabrały mój czas kotu.
      Dziękuję Ci bardzo za takie serdeczne komentarze. Zaglądam czasem na Twojego bloga – gratuluję Ci jest piękny! Ja również psioczę stale na moją wrażliwość bo masę mam przez to problemów. Ale jestem pewna, że finalnie to nam wychodzi na dobre. Bo dla tych wrażliwych, życie jest może bardziej bolesne ale jednocześnie o wiele piękniejsze. Pozdrawiam Cię cieplutko w ten zimowy poranek 🙂

    Leave a Reply