taksietrafilo2
macierzyństwo

Tak nam się trafiło

Tak nam się trafiło.
Że nasze dziecko jest cały czas w ruchu.
Wiecie o co chodzi.
Czasem się widzi takie dzieci co to zamiast iść to biegną.
Zamiast siedzieć to cały czas z krzesła schodzą i wchodzą żeby zaraz z niego zejść znowu.

Dzieci, które jak jedzą to w między czasie machają nogami i rękami.
Dzieci w ciągłym ruchu.
No chyba, że śpią.

Wtedy aż się jakoś robi dziwnie i duszno.
Bo przepływ powietrza od tego biegania się zatrzymuje.
I nagle nie ma czym oddychać.
Więc się zastanawiasz czy kupić do mieszkania wiatrak.
Żeby się nie czuć aż tak nieswojo.

Byliśmy teraz na Mazurach.
I raz na jakiś czas chodziliśmy a raczej biegliśmy za naszą córką do takiej fajnej restauracji, w której można karmić króliki.

Tych królików jest tam sporo.
Niektóre są już bardzo duże.
A niektóre bardzo malutkie.
I te bardzo malutkie cieszą się największym powodzeniem.
Bo dodatkowo można je wziąć na ręce i trochę pougniatać.

Pewnego razu gdy dobiegliśmy wszyscy razem do tych małych królików.
I córka moja nakarmiła je garścią mleczy w tempie ekspresowym.
To jest wrzuciła im do klatki całą zawartość swojego wiaderka na raz.
Łącznie z mleczami, kilkoma kamieniami oraz plastikową świnką Peppą.
To ja siedząc przy stoliku i czekając na pierogi z jagodami tak sobie zaczęłam myśleć.

Psia jego mać.
Moja córka nie potrafi w miejscu usiedzieć.
Jak opętana lata po całym świecie.
Wszystko musi z ziemi podnieść.
Wszędzie łapki wsadzić.
Na wszystko wleźć.
Wszystkiego spróbować.
Biega od rana do nocy.
Na tych swoich krótkich nóżkach.
Codziennie ze sto kilometrów robi.
W miejscu nie usiedzi.
A my tak za nią latamy.
I te pierogi z jagodami połykamy w biegu.
Tak nam się trafiło.

I tak sobie myślałam.
Czekając na te pierogi z jagodami.
Podczas gdy mój mąż po raz trzynasty właśnie pokonywał biegiem całe podwórko restauracji.
Goniąc nasze dziecko, które pędziło niczym pendolino.
Pchając przed sobą plastikowy wózek pełen siana dla królików.

Pani kelnerka przyniosła pierogi z jagodami.
Maciek tęsknym wzrokiem spojrzał w moją i pierogów stronę.
I w tej właśnie krótkiej chwili jego nieuwagi.
Córka moja zanurzyła całe ręce w fontannie aż po łokcie.
Które to były obleczone w ciepłą bluzę teraz do połowy mokrą.

Odwróciłam wzrok od tej wodnej jatki, która przy fontannie z udziałem męża i córki zaczęła się odbywać.
I wtedy ich zobaczyłam.

W domku obok po schodach wchodził pan.
Taki pan co to jeszcze bardziej chłopak po prostu młody facet taki w naszym wieku.
I on szedł po schodach drewnianych do jednego z letniskowych domków, które wynajmują na terenie tej restauracji z królikami.

Na stopach mu stała mała dziewczynka.
Na oko jakieś cztery może pięć lat.
Trzymał ją za ręce.
I tak sobie szli.
To znaczy on szedł.
A ona szła na nim.
I bardzo się śmiała.

Pomyślałam sobie o jak fajnie.
I wtedy zobaczyłam taki mały wózek.
Inwalidzki.
Obok tych schodów zaparkowany.

Oni weszli do środka.
Widziałam jeszcze jak on ją ze stóp swoich zestawił i na ręce wziął żeby do środka wnieść.
W tym zestawienia momencie nogi się pod dziewczynką na sekundę zapadły.
Totalnie bezwładne nogi.
Oklapły pod nią jakby były w środku wypełnione frużeliną.

Pieróg mi z jagodami w gardle stanął.
I tak sobie pomyślałam.

Psia jego mać.
Moja córka nie potrafi w miejscu usiedzieć.
Jak opętana lata po całym świecie.
Wszystko musi z ziemi podnieść.
Wszędzie łapki wsadzić.
Na wszystko wleźć.
Wszystkiego spróbować.
Biega od rana do nocy.
Na tych swoich krótkich nóżkach.
Codziennie ze sto kilometrów robi.
W miejscu nie usiedzi.
A my tak za nią latamy.
I te pierogi z jagodami połykamy w biegu.
Tak nam się trafiło.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Marta B LoveLife 22 sierpnia 2017 at 5:43 pm

    Kobieto, uwielbiam cię czytać. W prostych a doskonale dobranych słowach potrafisz zawrzeć otaczający nas świat.
    I faktycznie, cieszmy się z tego, co nas spotkało.

    • Reply Iwa 25 sierpnia 2017 at 10:47 pm

      Dziękuję :*

    Leave a Reply