walek
coś pysznego, macierzyństwo

Terapia wałkiem

Przez te 14 miesięcy, wiele, oj jak wiele razy, miałam chwile zwątpienia. 
Chwile wycia, ścian gryzienia, i momentów totalnego oklapywania na łóżko z rozpaczy.
Czasem było tak źle, że od wyjścia z domu, i nigdy już nie wrócenia, dzieliła mnie sekunda, milimetr, jeden kroczek mały. 

W takich sytuacjach, taki oto schemat, działał u mnie zawsze:

Po pierwsze, ogarniałam się wizualnie. 

Ryczące, nie chcące zasnąć, stękające, czy z innego powodu jakiegoś, na maxa mnie w tym momencie irytujące, dziecko, wkładałam do kojca. Szłam do łazienki. Zapuchniętą od płaczu twarz, pod zimną wodę wkładałam. I malowałam się. Róż na policzki kładłam. Tusz na rzęsy. Włosy rozczesywałam. Jakąś ładniejszą bluzkę zakładałam, a czasem gdy bardzo źle było, w ogóle głowę myłam. Na wycie dziecka, w tym momencie, starałam się uwagi nie zwracać. 

Taka wyszykowana, od razu lepiej się czułam, i płakać już dalej nie mogłam, bo bym przecież ten makijaż, co zrobiłam przed chwilą, rozmazała sobie. 

Po drugie, gdy już wyglądem przypominałam człowieka, dziecko pakowałam do wózka. Czy deszcz, czy śnieg, czy lato, czy zima – trudno! Z domu trzeba w tej sytuacji wyjść koniecznie. 

Rożne były u mnie etapy. Czasem się udawało do sklepu wejść, czasem nie, ale w tej wersji przyjmijmy, że sklep jest jednak jakąś opcją dla nas. A mam tu na myśli sklep spożywczy jakiś.

Dziecku w tym sklepie można kupić bułkę, albo wafle ryżowe, by paszczę zamknęło choć na chwilę krótką. A gdy jest za małe na pokarmy stałe, to trudno, niech płacze. Albo robimy zakupy w wersji w biegu, gdy nie przystajemy wcale. Kartę kredytowa już przed sklepem wyjętą, w wyciągniętej dłoni trzymamy, i wokół kasy krążymy wózkiem bujając, podczas gdy pani ekspedientka nam zakupy do siatki pakuje.

W sklepie kupujemy. Mąkę. Jajka. Cukier. Tak cukier. Masło. Czekoladę gorzką. I torebkę cukru wanilinowego.

Z tym wszystkim wracamy do domu. Wyciągamy z wózka dziecko, które po spacerze jest albo śpiące, albo wręcz przeciwnie, wyspane. I tutaj mamy różne opcje. Albo do łóżeczka je, albo do kojca. Jak nie śpi i płacze, bo zęby idą albo inne dziady, to bierzemy nosidło jakie kto ma, i dziecko na siebie wkładamy.

Z zakupami i dzieckiem, lub z zakupami bez dziecka, jeżeli tak się akurat cudownie złożyło, że postanowiło zasnąć w łóżeczku swoim, w co watpię. Idziemy do kuchni. I tam się zaczyna dziać magia. Terapia dla sfrustrowanych i zmęczonych matek najlepsza. Pieczenie ciasta, czekoladowego się rozpoczyna.

Rozpuszczamy w garnuszku czekoladę. Dodajemy cukier i masło. Mąkę z jajkami mieszamy. I to wszystko łączymy. Wstawiamy do piekarnika na 190 stopni. 30 minut czekamy. Z dzieckiem się chwilę bawimy. Włączamy muzykę jakąś, i tańczymy sobie.

I gdy tajmer pikając, gotowe ciasto nam anonsuje. To nagle się okazuje, że od załamania naszego, minęły już trzy godziny. Że zaraz właśnie, nasz mąż z pracy wraca. Że w mieszkaniu pachnie czekoladą obłędnie, a dziecko jakoś w tym czasie, o wiele mniej denerwujące się stało. I że tak naprawdę ten dzień, to całkiem fajny był.

A jeśli taka sytuacja, z gorszym nastrojem się częściej powtarza. Wtedy proponuję, zamienić te ciasto, na różne inne potrawy. Naleśniki, kopytka, ciasteczka owsiane, a i dla tych co na diecie, też masa przepisów się znajdzie.

Bo w kuchni jest magia wielka. Łyżką mieszanie, demony przegania. A wałek to najlepszy jest terapeuta. Wiedzą to nasze matki, i nasze babki wiedzą. Bo od prababek i praprababek, się dowiedziały o tym. Że nic na chandrę tak nie pomaga, jak fartuch mąką ufajdany. I racuchów smażonych z jabłkami zapach.

Przepis na brownie:

Perfect! Brownie!

Previous Post Next Post

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply tuzinek 3 listopada 2016 at 7:52 am

    Uwielbiam zapach ciasta w weekend i plan mam taki, żeby dzieciuchy moje też dom z zapachem ciasta kojarzyły

    • Reply Iwa 15 listopada 2016 at 11:06 am

      Zapach ciasta to najlepszy zapach jaki może się kojarzyć z domem 🙂

  • Reply asia/wkawiarence.pl 23 października 2016 at 11:58 pm

    lubię kucharzyć, również i mnie to uspokania, wręcz napędza do działania dalszego

    • Reply Iwa 24 października 2016 at 11:49 am

      Tak, gotowanie jest dobre na wszystko. Pozdrawiam cieplutko!

    Leave a Reply