macierzyństwo

To minie

Najpierw były kolki. Trzy miesiące noszenia, bujania, włączonej suszarki, kropelek Bio Gaja i herbatki z rumianku. Nic nie pomagało. Lekko nie było, ale jakoś dzień po dniu czas mijał. Po trzech miesiącach skończyło się jak ręką odjął.

Potem był czas energicznego bujania w wózku na spacerze, aby dziecko spało. Patent ten działał parę miesięcy, a potem nagle przestał. I tak z dnia na dzień, Kaja przestała spać na spacerze. Choćbym majtała wózkiem po największych kocich łbach w okolicy. Więc trzeba się było przestawić. Wózek na spacerowy zmienić. Chleb dla kaczek zabierać i spacerowac pomiędzy drzemkami.

Był taki czas, gdy mała mi przy piersi zasypiała po pierwszym łyku mleka. W którejś z książek wyczytaliśmy, że dziecko trzeba wtedy obudzić koniecznie, żeby skończyło posiłek, bo inaczej głodne będzie. Wiec budziliśmy ją, a nie było to łatwe. Łaskotaliśmy po stopkach, smyraliśmy po karku, a nawet polewaliśmy zimną wodą. Dobudzić sie dziecka nie dało za cholerę. Minęło jej to po jakiś dwóch tygodniach. Z głodu nie padła, a co się wyspała to jej.

W listopadzie dziecko moje budziło sie w nocy raz tylko o trzeciej godzinie i po nakarmieniu spało jak anioł do rana. Grudzień zaskoczył nas, snem przerywanym osiem, a czasem dwanaście razy. Ten czas trwał niestety dłużej, tak jakoś ze dwa miesiące, podczas których już ściany gryzłam prawie, ze zmęczenia. Potem bywało różnie. Raz się budziła pięć razy, a raz tylko dwa. Teraz po roku nadal się budzi. Lecz wiem o tym, że i to kiedyś minie, więc tulę ją w nocy do siebie.

Z usypianiem też było różnie. Przez dwa miesiące pieknie nam usypiała. Dziesięć, piętnaście minut max. Potem, przez trzy miesiące masakra jakaś była, i już do specjalistek, takich od snu niemowląt, zapisywaliśmy się prawie, bo półtorej do dwóch godzin nad łóżkiem na zmianę wisieliśmy. Kołysanki śpiewaliśmy. Książeczki i inne patenty grane były, a dziecko nic a nic spać nie chciało. Nawet rolety w oknach zamontowaliśmy. Bo być może za jasno jej było. Miesiąc po zamontowaniu rolet minęło.

Wiele takich sytuacji było, a to wysypka, a to alergia na mleko krowie. Ząbkowanie, czy teraz ostatnio szarpanie się jakieś i na spacerach marudzenie. I każda z tych rzeczy minęła po jakimś czasie, tak sama z siebie po prostu. A ile ja sie nagimnastykowałam, ile czasu w internecie odpowiedzi szukałam, i ile pieniędzy na cudowne remedia wydałam, to sama już nie zliczę.

Bo u dzieci jest tak, że zawsze coś. Zawsze coś dolega, coś dziwnego się dzieje, coś się zachowuje inaczej zupełnie niż tydzień temu. I to jest normalne. Tak to widocznie już z tymi dziećmi jest. I pewnie, że każda mama się martwić będzie i pomagać jak tylko się da, i ja absolutnie nie namawiam, by bagatelizować sprawę gdy coś złego się z dzieckiem dzieje. Po prostu dobrze jest czasem w tych cięższych chwilach, przypomnieć sobie, że najlepszym lekarstwem na wszystko jest czas.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply