wkawiarni
macierzyństwo

W kawiarni

Pójście do kawiarni jest fajne.
Można się tam napić dobrej lub trochę gorszej w zależności od kawiarni kawy albo herbaty.
Można zjeść jakieś ciastko z kremem lub z galaretką w zależności od kawiarni malinową lub agrestową.
Można w kawiarni spotkać się z przyjaciółkami w godzinach popołudniowych.
I można na spokojnie porozmawiać i pośmiać się strząsając agrestową galaretkę z widelca. Siedzieć na fotelu w różową pepitkę z nogą na nogę i bawić się złotym łańcuszkiem ze skrzydełkami anioła.

A można też tak jak to mi się zachciało w zeszły piątek pójść do kawiarni z dzieckiem swoim półtorarocznym.

Z przyjaciółkami zamieniłam słów kilka w stylu weź ją na chwilę to pójdę do toalety, zobacz co ona tam robi, biegnij za nią, trzymaj ją, zabierz jej to natychmiast, potrzymaj ją na chwilę żebym założyła kurtkę i tym podobne klasyczne w tej sytuacji kawiarnianej z przyjaciółkami dialogi.

Zamówiłam sobie hummus i herbatę roibos w cermicznym dzbanuszku, który natychmiast wylądował na najwyższym obok nas parapecie.
Tak jak i napoje przyjaciółek, gdyż inaczej wylądowałyby na podłodze przez moje dziecko ściągnięte.

Herbaty nie wypiłam, hummus połknęłam, gdyż czasu miałam na takie rzeczy bardzo mało.
Podczas bujania Kajki na hamaku, na drewnianym koniu, biegania po kawiarni za nią i wyrywania jej kabli od ładowarek, które ona wyrywała ludziom z laptopów, wyciągania jej z buzi niebieskiej kredy i mycia pod kranem równie niebieskiego od niebieskiej kredy języka.

W pewnym momencie uznałam, że chyba już pora wracać.
Gdyż bardzo się zrobiłam zmęczona choć to dopiero czternasta godzina była.
Więc przemówiłam do jednej przyjaciółki po raz ostatni.
Weź ją na ręce ja muszę się ubrać.
Ubrałam się, wsadziłam Kajkę do wózka i wyszłam z kawiarni.
Zostawiając herbatę roibos w ceramicznym dzbanuszku i dwie przyjaciółki.

Było wspaniale jak to w kawiarni z przyjaciółkami bywa.
Była kawa i herbata i hummus był i ciastka też były.
I był taki moment gdy się popłakałam normalnie ze śmiechu.
Gdy już na końcu podczas mojego kurtki wkładania Kajka zaczęła bić przyjaciółkę moją po twarzy.
To ja nie wytrzymałam i się normalnie popłakałam.
Ze śmiechu.
I wyszłam.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply nietypowyblogparentingowy 7 lutego 2017 at 12:05 pm

    Dzieci w kawiarni.. temat rzeka. Ostatnio poszliśmy ze znajomymi i A. do znanej sieciówki na pizzę. Umęczyłam się, a zamiast pizzą, najadłam się stresem. Wróciłam do domu i zasnęłam razem z dzieckiem. 🙂 Istnieje szansa, że kiedyś te czorty będą więcej chciały posiedzieć w miejscu.
    Pozdrawiam!

    • Reply Iwa 7 lutego 2017 at 6:18 pm

      Ha ha ha czyli nie jestem sama! Też mam nadzieję, że nadejdzie taki czas wtedy za to będzie nam brakować innych rzeczy… Takie życie pozdrawiam!

  • Reply Dagmara 6 lutego 2017 at 7:47 pm

    Czort nie dziecko! 😉 Rzeczywiście w takiej sytuacji chyba tylko śmiech pozostaje. To taki diaboliczny trochę śmiech. Moje dziecko – dzięki wam niebiosa! – w miejscach publicznych, tudzież w obecności osób trzecich siedzi grzecznie jak trusia. Nie dość, że jest nieśmiała, to jeszcze bojąca. Podobno ja w dzieciństwie byłam taka sama. Żadnych ekscesów. Gdzie posadzili, tam siedziałam… No i już tak mi zostało – nie umiem się rozpychać łokciami w życiu. Wolałabym, że Rózia była bardziej odważna i śmiała. Byłoby jej łatwiej w życiu.
    Droga Iwo, będzie mi niezmiernie miło, jeśli polubisz profil mego bloga na FB. Bo w końcu założyłam profil… 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

    • Reply Iwa 7 lutego 2017 at 8:37 am

      Czyli to prawda, że są grzeczne dzieci 😉 no u mnie niestety jest armagedon i tajfun i nie wiem co jeszcze ale lekko nie jest…Polubię Twój profil z przyjemnością!Pozdrawiam cieplutko

    Leave a Reply