wigilia
życie

Wigilia

Siedzimy przy stole.
W widelcu posrebrzanym co po śledzia sięga migocze blask świec.
I w szklance z kompotem.

Jest z nami ktoś nowy.
Bardzo jeszcze mały.
Co widelec ma plastikowy.
I śledzia jeść jeszcze nie może.

Jest ktoś już bardzo stary.
Co śledzi zjadł już w swoim życiu wiele.

Jest ktoś kto jest z nami przy tym stole zawsze.

I ktoś, kto dosiadł się do tego stołu jakiś czas temu.
Ale plan jest taki, że obok nas zawsze już będzie siedział.
I tego śledzia i kompot z drugiego końca stołu podawał.

Jest w tle kolęda wsród nocnej ciszy.
I Dziadek, który dopowiada, że kot łapie myszy.

Jest choinka a pod nią prezenty
Przez Mikołaja z namysłem wybrane.
I drżącą ze starości podpisane ręką.

Jest śmiech i w oczach blask.
Przy składaniu życzeń, żeby lepiej było.
A może by nie było gorzej, bo jest już najlepiej przecież.

I jest nagłe uświadomienie sobie.
Że tej ryby po grecku i sernika ulubionego.
Już nie ma.
I nigdy już na tym stole nie będzie.

I jest to puste krzesło.
I talerz pusty.
I tęsknota każdego z nas za kimś.
Kto przy tym stole nie siedzi już z nami.

Jest karp w galarecie.
Makowiec.
I kutia.

Jest barszcz i uszka przez Mamę lepione.
I miłość jest w każdym wysprzątanym kącie.
Widzę jak w blasku świec i tych tak bliskich mi oczu delikatnie i ciepło migocze.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply