wiosnaidzie
życie

Wiosna powoli idzie

Wiosna powoli idzie.
Mój mąż się co roku ze mnie śmieje, że ja pod koniec lutego mówię, że wiosna powoli idzie.
Mówi etam.
Zobaczysz jeszcze długie miesiące zimy przed nami.
Na Wielkanoc przecież jeszcze dzieciaki bałwany lepią.
A majówkę ostatnio spędziliśmy przyklejeni do kominka i czekolady.

Tak było.
Ale w tym roku będzie inaczej.
Powtarzam roku każdego.
I że ta wiosna powoli idzie.

I to nie musi być koniecznie widoczne gołym okiem.
Ja to czuję gdzieś w głębi, w środku to czuję jak się rano budzę.
Od razu inaczej jest jakoś.
I chce się więcej.

Maszynę do szycia chce się wyciągnąć z szafy i uszyć sukienkę w kwiaty.
Domestosa chce się chwycić i całe mieszkanie odkazić.
Okna pootwierać.
Naklejki z bałwankiem i choinką z szyb pozdejmować.
Ścierki kuchenne wymienić.
Nowe poszewki na poduchy założyć.

Od razu jakoś po inne ubrania ręka do szafy sięga.
Kolorowsze.
Lżejsze.
I nowe tenisówki się marzą.
I nowa fryzura.
I jakiś puder fajny.

No ewidentnie wiosna powoli idzie.

Na wiosnę poza niedźwiedziami.
Budzą się w ludziach marzenia.
Plany się snują po głowie.
Na białych kartkach notesu wpisują nieśmiało zadania.
Nareszcie się chce.
Ma się ochotę.
Energię.
Sił więcej.

Wczoraj kupiłam bukiet żonkili.
O jak ja lubię żonkile.
Takie są na początku jak szczypiorek trochę.
Niepozorne zupełnie.
A następnego dnia już inne.
Otwierają kwiatostany niczym falbaniaste spódnice.
I ten żółty kolor żonkili totalnie wiosenny.

Jeść i pić mam ochotę inaczej.
Już nie tylko ciastka i herbatę z miodem.
Ale może jakąś rukolę z pomidorami.
Albo szynkę parmeńską z melonem.

Z cytryną wodę i w ogóle może jakiś detoks bym sobie zrobiła.
Oczyszczenie jakieś duszy i ciała.
Żeby się tak wypucować od środka na tę wiosnę co idzie.
I schudnąć tak z pięć kilo.
Albo siedem.

W niedziele wycisnęliśmy sok z pomarańczy.
Och jak on bosko smakował schłodzony.
Wypiliśmy wszyscy po szklance.
A Kaja nawet półtorej.

I ja wiem, że niektórzy to dopiero na narty jadą albo właśnie wrócili.
Zamiast soku piją śliwowicę na stoku.
I kurtki puchowe za pół ceny na wyprzedażach kupują.
I że mój mąż mówi, że oszalałam i jeszcze długie miesiące zimy przed nami.

Ale ja to czuję, że w tym roku będzie inaczej.
I że ta wiosna powoli idzie.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply